niedziela, 28 lutego 2010
No po prostu jestem sową. Nie ma co siebie oszukiwać, nawet gdybym chciała nie przekuję rannego wstawania w przyjemność. Lata dojeżdżania do liceum i wstawania o 6 rano niczego mnie nie nauczyły. Z rozpędu wychodziło mi wstawanie jeszcze przez jakiś czas. A dziś? Pogodziłam się z tym, że jestem sową, lepiej mi się pracuję, jak za oknem jest ciemno, a słońce tylko wzmaga mego lenia. Ciężko jest mi zasnąć przed 1, a jeszcze gorzej wychodzi mi wstawanie przed 10. Przyznam się, że marzę o porankach i oglądaniu wschodu słońca, ale nawet tak urocze miejsce jak Turbacz nie spowodowało, że w okolicach 6- 7 rano postąpiłam zgodnie z wcześniejszymi planami. Teraz rano jestem w stanie olać wszystko, łącznie z zaplanowanymi wyjazdami, choć na szczęście zdarzyło mi się to tylko przy mniejszych odległościach.

Dziś udało mi się wstać w okolicach godziny 9 i  można to spokojnie uznać za sukces. Tylko  niestety najzwyczajniej w świecie chcę mi się spać i nie przełoży się to na wcześniejsze położenie. Chyba ze zasnę nad książką, jak wczoraj. Książka wybitnie mnie męczy, a książką ową jest "Wampir Lestat" Rice. Wczoraj także obejrzałam film Madonny Filth and Wisdom i jestem zaskoczona energią, jaka z tego filmu bije. Może to przez muzykę? W końcu jedną z głównych ról gra tam wokalista Gogol Bordello.
15:52, rudakrzyzaczka , O mnie.
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 lutego 2010
...tracą kolejne minuty na Facebooku, zamiast zrobić coś konstruktywnego. Cieszę się,  że Internet dotarł do mojego życia na stałę dopiero gdzieś w połowie studiów. Nie wiem kim był teraz była. Tak szczęśliwie ominęły mnie wówczas rozmowy na gg (nie żebym ich teraz nie lubiła, ale teraz to już trochę inaczej), choć pamiętam jak bardzo żałowałam, że w nich nie uczestniczę. Ba, telefon dostałam tylko dlatego, że dojeżdżałam do szkoły 30 km i często bywał przydatny, co by zadzwonić: Tato, ja jednak nie wracam jutro, ale zostanę u Basi do poniedziałku. Ach, aż się łezka kręci od tych wspomnień.

To by było na tyle. Co tu pisać, jak nic się nie dzieje. Niby jestem, a nie jestem. Czytam "mało skomplikowane" lektury po raz drugi. Wmawiam sobie, że mądra jestem. Ot. I Bajko kuruj się, bo tęskno mi. Potrzebuję twego optymizmu.

Aaaa, do Dubaju płynę, hehe. Tylko bez przemówień, disco polo jakoś przejdzie ;)
piątek, 19 lutego 2010
I Uniwersytetem. Dziś Święto Uczelni i to święto szczególne, bo UMK obchodzi dzisiaj 65 rocznicę powstania. Podpisuję się pod filmem pełnym imieniem i nazwiskiem.







Popieram Toruń.

Dziś w Toruniu szczególny dzień, ponieważ w Katedrze Świętych Janów wystawiona jest trumna z Mikołajem Kopernikiem. Z tej wielkiej okazji miasto wraz z Uniwersytetem uruchomiło portal informacyjny dotyczący tej wielkiej postaci. Rusza on dzisiaj o 19.

13:16, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 lutego 2010
Czyli Ruda nadrabia zaległości kinowe. Obejrzałam właśnie "Wojnę polsko- ruską" Xawerego Żuławskiego. Książkę przeczytałam dawno dawno temu. Wtedy wydawało mi się (i pewnie nie tylko mi), że nie da się jej przerobić na film. Bo jakże ukazać tą niesamowitą narrację Masłowskiej, pokręconą fabułę i równie zakręcone postaci? Jak oddać język, którym się autorka fenomenalnie posługuję? Teraz już wiem, że można. I co więcej można stworzyć film wybitny, zabawny i jednocześnie przerażający, który broni się sam w sobie. Jest dziełem równie fantastycznym, co książka. Borys Szyc został stworzony do roli Silnego (choć moją ulubioną książkowo- filmową postacią pozostała i tak Andżela ze swoją zasuszoną pierwszą komunią). Podobnie jak Sonia Bohosiewicz do roli Nataszy.
Pozostaję mi tylko dodać: Jak najbardziej polecam!!
20:27, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 07 lutego 2010
Troszkę się rozchorowałam przez wczorajsze czekanie na autobus z większego miasto do mniejszego. Dziś postanowiłam poleżeć sobie w łóżku i się z niego nie ruszać. Pewnie dzięki temu śniłam dziś bardzo intensywnie. Po raz kolejny zadziwiło mnie, co umysł człowieka jest w stanie wytworzyć. Mianowicie śniła mi się jakaś szkoła z internatem, do której uczęszczałam. Klimatem przypominała raczej anglosaskie szkoły z internatem niż polskie. W szkole tej poznałam... wampiry i ... wilkołaki, hehe. Tak, obsesja chyba nie uległa pomniejszeniu. Wampiry, nazwijmy je dobre(tak, był tam nawet ktoś ze "Zmierzchu" i to filmowego, niejaki doktor Cullen) prowadziły wojnę z tymi złymi, a pomagały im wilkołaki. Oczywiście większość chodziła ze mną do szkoły. W między czasie spotykałam się z niejakim Bartkiem (postać autentyczna, ale może nie wymienię nazwiska, hehe), który gdzieś zaginął i wszyscy pomagali mi go szukać. Nie pamiętam dokładnie fabuły, tylko pojedyncze obrazy: jakiś port, zardzewiałe statki, góry, lasy, opuszczone budynki. Za to dobrze pamiętam ostatnia scenę, gdy miało dojść do walki. Okazało się, że dobre wampiry są w zmowie ze złymi wampirami ;) I że niejaki Bartek też jest wampirem. Rozpoczęła się walka i najwięcej ucierpieli ludzie. Obudziłam się, gdy stałam przytulona do jakiegoś chłopca- wilkołaka i umierałam, bo zaczynała działaś jakaś broń biologiczna, którą użyły wampiry.

To tyle.
środa, 03 lutego 2010
poniedziałek, 01 lutego 2010
Kiedyś byłam na ich koncercie w Toruniu. Dziś natrafiłam na świetny kawałek tribute to Vitek Kiełtyka (Decapitated). Słucham już któryś raz z kolei.



21:31, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Komentarze (1) »
adopt your own virtual pet!



statystyka