niedziela, 27 lutego 2011
A miałam dziś tańcować na koncercie. Wyszło jednak inaczej. Zakończyłam za to kurację antybiotykową. Jupi!!!!! Czyli u mnie nic. Cisza w wydarzeniach, chaos w myślach itd. itp. Za kilka dni będę bliżej 30. Łoooo matkoooooo. Kiedyś wydawało mi się, że jak ktoś ma koło 30 to jest tak stary, że powinien już nie żyć. A ja muszę żyć, bo męża jeszcze nie mam, a jako ta stara panna z kotem nie chcę umierać ;)
Do kina idę jednak. Nie wiem czemu tak lubię chodzić z kolegą-wikingiem do kina. I nie tylko. Znaczy wiem,to się nazywa sentyment. I może coś jeszcze. Me skłonności do platonicznych (i patologicznych) uczuć są powszechnie znane. Idę zatem do kina. I basta.

22:42, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 lutego 2011
Zanim jednak o pamięci krótki cytat z książki Johna Steinbecka "Tortilla Flat". Książki jakże uroczej i zabawnej, że dziw jakiś, że trafiam na nią dopiero teraz (dzięki panu taternikowi jednemu). O piciu, alkoholu, a jakże:

Dwa galony to dużo wina, nawet na dwóch paisanos. Teoretycznie poszczególne etapy opróżniania gąsiorków można stopniować  następująco: nieco poniżej szyjki pierwszego gąsiorka- rozmowa poważna i skoncentrowana; dwa cale poniżej- smutne, romantyczne wspomnienia, trzy cale poniżej- analiza minionych sycących miłości, cal niżej- analiza minionych niezaspokojonych namiętności; dno pierwszego gąsiorka- ogólny, niesprecyzowany smutek. Nieco poniżej szyjki drugiego gąsiorka- czarna rozpacz; dwa palce poniżej- pieśń śmierci i tęsknoty; kciuk poniżej- każda inna znana pieśń. Na tym jeden system stopniowania kończy się, następuje specjalizacja. Od tej chwili wszystkiego można się spodziewać.

Piękne prawda?? A pamięć? Może tylko jedno zdanie. Kiedyś wydawało mi się, że nie będę wstanie żyć bez pewnych rzeczy, że świat będzie pusty. A teraz z pamięci niewiele zostało. Zarówno tej, co mówiła te słowa, jak i tej, którą te słowa niosły. Nie dziwi mnie prędkość, nie dziwi mnie, że tak się dzieje, a jednak zdziwiło mnie to jak ta myśl dzisiaj przedpołudniem do mnie dotarła. Tak po prostu.
17:14, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 lutego 2011
No na przykład: jak antybiotyk. Ponad rok (jeśli nie więcej) nie byłam u lekarza. Stan mój poranny, po 3 dniach leżenia w łóżku i gorączkowania (tak podejrzewam, bo termometru nie posiadam), zmusił mnie do odwiedzin przychodni. I leżeć powinnam dalej, ale z związku z tym, że grafik nieubłaganie wzywa mnie w weekend do pracy, poleżę jeszcze jeden dzień. Tylko jeden dzień. Chciałabym wymazać z pamięci słowa: ach, gdyby tak kilka dni leżenia w łóżku. Nie!! Nigdy więcej takich dni. Obejrzałam wszystko co można było obejrzeć, czytać też się już nie chcę. Przewracam się z boku na bok, kicham. Sny mam jakieś dziwne. I do tego do kina nie mogłam iść z moją miłością życia. Ale pójdę we wtorek i żadne wirusy, bakterie i inne cuda m tego nie zabronią. 
19:27, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 lutego 2011
Poszła sobie!! Głupia choroba jakaś do mnie przyszła. Zachciało się spacerów w niedzielę, to się ma katar, ból gardła, rozbicie i nie wiadomo co =( Poszła sobie, bo w czwartek do kina trzeba iść, jutro na zajęcia i do pracy. Nawet termometru nie mam. 
16:05, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lutego 2011
Poszłam łykać fotony. Patrzeć i widzieć, pomyśleć trochę, pouśmiechać się do siebie. I napić się herbaty z indyjskimi przyprawami i mlekiem w Cona Costa Cafe. Bo przecież zimno było.
Pamiętacie toruński Park Bydgoski? Tak wyglądał wczesną jesienią 2009 roku (nie znalazłam żadnych późniejszych zdjęć na dysku). Więcej na temat Bydgoskiego na stronie Stowarzyszenia Bydgoskie Przedmieście.








Stał jeszcze mostek, którego zniszczyła ostatnia powódź. Teraz Park wygląda tak (przepraszam za jakość, zdjęcia komórką, bo przecież nie wpadłam na pomysł, żeby zabrać aparat leżący na szafie).



Ale mimo braku kolorów było cudnie. Przespacerowałam się wzdłuż Wisły. Zmarzłam, ale i odetchnęłam, marząc przy okazji o wygraniu 30 milionów, mieszkaniu w Chorwacji i sponsorowaniu pewnego Pana.




                     



 Ot, taki cichy dzień. Czas w końcu obejrzeć "Moon".




19:04, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 lutego 2011
W uszach The Doors. Zupełnie przez przypadek. Obejrzałam dokument "The Doors-historia nieopowiedziana" (Where you're strange) i przypomniałam sobie, że z Jima całkiem przystojny chłopak był. I jaki miał uśmiech (zbieżność nieprzypadkowa)!!

Reszta bez zmian. Pewnie również nieprzypadkowo. Przeczytałam "Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki" Mario Vargasa Llosy. Piękna książka, piękna historia. Nie umiałam się gniewać na głównego bohatera. Jestem przekonana, że zrobiłabym to samo.


Zamknij wszystkie drzwi.
16:37, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (2) »
piątek, 11 lutego 2011
Pojechałam nad morze!!! Dokładnie zostałam zawieziona i przywieziona. Wiało, było zimno, ale jak pięknie!!



Aparatu nie miałam, stąd jakość zdjęcia. Swoją drogą, kto by pomyślał, że napiszę "morze nie jest nudne". Po części na przekór pewnemu Panu z akademika ;p
17:11, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 lutego 2011
Budzić się dzisiaj nie powinnam skoro przyśnił mi się Nate Archibald* :) Za dużo w popkulturze siedzę, ale nic nie poradzę, ze śni mi się ona. I to jeszcze tak miło. Zdecydowanie lubię takie sny.

Chwilowo oddycham na Pomorzu.




* Dla tych co nie wiedzą: postać z serialu "Gossip Girl" :)
16:09, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 lutego 2011
Dużo ostatnio śpię. Dzisiaj rano obudziłam się o 9, wyspana. I nie miałam siły wstać z łóżka. Może nie tyle siły, co ochoty. To spałam dalej. I śniłam.
Jutro egzamin. Tymczasem marzę o wiośnie, kolorach, górach.


00:02, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (2) »
adopt your own virtual pet!



statystyka