czwartek, 21 lutego 2013

W ostatnich Wysokich Obcasach Extra Magda Umer pięknie powiedziała, że żyje w świecie przeczytanym. Pięknie powiedziała. Też bym coś pięknie napisała: o podróżach palcem po fotografiach, o lesie, ciszy.

 

mgła

Tymczasem: kicham, kaszlę, gorączkuję i ciężko mi się oddycha. Nie napiszę, więc nic.

Ps. Ostatnio w Trójce słuchałam ciekawego reportażu o Wędrownym Zakładzie Fotograficznym- potem przez kilkanaście minut podróżowałam po Podlasiu.

16:17, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 lutego 2013

Zima ciągle a mi się marzą truskawki, jagody, sierpniowe pomidory. Jadło mi się takie marzy:

 

truskawki latem w Grudziądzu

Tymczasem wracam do bezproduktywnego przeglądania blogów (tym razem tutaj: Whitney Reeder). Jestem stworzonym typem do czytania blogów, szczególnie takich gdzie są jeszcze zdjęcia. Uwielbiam patrzeć jak ludzie mieszkają, jak żyją, co lubią. To trochę jak z bohaterami książek. Tak sobie tłumaczę, bo oglądanie blogów zżera mi właśnie czas na czytanie literatury.

niedziela, 03 lutego 2013

Udało się. Zrealizowaliśmy nasze postanowienie z ostatniej jesieni- co by raz w miesiącu udać się na dłuższy spacer i wybraliśmy się poznawać toruńskie lasy. Pogoda może nie była idealna- kilka dni wcześniej spadła chyba z tona śniegu, do tego front z nad Rosji wiązał się ze sporymi mrozami. Słońce schowało się za ciężkimi chmurami, ale prószył niewielki śnieżek i było nawet przyjemnie. Mój towarzysz wycieczki (i życia) szczególnie był przyjemny :)

Widoki były. Leśne widoki. Takie widoki.

 

 

Spacer zaplanowany był na 10-15 km. Ot dojść na Barbarkę, stamtąd do Lasu Piwnickiego i do domu. No ale niestety. To nie góry- nie wszystkie szlaki są oznaczone, większość bardzo źle oznaczona. Mapę mieliśmy- no ale już na samym początku popełniliśmy błąd- czerwony szlak z mapy, nie był czerwonym szlakiem z trasy :) Uratował nas słupek na skrzyżowaniu leśnych dróg, który pomógł w odnalezieniu kwartału lasu, w którym byliśmy. W końcu znaleźliśmy właściwy szlak, potem znów go zgubiliśmy, ale już wiedząc gdzie jesteśmy. Jeden szlak skończył się na bagnach, a drugi nad urwiskiem. Przygody te spowodowały lekkie zaćmienie na umyśle- bo zamiast spojrzeć na mapę i wrócić z tego pięknego rezerwatu Las Piwnicki od razu na Barbarkę, najprostszą drogą (i najkrótszą) to my postanowiliśmy wrócić dokładne tą, którą przyszliśmy. Czyli na około. W ten sposób wracaliśmy już po zachodzie słońca. B. ucieszony, bo w końcu mógł wypróbować czołówkę, którą kupiliśmy na lipcowe Karkonosze. Przed dzikami miały chronić nas niemieckie pieśni śpiewane przez B. Nie wiadomo czy dziki przestraszyły się niemieckich pieśni, czy śpiewającego B.

 

Trochę się ogarnęłam. Już nie narzekam. Staram się pozytywnie myśleć. Może nie wszystko jeszcze stracone? Ostatnie dni spędziła z B. w pracowni, szyjąc fartuszki dla naszego Muzeum. Znaczy ja zaprasowywałam boki,  B. je zszywał. Mimo, że byłam zmęczona, świetnie spędzało mi się razem czas.

Poza tym planujemy sypialnie. Jeszcze się nie kłócimy. Przeglądamy blogi o wnętrzach (ja), katalog IKEA (B.). Jestem bardzo podekscytowana i nie mogę się doczekać- kupiłam nam piękne pastelowe kubki i ściereczki kuchenne z muffinami.

 

 

 

 

 

 

21:10, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
adopt your own virtual pet!



statystyka