niedziela, 25 lutego 2007
Miałam być przedszkolanką. To była jednak krótka myśl, wystarczyło bowiem, że poszłam na cos takiego co nazywało się "środowisko" i zapragnęłam być biologiem. Dokładnie miałam być leśnikiem. Widziałam już siebie w zielonym mundurze Technikum Leśnego, ba, widziałam nawet własną leśniczówkę. Nadeszła jednak ostatnia klasa podstawówki, we mnie się obudził altruizm i postnowiłam, że zostanę lekarzem. Specjalność była akurat mnie ważne, liczyło się to, by pomagać ludziom. Potem się okazało, że najlepiej to jakbym była psrychiatrą. Tak mi wyszło w testach zawodowych. Przyszedł moment przyjścia do liceum medycznego i ów moment stał się początkiem żalu, że jednak się nie siedzi w tym mundurze, w tej ławce. Ów żal wzmagał się, gdy coraz bliżej nastoletnim uczuciem było się owych zielonych mundurów z równie ślicznymi bużkami, które je nosiły. Niemal codziennością stało się rozważanie "co by było gdyby" i tworzenie w głowach, na kartkach, w rpgach alternatywnych historii z happy endem oczywiście i miłością do końca życie. Miałam jednak być lekarzem. Albo co najmniej biologiem. Tylko, że się okazało, że nadeszłą mityczna 3 klasa liceum. I owa klasa przywotała nas biochemią. I Kamila zakończyła bliższą znajomością z biologią na poziomie oddychania wewnątrzkomórkowego. I Kamila takim to sposobem stała się huministką=)
16:45, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (4) »
sobota, 24 lutego 2007
Czy ktoś taki zna? Źle mi się z nim żyję, gdy na ciągłe jego pokusy skazywany jest Maciek. Nie wiem czemu tak się dzieje. Jestem z nim szczęśliwa, z każdą chwilą przekonuję się, że jednak go kocham, ale mimo wszystko potrafię warknąć, krzyknąć nawet, spojrzeć z ukosa, nie uśmiechnąć się, tylko się obrazić a jego próby zainteresowania mnie czymś odebrać jako natręctwo, bo akurat czytam książkę. Nie znoszę tego u mnie, szczwgólnie jak dotyka to moich bliskich. Czy ktoś zna na to jakieś lekarstwo? Najlepiej bez skutków ubocznych, bo gotowa jestem i na nie się zdenerwować.

Tak bardzo nasz charakter jest determinowany przez rodzinę, w której się żyję. Tak ciężko się wyrwać z tych schematów powielanych przez babcię, mamę, tatę etc. Jak byłam młodsza, z Kinjorem opracowywałyśmy sobie jak chciałybyśmy wychowywać dzieci, jaką mieć rodzinę, wzajemne relację. Najważniejszym postulatem było "umieć rozmawiać", bo u mnie w domu zawsze był z tym problem- babcia krzyczała na dziadka (ta, dom dominujących kobiet), dziadek usuwał się w kąt a najlepiej na działkę albo zgłaśniał telewizor, mama najlepiej czuła się w pracy, a jak przychodził moment urlopu albo weekend okazywało się, że halloooo, irytacją sięgała zenitu. My z moja siostrą też nie potrafiłyśmy rozmawiać, co zawsze tłumaczyłam tym, że za dużo między nami różnicy wiekowej byśmy się zaprzyjaźniły, a jednocześnie ta różnica wiekowa nie była zbyt duża, bym została jej powierniczką. Dopiero teraz jakoś się uczymy ze soba przebywać i być po prostu siostrami. Z drugiej strony moja rodzina jakoś nie była przesadnie prorodzinna, jak byliśmy mali to takie spotkanie rodzinne były codziennością, teraz nawet na święta ciężko=(

 Miało tak nie być.Nie mówię, że mam z Maćkiem tworzyć rodzinę, bo coraz bardziej dochodzę do tego, że ja się nie nadaję do takich bajek. Z kimkolwiek, nie tylko z Kotem. Nie chcę by to wyglądało tak jak było u mnie dotychczas, a póki co, to się tak czasami zachowuję. Choć optymistycznie wierzę, że można coś zmienić, widzę przecież że się staram, zmieniam nawyki. Innym problemem jest to, że Mać nie działa na mnie mobilizująco w tym sensie, że zawsze lubiłam być w uchu podróżować, spacerować, a przy nim staję się pomału domatorem. To jednak już na inny dzień rozważania.

Idę do Głównej, pisać recenzje na proseminarium.
13:20, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 lutego 2007
Nie wiem czy jest to powód do domy, że nasze warszawskie Muzeum Sztuki Nowoczesnej będzie kolejnym niewyróżniającym się punktem miasta, obok dworca centralnego i domów centrum, a także szeregu skądinąd miłych mi bloków na Świętokrzyskiej. Nie jestem historykiem sztuki, w przyszłości będę jedynie jako taką ekspertką od wiedzy o kulturze, ale jako miłośniczka stolicy nie jestem za jej unifikacją w szarą bryłę, nawet kosztem abstrakcyjnych brył, które same w sobie sa dziełem sztuki. Póki co muszę zachwycać się wieżowcami, które piękne nie są, a muzeum sztuki będzie wyglądać jak wielki szary magiel.

Ps. Dopisek z godziny 20.11:

Tak tylko chciałam zanotować, że udało mi się dzisiaj przekonac dr Kłaczkowa, że jednak coś zrobiłam na swoją proseminarkę o Warszawie, ale że czas najwyższy wziąć się do pracy;)
11:54, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 lutego 2007
Jednocześnie jest mi smutno i jednocześnie jestem po prostu zła. Nie wiem czy to z powodu tego, że trudno mi chodzić na kompromisy czy z tego, że to jak kompromis nie wyglądało, a my nie potrafimy ze sobą romzawiać. Albo ja go po prostu wybielam, tłumacząc sobie, że on tak może, że "może go to nie ruszać", że może nie obrażażać, bo ona pozbawiła go wszystkich uczuć, współczucia i obudował się murem. Tak naprawdę to on jest w naszym związku egoistą, egoistą globalnym. Wtłoczył sobie do głowy znane schematy i na podstawie ich określa świat i szufladkuje sobie osoby, w tym mnie, bo woli swoją energię wykorzystywać na granie na komputerze i picie piwa niż na wysłuchanie mego zdania bez oskarżania mnie o powtarzanie frazesów i hipokryzję, tylko dlatego, że mu feminizm kojarzy się z "niewydymanymi idiotkami". Czasami ma wrażenie, że różnimy się za dużo. I nie ma to nic wspólnego z Awrukowym "trzeba się pięknie różnić". Jego globalny egoizm połączony z niewidzialnym aczkolwiek wyczuwalnym murem, powoduje , że choć jestem w nim zakochana, mam ochotę to wszystko zostawić i ucieć do mego świata samotnej, lekko nierozgarniętej Rudej. Czemu nikt mi nie powiedział, że to jest takie trudne? Że wspólna droga jest ak wyboista i że krzywy nos oraz opiekuńczość nie gwarantują innych wymarzonych cech? Gdy spotykałam się z Pietruchem, było mi dobrze, bo nie dośc że był sympatyczny (czy to odpowiednie określenie na faceta;p?), to lubił robić te same rzeczy co ja, jak spacery, muzyka i chodzenie do Jazz... Było mi jednak źle, bo miałam wrażenie, że chłopak nie ma własnego zdania, no i jest dla mnie za spokojny. Teraz włąsnego zdania i chaosu mam aż nadmiar a na spacery chodzę sama. Spotykam się z nim prawie 3 miesiące, to moje pierwsze wątpliwości, a raczej lęk, że nie zdejmę z nas cienia tamtego Maćka związku, że nie przekopie się do jego prawdziwego, a będę go dalej wybielać. Chciałam w końcu normalnego związku, a jak zawsze zakochałam się w "maniaku i dziwaku"...

ps. Żeby nie było nie poddaję się, szukam tylko odpowiedzi na pytania.
17:17, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 lutego 2007
Wiem, że nieustannie gadam o tej wiośnie, ciągle ją albo czuję, albo już chcę czuć, ale co poradzę, że monopol zimy, nawet takiej zimy, po prostu mi się już znudził. Ile można chodzić w kurtkach, szalikach i czapkach? Ile można zrzucać  na pogodę, że się nie chcę biegać albo chodzić na basen? Ile można niesiedzieć na Bulwarze? Chciałąbym wnieść postulat, że już nie można dłużej, że się chcę już chodzić w innych niż te nieprzemakalne butach, że się chcę przejść nad Wisłę (tylko sobie uświadomiłam, że nie można mieć wszystkiego, i tego nie ma akurat Maćiek, nie pójdzie ze mną na drugą stronę Wisły czy na zamek Dybów, nie ma co na to liczyć), żę chcę się pojść pobiegać w zieleniejącym parku na Bielanach. Póki co zimowo obiadam się ciastkami, walczę z tym, żeby ich jednka nie jeść, piję kawę. Będę też farbować włosy i martwić się, że nie zrobiłam fiszek na proseminarium.

 Nie zainteresowałam się raportem na temat likwidacji WSI, jedyne co wbiło mnie w ziemie, to to, że daliśmy innym służbą, tym przede wszystkim rosyjskiej, listy naszych agentów, wspólpracowników i metod działania. Cóż widocznie pan prezydent i pan premier  zajęci tworzeniem "wielkiej Polski", (gdzie ani negatywnego słowa nie można powiedzieć  o rodzie panującym, bo nawet za słowa byłego prezydenta Wałęsy, że "niektórzy potrzebują lekarza", może wylądować akt oskarżenia o zniesławienie), nijak nie interesują się jej sytuacja miedzynarodową i znaczeniem szczególnie w tak groznej sytuacji politycznej jaka jest teraz. Ważne jest przecież, że trzeba zniszczyć układ, bo układ jest wszędzie i Partia Centrum wyrasta na najbardziej męczennską partie, jaka kiedykolwiek powstała. Ostanio przeczytałam świętną notkę na blogu Wilka, przejrzałam też wystawę Petera Fussa- sometimes I ashamed to be Polish oraz Jesus Christ king of Poland. Wnioski jakie z tego wyciągnęłam? Przeraziłam się trochę, choć wiem, że patrzę na to wszystko z pozycji "wykształciucha" i na dodatek "lewaka", ale opinie takiego typu jakie można wyczytać na pewnym prawicowym forum, naprawdę takie są: "Poza tym kobiety głosując kierują się tak nie istonymi sprawami jak wygląd kandydata czy też jego charyzma, a nie biorą pod uwagę (z powody braku komptenecji w tych sprawach oczywiście) spraw ważnych jak jego wiedza na tematy, którymi się w rządzeniu zajmować będzie"- dodam jeszcze, że tytuł tej dyskusji to: "A.- dlaczego jesteś za pozbawieniem kobiet praw wyborczych?". Owszem opinie o książkach to nasz indywidulana sprawa, nie krytykuje kogos, kto uważa Harego za okultyzm, bo ja uważam za kiepską literaturę, może mnie to jedynie prywatnie po prostu śmieszyć. Tak jak opinie o bajkach, które rzekomo "pięlęgnują" wyklęty feminizm, bo "pinwessa relizuję się zawodowo", choć jako zadelarowanej feministki budzi to mój sprzeciw. Wiem, że oprócz tego są też inne rzeczy, które charakteryzują Polskę, rzeczu bardzo wybitne i fascynujace, że te elementy nienawiści, homofobii i ksenofobii niekoniecznie muszą być powszechne, że po prostu nagle znalazły się u władzy, skutek nieprzemyślanych wydarzeń i pociagnięć losu. I żyję nadzieją, że coś się może zmienić, że przyjda następne pociagnięcia losu, które coś zmienią. I że nie damy się zwariować i osaczyć, a ten rząd to po prostu jeden wielki żart historii.

17:38, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
piątek, 16 lutego 2007
I widać niebieskie niebo, i wszystko w lesie pachnie i aż chcę się śpiewać (zakładając, że się  potrafi a się nie potrafi). Wróciłam ze spaceru z psem (wcześniej byłam  u fryzjera) i to on mnie tak nastroił pozytywnie. Poza tym od wczoraj jest mnie zdecydowanie więcej i serio zaczyna mi się to nie podobać, trzeba jakoś zacząć się ruszać, wrócić na basen na weekendowe pływanie. Jeśli Maćkowi uda się zapisać na ściankę, to ja nie mogę być gorsza=) Tak szczerze to chcę się w końca za siebie wziąść po prostu dla własnego samopoczucia, bo juz się czuję niewygodnie=)

Czas pomyśleć o całkowitym usamodzielnieniu od domu, dosyć mam tej wielkiej "łaski" jaką objawia się moja mama dając mi na życie na studiach. Mam dosyć być potrzebną tylko wtedy kiedy można się mną pochwalić, zapominając przy tym, jak wiele pracy muszę wkładać w studia, by osiagać ten poziom. Jakbym tam nic nie robiła, tylko wydawała kasę na piwo i imprezy (imprezy? och, co to w ogóle jest?).
12:21, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 lutego 2007
I must have dreamed a thousand dreams
Been haunted by a million screams
But I can hear the marching feet
They're moving into the street

Now, did you read the news today?
They say the danger has gone away
But I can see the fire's still alight
They're burning into the night

There's too many men, too many people
Making too many problems
And there's not much love to go around
Can't you see this is a land of confusion?

This is the world we live in
And these are the hands we're given
Use them and let's start trying
To make it a place worth living in

Oh, superman, where are you now?
When everything's gone wrong somehow?
The men of steel, these men of power
Are losing control by the hour

This is the time, this is the place
So we look for the future
But there's not much love to go around
Tell me why this is a land of confusion

This is the world we live in
And these are the hands we're given
Use them and let's start trying
To make it a place worth living in

I remember long ago
When the sun was shining
And all the stars were bright all through the night
In the wake of this madness, as I held you tight
So long ago

I won't be coming home tonight
My generation will put it right
We're not just making promises
That we know we'll never keep

There's too many men, too many people
Making too many problems
And there's not much love to go round
Can't you see this is a land of confusion?

Now, this is the world we live in
And these are the hands we're given
Use them and let's start trying
To make it a place worth fighting for

This is the world we live in
And these are the names we're given
Stand up and let's start showing
Just where our lives are going to


*oczywiście w wersji Disturbed
21:13, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Dodaj komentarz »
V Rozbiór Polski

słowa: Kazik Staszewski
muzyka: Buldog
album: Buldog "Płyta"



Sytuacja świata w roku 2008
osiągnęła punkt krytyczny po kryzysie katyńskim
przy dyskretnej aprobacie komunistów chińskich
podpisano dokumenty porozumień berlińskich

Efekt rozmów był podpisan sympatycznym tuszem
Polskę dzielą między siebie Putin z Dablju Bushem
Przeczuwając, że zanosi się na V Rozbiór Polski
Przebudziły się jej dzieci, lud specjalnej troski

Czy to tak było, czy nie było, czy to tak było?
Czy to tak było, czy nie było, tylko się śniło
Czy to tak było, czy nie było, jak to się stało?
Czy to za dużo czy za mało?

Czując, że gotuje się kolejny rozbiór Polski
Zgromadzili się Polacy, lud specjalnej troski
Bardziej tem, że Francja słowem Jacquesa Chiraca
Zapewniła, że nie będzie ginąć za miasta Kraka

Wobec takiej sytuacji Aleksander Kaczyński
Wyjątkowy stan wprowadził podejmując się misji
Na naradę w ministerstwie jakim walczyć orężem
Przybył pan prezydent z żoną i pan premier z mężem

Co ciekawe, poparły ich wszystkie siły w kraju
Wobec zagrożenia stanąć umieli nawzajem

Czy to tak było, czy nie było, czy to tak było?
Czy to tak było, czy nie było, tylko się śniło
Czy to tak było, czy nie było, jak to się stało?
Czy to za dużo czy za mało?

Zagrożenie zakończyło wszystkie waśnie, kłótnie, spory
Strach pokazał, że ten kraj nie jest tak bardzo chory
Wobec tego zagrożenia terytorium Polski
Podał rękę bratu prezydenta poseł Niesiołowski

Nad Bałtykiem niczem dawni bojownicy burscy
pogodzili się ze sobą nawet bracia Kurscy
Oddziały Samoobrony Morskiej sformowali sprawnie
Nikt na świecie nie wie, co mam w sercu na dnie

Pomyśli, ten kto myśli, a nie myśli wtedy kto!

To jednak to nie było, to nie było nie to
Tak jednak to nie było, co Ty mówisz kobieto?!
To jednak tak nie było jak się wszystkim wydawało
Mało za mało, ale jeszcze trochę brakowało

Barykady oczekują na przybycie armii
połączonych sił rosyjskich i amerykańskich
w ogniu bitwy o Mazowsze w prawosławnej cerkwi
Roman Giertych wziął za żonę wdowę po Kwaśniewskim

Najgroźniejsza sytuacja była sierpnia dnia ósmego
gdy trzy armie się spotkały w okolicach Jatnego
pod dowództwem komendanta Przemysława Gosiewskiego
powstrzymano atak tam odwodu pancernego

Lecz niekiedy dzieje się też takie coś, co boli
Colin Powell wziął ministra Dorna do niewoli
kryzys został zażegnany przez rotmistrza Ziobro
kontratakiem San Francisco wziął i Władywostok

Czy to tak było, czy nie było, czy to tak było?
Czy to tak było, czy nie było, tylko się śniło
Czy to tak było, czy nie było, jak to się stało?
Czy to za dużo czy za mało?

Może to nadzieja zwykła była sprawiać cuda
nikt nie wierzył, że atak na Moskwę może się udać
ale ochotnicze hufce generała Leppera
pokonały siły Rosji cztery do zera

Bramki bowiem na wyjeździe liczą się podwójnie
chwały zatem nikt przy zdrowych zmysłach mu nie ujmie
cała ta historia niesie morał i to całkiem spory
świat zobaczył, że ten kraj nie jest tak bardzo chory

20:52, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Komentarze (1) »
Nawet w tych Kępicach okrytych mgłą nie widać różowych serduszek, co jest mi na rękę, bo zaliczam się akurat do grona osób nieprzepadających za walentynkami. A raczej po prostu jakoś ich nie zauważam. Jeszcze kilka lat temu, jak byłam zbuntowaną małolatą, przeważnie zakochaną platonicznie w kolegach z technikum leśnego, to faktycznie nie lubiłam tego "święta", bo wszyscy chodzili wtedy tacy zakochani i takie tam bla, bla, bla=). Teraz, szczególnie teraz, gdy obok jest Mać, posiłkująć się co prawda stałym argumentem, że nie potrzeba mi jednego szczególnego dnia, w którym pokaże osobie którą kocham to w jakiś szczególny osób, bo jest to dzień jak dzień, równie dobrze mogę być na niego nie miła, możemy się posprzeczać i nie uchroni nas mityczną wręcz otoczka "różowych serduszek", więc teraz jedynym plusem tego dnia, jest to, że skończę go cięższa o tabliczkę czekolady, którą dostałam od mamy i Maciek znów będzie mówił, że będę gruba.

Nie zmieniania to faktu, że jest szaro i ponuro, a mi w głowie "żółte rajstopy w czarne grochy", wiosna, słońce i bieganie po łące. No bo lubię taką pogodę, ale ona utrzymuję się już za długo, jeszcze ten przytłaczający las za oknem, który zamiast mobilizować do działania (chociażby do napisania jakiegoś opowiadania fantasy), powoduję, że obżeram się słodyczami, snuję się po mieszkaniu szukając Maćka ( a podobno się w szafie schował) albo wędruję po mieście, które coraz bardziej wydaję się mniej moje. Nie znam już ludzi na ulicach, oni nie znają mnie, co jak na niespełna 4 tysięczne miasteczko naprawdę możw dziwić. Większośc moich starych znajomych wyjechała stąd i bywa tu jeszcze rzadziej niż ja, nawet jeśli wrócą to kontak sie urwał i nie będzie już tak jak kiedyś, kiedy przed koncertami piło się tanie wino na składnicy. Moje miasto, które kiedyś tak mocno wydawało się moje, pomału moim być przestaję i zaczynam się tutaj czuć jak gość. Jeszcze gdzieniegdzie w zakamarkach pochowały się wspomnienia, ale skoro nie ma już z kim ich wspominać i na nie przyjdzie czas, by schowały się jeszcze głębiej. Smutny los małych prowincjonalnych miasteczek, gdzie ludzie już tylko umierają, rodzą się a potem wyjeżdżają. Kiedyś chciałam tutaj wrócić, do moich lasów, wspomnień, wycieczek rowerowych i długich spacerów z psem. Teraz już nie wiem gdzie jest moje miejsce- nie w Kępicach, nie w Toruniu, nie w Słupsku? Gdzie? Nie chcę być zawieszona w próżni, chcę mieć swoje miejsce, do którego będę ze spokojem wracać, w którym będe miała swoje wszyskie książki, będę mogła spać nago (i nie będzie karaluchów, jak w Toruniu=)). Nie wiem w jakim mieście, w jakim regionie Polski, czekam na jakiś znak, na to gdzie los chcę bym mieszkała (góry?).
20:41, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 13 lutego 2007
Zakończyłam dzisiaj oficjalnie semestr i za godzinę i 20 minut jadę na kilka dni do domu. Cieszę się, choć trochę dziwnie będzie mi bez Maćka, ale jak to mawia mój luby, "trzeba ćwiczyć dystans".
Nie wiem jak to jest, ale zawsze jak idę na jakieś koło lub egzam (nie licząć dziwnych przypadków w stylu prof. Maliszewskiego) dostaję pytanie na które nie jestem dobrze przygotowana i muszę jakoś wybrnąć- na kulturze antycznej- prawo rzymskie, na nowożytnej Turcja, dzisiaj na XIX wieku sprawa grecka [sic!]. To jakieś fatum moje, ale dobrze, że jeszcze ani razu się na tym  nie potknęłam, choć bywało blisko.
A jutro pójdę na spacer do lasu- zakochana, szczęśliwa i z moim kochanym pieskiem=) A w piątek idziemy z Kasikiem do Retro. A dziś zjem w końcu jakiś normalny posiłek(*czytaj ktoś mi go zrobi;p)
14:09, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
adopt your own virtual pet!



statystyka