piątek, 09 sierpnia 2013

Dawno mnie tu nie było.

I już nie będzie. Czas zamknąć tego bloga pełnego historii, historii jakby już nie moich.

Za trzy tygodnie będę w innym mieście. Z B. Czas przenieść się w nowe miejsce. Gdzie znajdę inne historię.

20:47, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 maja 2013

Ale nie takiego małego, takiego codziennego. O nie!! Przyszedł taki czas, że muszę odpowiedzieć sobie na pytanie co dalej. Co dalej? Pytają dookoła inni, ja milczę, ale pyta i sama moja głowa. To już milczeć nie można. Co dalej moja droga?  Czy nie za późno już na takie pytania?

Dotarło do mnie niedawno, że ja już nie pokolenie 20-latków, że bliżej mi przecież do 30.  Że doktorat się skończy? Że na uczelni nie chcę się zostać a i pewnie uczelnia mnie też tam nie chce. Że i owszem lubię Grudziądz, gdzie będę mieszkać za cztery miesiące, że owszem lubię też moją pracę. Ale jak długo tak? Gdzie sens? Gdzie plan? Gdzie ramy mego życia? Do tej pory sztywną ramą był doktorat. A co dalej? Długo bałam się takiego pytania. Jest progres, bo już je sobie zadałam. I to na głos. Jeszcze co prawda gdzieś je tam spycham, bo jest bardzo niewygodne. Drażni mnie, niepokoi. Czasami uznam je jeszcze za mało ważne (o ja naiwna!!).

Od czego zacząć? Co czytać, gdzie szukać? Ratunku!!!!

22:28, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Śmiechu mi potrzeba, takiego pełną parą, spontanicznego i radosnego. Wiosnę już znalazłam. Koty wygrzewają się na słońcu a ja piję mrożoną herbatę, bo to już na nią sezon. Zeszłoroczna receptura została zmodyfikowana i teraz wszystko smakuje jakoś lepiej. Posadziłam bratki. Uporządkowałam pdf-u. No dobraaaaa...jedną 20 moich zbiorów.

Czas poobcować z kulturą czytelniczą. Spotkanie z Wojtkiem Jagielskim w fili nr 1 Książnicy Kopernikańskiej,

 

17:24, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lutego 2013

W ostatnich Wysokich Obcasach Extra Magda Umer pięknie powiedziała, że żyje w świecie przeczytanym. Pięknie powiedziała. Też bym coś pięknie napisała: o podróżach palcem po fotografiach, o lesie, ciszy.

 

mgła

Tymczasem: kicham, kaszlę, gorączkuję i ciężko mi się oddycha. Nie napiszę, więc nic.

Ps. Ostatnio w Trójce słuchałam ciekawego reportażu o Wędrownym Zakładzie Fotograficznym- potem przez kilkanaście minut podróżowałam po Podlasiu.

16:17, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 lutego 2013

Zima ciągle a mi się marzą truskawki, jagody, sierpniowe pomidory. Jadło mi się takie marzy:

 

truskawki latem w Grudziądzu

Tymczasem wracam do bezproduktywnego przeglądania blogów (tym razem tutaj: Whitney Reeder). Jestem stworzonym typem do czytania blogów, szczególnie takich gdzie są jeszcze zdjęcia. Uwielbiam patrzeć jak ludzie mieszkają, jak żyją, co lubią. To trochę jak z bohaterami książek. Tak sobie tłumaczę, bo oglądanie blogów zżera mi właśnie czas na czytanie literatury.

niedziela, 03 lutego 2013

Udało się. Zrealizowaliśmy nasze postanowienie z ostatniej jesieni- co by raz w miesiącu udać się na dłuższy spacer i wybraliśmy się poznawać toruńskie lasy. Pogoda może nie była idealna- kilka dni wcześniej spadła chyba z tona śniegu, do tego front z nad Rosji wiązał się ze sporymi mrozami. Słońce schowało się za ciężkimi chmurami, ale prószył niewielki śnieżek i było nawet przyjemnie. Mój towarzysz wycieczki (i życia) szczególnie był przyjemny :)

Widoki były. Leśne widoki. Takie widoki.

 

 

Spacer zaplanowany był na 10-15 km. Ot dojść na Barbarkę, stamtąd do Lasu Piwnickiego i do domu. No ale niestety. To nie góry- nie wszystkie szlaki są oznaczone, większość bardzo źle oznaczona. Mapę mieliśmy- no ale już na samym początku popełniliśmy błąd- czerwony szlak z mapy, nie był czerwonym szlakiem z trasy :) Uratował nas słupek na skrzyżowaniu leśnych dróg, który pomógł w odnalezieniu kwartału lasu, w którym byliśmy. W końcu znaleźliśmy właściwy szlak, potem znów go zgubiliśmy, ale już wiedząc gdzie jesteśmy. Jeden szlak skończył się na bagnach, a drugi nad urwiskiem. Przygody te spowodowały lekkie zaćmienie na umyśle- bo zamiast spojrzeć na mapę i wrócić z tego pięknego rezerwatu Las Piwnicki od razu na Barbarkę, najprostszą drogą (i najkrótszą) to my postanowiliśmy wrócić dokładne tą, którą przyszliśmy. Czyli na około. W ten sposób wracaliśmy już po zachodzie słońca. B. ucieszony, bo w końcu mógł wypróbować czołówkę, którą kupiliśmy na lipcowe Karkonosze. Przed dzikami miały chronić nas niemieckie pieśni śpiewane przez B. Nie wiadomo czy dziki przestraszyły się niemieckich pieśni, czy śpiewającego B.

 

Trochę się ogarnęłam. Już nie narzekam. Staram się pozytywnie myśleć. Może nie wszystko jeszcze stracone? Ostatnie dni spędziła z B. w pracowni, szyjąc fartuszki dla naszego Muzeum. Znaczy ja zaprasowywałam boki,  B. je zszywał. Mimo, że byłam zmęczona, świetnie spędzało mi się razem czas.

Poza tym planujemy sypialnie. Jeszcze się nie kłócimy. Przeglądamy blogi o wnętrzach (ja), katalog IKEA (B.). Jestem bardzo podekscytowana i nie mogę się doczekać- kupiłam nam piękne pastelowe kubki i ściereczki kuchenne z muffinami.

 

 

 

 

 

 

21:10, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 22 stycznia 2013
W końcu przyszła.  Z każdy rokiem przychodzi z opóźnieniem. Postuluję, żeby święta Bożego Narodzenia przenieść na styczeń. Nie pamiętam stycznia bez śniegu, za to pamiętam wiele świąt właśnie bez śniegu.



Ostatni weekend spędziłam w pięknym, aczkolwiek zaniedbanym i trochę zapomnianym mieście. W mieście, który za kilka miesięcy będzie moim miastem. Moje miejsce będzie tam, za tymi wieżowcami z tle. Mowa oczywiście o Grudziądzu.
Szczęścia to miasto podczas wojny nie miało. Długo trwały boje o niego. Bardzo duża część miasta została zniszczona, resztę przebudowano.
Ale o chyba jedyne miasto, w którym potrafią zachwycić mnie wieżowce.
Pamiętam, jak zobaczyłam je pierwszy raz- jakoś na studiach, w wakacje jechałam z jakiejś kolonii z dzieciakami. I widok z mostu mnie po prostu poraził. Spichrze wydały mi się monumentalne, ogromne i majestatyczne. Jak strażnicy miasta. Dziś robią na mnie już inne wrażenie, ale ciągle w głowie mam ten moment, gdy zobaczyłam je pierwszy raz. Jakby pojawiły się znikąd.



Zawsze pociągały mnie małe miasta i miasteczka. W Warszawie, w Krakowie dobrze czuję się przez kilka godzin, kilka dni. Myśl o tym, żebym miała tam mieszkać mnie po prostu przeraża. Dużo ludzi, głośno, do lasu daleko, trzeba jeździć autobusami. Przerażają mnie takie miasta, w których nie da się dojść na pieszo, tam gdzie chcesz dojść. W Toruniu da się nawet dojść z centrum na Rubinkowo- choć zrobiłam to raz i więcej nie mam zamiaru tego powtarzać :)
Mają urok takie małe miasteczka- nawet bez kina, teatru. Wystarczy mi biblioteka, większe miasto niedaleko (bo zjeść się na mieście przecież lubi) i Internet (powszechnie wiadomo , że w wolnym czasie doktorant tylko seriale ogląda).

A na koniec lubię zimę. Jeszcze lubię. Ale dziś śniło mi się, że wylegiwałam się na plaży, nad jakimś turkusowym morzem. Było ciepło, cudnie aż do momentu jak nie przyszło tornado.

15:07, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 stycznia 2013
Pisał tak Pan Sztaudynger Jan. Pisał wiele mądrych rzeczy, np.:

Czy hrabina czy kucharka,
Byle była w kroku szparka

Polska A Polsce B
Każe się całować w D.


O Panie Janie Izydorze dowiedziałam się w zeszłym roku (czy to wstyd się przyznać?) będąc w Szklarskiej Porębie i wędrując z Chatki Robaczka na Wysoki Kamień. Pan Jan: ...Pisywał fraszki i wyławiał grzyby, A jeśli umarł - to tylko na niby, Bo w każdej fraszce szytej polską mową Będzie się rodził, będzie kwitł na nowo!
A dzisiaj zainspirowała mnie Pani Ikroopka z Moich Klimatów.


No, ale nie o fraszkach, nawet życiowych miało być. Miało być o egzystencjalnych wątpliwościach, jak to zgrabnie ujęła dziś na FB Michasia, aczkolwiek nie wiem czy dokładnie to, co ja miała na myśli.

Złe myśli mnie jakoś ogarniają. Mam wrażenie, że nic mi nie idzie, że życie me to wieczna prowizorka. Plany Noworoczne zostały spisane, "Sztuka prostoty" przeczytana i to chyba na tyle. Nie udaję mi się wstawać wcześniej i jestem z tego powodu sfrustrowana cały dzień. Sfrustrowana i zła. Ogarnia mnie niechęć do wszystkiego. Co z tego, ze za oknem piękny zachód słońca, co z tego, że w kwietniu weekend w górach, że we wrześniu przeprowadzka i urządzanie mieszkania (pewnie tylko sypialni, bo na resztę pewnie nie będzie nas stać). Co z tego, że mam pracę, widoki na mieszkanie, B. idzie firma. Zawsze jakieś "ale". Dzisiaj szczególnie jest dzień "ale". Dzień lewej nogi.

Czy można się jakoś zresetować?

15:59, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (2) »
środa, 02 stycznia 2013
Uciekaj od tematów ogólnych i pisz o tym, co przynosi Ci życie codzienne. Opisz swój smutek i pragnienia, myśli, które pojawiają się w świadomości, i twoje przekonania, ujmując je w piękne formy.
Opisz to wszystko z pokorą i niemą szczerością, a kiedy wyrażasz swoje myśli, posługuj się słowami sobie bliskimi, obrazami ze swoich snów i przedmiotami, które znasz. Jeśli twoje życie codzienne wydaję się ubogie, nie miej pretensji do życia. Wiń samego siebie. Przyznaj, że nie było w tobie nigdy wystarczająco dużo poezji, by przywołać bogactwo. Bo dla twórcy nie ma ani ubóstwa, ani ubogich, anie obojętnego miejsca

Rainer Maria Rilke, cyt. za: Dominique Loreau, Sztuka prostoty, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2011.

Wpadłam. Nie lubię, nie czytam literatury w stylu "jak żyć, jak osiągnąć sukces, i jak wygrać 100 milionów". Tymczasem u mamy B. natknęłam się na "Sztukę prostoty" i wpadłam w całą tę gadkę o potrzebie minimalizmu w życiu. Nawet wyrzuciłam kilka toreb niepotrzebnych/ nienoszonych/ zapomnianych ubrań i przedmiotów, które są potrzebne tylko wtedy, gdy wyciągam je z szafy bądź pudła.


Poza tym Sylwester jest przereklamowany. Bardzo mi było miło gościć u mnie w domu tych kilka osób. Czułam się w ich towarzystwie dobrze i mam nadzieję, że oni mają podobne odczucia :) W przyszłym roku chciałabym jednak 1 stycznia wyjść na spacer, pójść do lasu i być w pełni sił. A noc przed spędzić z B. leniwie, przyjemnie i zmysłowo. W naszym nowym domku.
20:43, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 grudnia 2012
Święta, święta i po świętach. Jak co roku.

W pokoju pojawiło się kilka nowych książek, jakby starych było za mało. Nie podoba mi się, że wprowadzają chaos do naszego małego mieszkanka. Że stoją, a w zasadzie leżą nie tam gdzie powinny. Do zbiorów naszych, należy dołączyć zbiory biblioteczne (na dzień dzisiejszy około 25 sztuk). Niby nie potrzebne, a jednak potrzebne. Po Nowym Roku wyniosę je do gabinetu profesora, jeśli nie będzie miał nic przeciwko. Albo zapakuję je w kartony. Nie wiem, doprowadzają mnie do szaleństwa =(
Dodatkowo święta przyniosły piżamę, ciepłe kapcie, skarpetki (wyjątkowo wyczekiwane) i pewnie 2-3 kilogramy.
Nawet było spokojnie. Nie licząc oczywiście koncertów jakie dawała nam moja siostra- a to awantura o prezent (bo nie taki), a to o miejsce do siedzenia, a to o brzydką choinkę. I nie, moja siostra nie ma 12 lat, tylko prawie 25.
Święta były też czasem tęsknoty za B. Uświadomiły mi, że nie chcę już spędzać żadnych świąt bez niego. Że ten czas należy do nas.
Dostałam też od mojej babinki cudowny prezent- jej obrączkę. Bardzo mnie to wzruszyło.




Byliśmy nad morzem, piliśmy grzane wino, oglądaliśmy kąpiących się ludzi (ciekawe, jak to jest być morsem?), śmialiśmy się. I był to bardzo miły czas.

A wczoraj obejrzałam Hobbita. I film mnie zachwycił. Momentami zapominałam, że przecież doskonale znam tę historię (no nie aż tak doskonale, ostatni raz Hobbita czytałam 13 lat temu), że wiem co będzie. Wpatrywałam się w ekran z otwartymi oczami. Podobało mi się wszystko. No może elfy zostały lekko zmarginalizowane, ale przecież to film  hobbicie i krasnoludach :)
13:10, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 82
adopt your own virtual pet!



statystyka