niedziela, 31 stycznia 2010
Tak...ciągle mam ochotę zacząć to czytać jeszcze raz. Nie wiem co by się działo ze mną gdybym miała -naście lat, hehe.

Do S. jednak nie pojechałam, ale jutro mam zamiar wyjść z domu. Powinnam. Tak poza tym nie mam nic nie powiedzenia. Póki nie wyleczę się z obsesji czytania jednej książki na okrągło (a w zasadzie książek). No i od jutra zaczynam pracować nad artykułem i dokładnym syllabusem zajęć.

I czekam aż do mnie przyjedziesz. Przyjedziesz, prawda?
sobota, 30 stycznia 2010
Tak sobie pomyślałam, że gdybym została na Pomorzu, byłabym dziwakiem. Samotnikiem i dziwakiem. Nie wychodziłabym z domu, szukając wymówek, żeby się nie spotkać z Kasią i Tomkiem. Siedziałabym czytając książki, powoli zatapiając się w świat wyobraźni... 
Chyba dobrze, że zostałam w Toruniu.

Ale do Słupska pojadę. Chyba
W ciągu tych 3 dni przeczytałam prawie 1,5 tysiąca stron. Naprawdę dawno nie miałam takiej potrzeby czytania jak w przypadku sagi. Skończyłam. Arcydzieło literatury to na pewno nie jest, ale wyszłam z tego w miarę zadowolona, a przecież o to chodzi w czytaniu, prawda? Kto wie, może i kiedyś przebrnę przez to jeszcze raz? Główna bohaterka, Bella bardzo mnie denerwowała, ale Cullenowie to całkiem sympatyczna rodzinka, a mogłaby by być jeszcze lepsze, gdyby opisała ją, np. Ann Rice.

No właśnie. Teraz muszę odpocząć trochę od e- booków, więc czeka na mnie "Wampir Lestat". No i kilka artykułów do przetłumaczenia. I żeby nie zapomnieć o sylabusie dla studentów!!!
środa, 27 stycznia 2010
Przyjechałam na kilka dni do domu, z zamiarem czytania i skonstruowania chociaż konspektu artykułu o gestach i emocji.

Czytam "Zmierzch" i żałuję, że nie jestem 12 lub 14-latką, wtedy nie raziłaby mnie prostota tekstu, przerysowanie postaci, a jedynie zachwycałabym się pomysłem (i Edwardem). No ale zamierzam przejść przez wszystkie części. Taka uwaga mi się jeszcze nasunęła- podobnie uproszczone postaci tworzyłam jako nastolatką w swoich książkach, tylko wtedy nie przyszło mi, żeby pisać o wampirach :)

Wracam do Cullenów (byle szybko, bo czeka jeszcze Łowca)
23:38, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Ha, po raz kolejny okazało się, żeby nigdy nie mówić nigdy. Można się ze mnie śmiać, ale obejrzałam wczoraj wieczorem "Zmierzch" i mimo, że nie jest to film najwyższych lotów, ba zarzekałam się, że na pewno nie będę go oglądać, to...no właśnie. Przez chwilę czułam się jak nastolatka... i ach, całkiem przyjemnie mi się oglądało, mimo wielu spłyceń, dziwnych pomysłów i totalnego, wręcz bajkowego przerysowania postaci. Przypomniało mi to czasy, gdy połykało się książki prawie tonami utożsamiając się z bohaterami, kochając i nienawidząc je do stopnia, który już teraz nie jest dla mnie osiągalny. Teraz zdarza mi się kogoś książkowego lubić, ale bardziej zwracam uwagę na to, że fabuła nie dopracowana, że świat, że postać źle skonstruowana itp. Co więcej, wszystkie  moje książkowe miłości, a nie jest ich wiele, ukształtowały się właśnie za tamtych czasów, jak chociażby Legolas czy Cahir. Oglądając "Zmierzch" przez chwilę udało mi się przenieść w tamten klimat, powzdychać (nie, nie do Edwarda) do bohaterów i pomarzyć o równie miłej przygodzie. Że też mi się nie śnią sny warte miliony;)

Zabieram się za czytanie książki. Podobno o niebo lepsza, a mi się należy odskocznia od średniowiecznych kazań i struktur kościelnych. W kolejce czeka jeszcze "Wampir Lestat". W przerwie świątecznej pochłonęłam m.in. "Dworzec Perdido" (w którym się zakochałam, ale niestety kolejne książki opisujące Nowy Corbuzon w Toruniu nie do dostania), "Brudnopis", "Czystopis" i "Lorda z planety Ziemia" Łukianienki i pierwszą część trylogii C. S. Friedman "Świt czarnego słońca" (dalsze też póki co niedostępne). Wrażenia może później.
17:55, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Komentarze (3) »
niedziela, 24 stycznia 2010
Choć lepiej by było gdyby była kropka. W końcu podjęłam jakąś decyzję. I oby to była decyzja ostateczna. I obym nauczyła się rozmawiać... obym rozwiązała... a zasadzie zawiązała to wszystko na nowo.

Dziś w nocy miałam dziwny sen: po pierwsze śniło mi się, że byłam w ciąży i była to ciążą z zaskoczenia, bo w nieodpowiednim momencie życia (choć może: nieodpowiedni to złe słowo), po drugie jakbym znalazła się w tym życiu z innego wymiaru, z wymiaru z którego przychodziłam, ale do którego już wrócić nie mogę. Trudno mi to wytłumaczyć, po prostu szłam po ulicach mego miasta na Pomorzu z dawno nie widzianą koleżanką z podstawówki i uczyłam się nowego życia: ona była jakoś w to wtajemniczona i mówiła mi, że znam tego, a tamtego nie, oglądałam zdjęcia ze ślubu Kasika (a to dopiero za rok) i zapamiętałam pewną sentencję. A było to tak: po raz kolejny pytałam się czy znam tą czy inną osobę i nagle dostałam odpowiedź od przechodzącego kolegi- coś w stylu otwórz się, to nie chodzi co pamiętasz ale jak to odtworzysz i tekst- gdy rzymscy historycy opisywali zwycięstwa swoich wojsk na płytach wznosząc każdą literę, to gdy skończyła się przestrzeń do pisania i musieli zejść niżej, to nie znaczy, że te wojska przegrały

Czy jakoś tak, ale totalnie zaskoczyła mnie własna inwencja twórcza w snach;)
wtorek, 19 stycznia 2010
chwilowo to nie mam ochoty na nic, o tak, znaczy piszę, czytam i czasem na facebuka sobie zajrzę, ale...
czemu nic nie jest proste...

Bajko, żyję... ale ...

całą noc denerwowałam się bzdurą, która skończyła się dawno, a mi wystarczyło jedno zdjęcie by nie móc zasnąć. ech. jak już zasnęłam to gadałam po angielsku.

seminarium jak zwykle nie było, cóż taki ból, może i dobrze, nie było czym się chwalić

dobrze, że biednego doktoranta wspomogła babcia, będzie można zjeść spaghetti u adasia za 3 złote

Standardowa porcja narzekania za mną, było miło. Do usłyszenia. Cześć i czołem.
środa, 13 stycznia 2010
Proszę pana, pan mi tego nie robi, tak z przypadku, tak że schować się nie można.

Wczoraj miałam swoje pierwsze, takie prawdziwe, zajęcia- ze studentami II roku historii, konwers ze średniowiecza o jakże pasjonującym temacie "Episkopat polski XV wieku". Interesująco nie było, wręcz niemrawo, odzywały się 3-4 osoby na 20, więc szybciej skończyłam. Pierwsze koty za płoty, jak to mówią... Przy okazji dowiedziałam się jak mają wyglądać zajęcia terenowe, które mam prowadzić w semestrze letnim. Hmm... trochę je zmodyfikuje, a co tam :)

Nadmiar śniegu spowodował awarię w tymczasowym moim gabinecie (profesor w Libii): zaczął nam przeciekać dach. Hmmm po raz drugi. Za to odśnieżyli nam dzisiaj parking przed blokiem.

I wielki hmmmmm... po raz trzeci.

Ps. Dostałam muzyczkę. Muzyczka mi się podoba, więc polecam.
sobota, 09 stycznia 2010
i bardzo dobrze

Lubię śnieg- biały i puszysty (taki jaki jest przez większość zimy w małym mieście na Pomorzu), a taki właśnie leci z nieba. Zimno co prawda, i ciężko było przedostać się do biblioteki, ale teraz już nie zamierzam wychodzić z domu a śnieg będę oglądać przez okno.
środa, 06 stycznia 2010
1:0

Chyba jestem analfabetą.
16:57, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
adopt your own virtual pet!



statystyka