piątek, 28 listopada 2008
A jeszcze przed chwilą byłam. Teraz już Trójka, pościelone łóżeczko, herbata z cytryną i rumianek. I składam się w całość. Wszystko to, po odwiedzinach w Gdańsku. Pani prezes zorganizowała sobie i innym objazd naukowy, ale wiązało się to z dziwną porą pobudki: 4. 30. Jak dla mnie środek nocy. I od 18  godzin jestem na nogach. Dodam, że zmęczonych nogach. Pobiegaliśmy trochę po Gdańsku, ale tak naprawdę niewiele udało mi się zobaczyć. Nie lubię takich wyjazdów, choć niewątpliwym plusem jest to, że w grupie siła i udaję się wejść tam, gdzie nie zawsze jest to takie proste (vide nasz wyjazd do Bawarii). Szybki przelot po Starym Mieście, troszkę wolniejszy po Głównym Mieście (w zasadzie w poszukiwaniu czegoś do jedzenia). Gdyby nie muzea, to w sumie nic szczególnego. A tak: Muzeum Archeologiczne i Narodowe- Odział Sztuki Dawnej, zaliczone. Pod tym względem jestem tradycjonalistką- naprawdę uwielbiam je zwiedzać. Patrzeć na oryginały, a nie na kompozycje interaktywne, które traktuje jako uzupełnienie. W pierwszym- hehe, w zasadzie po wizycie w Muzeum Archeologicznym w Monachium, wszystkie nasze tego typu muzea wydają mi się biedne (tyle złotaaaaaa;p). Nie jestem P., który wszędzie widzi Wikingów;) Nie mniej był mezolityczny niedźwiadek ze Słupska, bursztynowy młotek Thora, kilka ciekawych zawieszek kultowych, śliczne zapinki, naramienniki, bransolety (szczególnie z Sudanu) oraz paciorki. Cóż, nie jestem archeologiem, czasem względy estetyczne przewyższają nad znaczeniem przedmiotów dla nauki;)
W odziale Sztuki Dawnej- oczywiście Sąd Ostateczny Hansa Memlinga. Och i ach!!! Żadna reprodukcja nie jest w stanie oddać ostrości oryginału. Och i ach, mogłabym tam stać i stać. Nie jestem koneserką malarstwa- nie umiem się zachwycać nad czymś, co  nie mam po prostu tego czegoś. Sztuka dla sztuki? Albo coś jest ładne- Axentowicz czy Wyspiański, albo inspirujące- jak Witkacy, albo mówi mi o tym, na czym się znam lub znać chcę- jak Memling ze swoim obrazem Sądu. Nie lubię portretów, z zasady, ale zachwyciła mnie galeria dam w letniej rezydencji księcia Bawarii.  W Gdańsku zachwyciła mnie zaś rzeżba św. Jerzego oraz św. Olafa (jego smok miał ludzką głowę- poodbno poganina).

Mimo, że zmęczona- to zadowolona;) Gdańsk jest jednym z  Tych punktów na mojej mapie. Tymczasem znów czuję zew- zew gór...

Może się zapiszę na angielski. A propo, morza nie widziałam;)
czwartek, 27 listopada 2008
Prawie się udało uszczęśliwić kogoś i przy okazji siebie. Prawie. Za 4 godziny pobudka, jedziemy do Gdańska. Nie w tę stronę. Czuję już niedosyt południowego powietrza pozanizinnego. Ale to jednak prawie.
23:42, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 25 listopada 2008


Zdjęcie by moja siostra: werka88
17:43, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 24 listopada 2008
A pewnie,że dobre;)
21:55, rudakrzyzaczka , Retrospekcja.
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 listopada 2008
Tak tendencyjnie dzisiaj, ale nic nie poradzę, że śnieg prószył (bo już przestał) a temperatura jakoś blisko zera. Zimno więc, dzień mija a ja nie robię nic. Nic zupełnie, nic. Słucham trójki, listy, ale jakoś nie mogę się skupić. Tradycyjnie oglądam zdjęcia: ludzi i domów. Nawet gazety w., którą dzisiaj nabyłam nie chcę mi się czytać. Tetmajer czeka w kolejce- gdzieś za książkami o zabobonach w średniowieczu a przed książkami o kaznodziejstwie. W brzuchu pierniczki (zostawiłeś, to zjadłam;p), w głowie chaos i nieprzystosowanie. Czyli wszystko w normie, jakby się ktoś pytał=) Może jakiś wiersz?

Kiedyś bardzo lubiłam ten wiersz, wręcz masochistycznie. Dziś już tylko lubię:

Telefon  milczy
jedna tylko filiżanka na stole
róża niczyja
serce daleko bo obok
prawda tak jasna że nie ludzka
kalendarz się nie śpieszy
nawet fiołek na odczepnego
jest jeszcze ale świata już nie ma

Aniele Boży Stróżu mój
zmówmy pacierz
bo miłość nie żyje

Jan  Twardowski

A u mnie miłość jeszcze żyje, choć lekko przykurzona.
20:31, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 listopada 2008
"Pojrzałem dookoła! Setne wąwozy rozbiegały się w różnych kierunkach, pomiędzy góry rozmaitego składu, rozmaitej postawy i wysokości; z każdego wybiegał potok i zapraszał do siebie, obiecywał przewodniczyć do tajemnic, których świadomość on sam tylko posiada. Ale lat potrzeba, żeby wszystko obejrzeć w Tobie, olbrzymi grodzie przez samego Twórcę zbudowany! I poświęciłbym lata, przebłąkałbym lata  śród ciebie, gdyby to od mojej woli zależało!"

Och, ja też. W Toruniu spadł śnieg. Jak jest teraz u stóp Wołoszyna??
23:01, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Dodaj komentarz »
że niby zła. I do tego w ręce mi zimno, że chyba zaraz rękawiczki ubiorę. A w pokoju siedzę a nie na Giewoncie ( a tam już śnieg). Niby zła. Ale już troszeczkę przeszło. I niekonsekwentna jak zwykle- miało być koniec przychodzenia do mnie na noc. Ot tak. A na co zła? Aaaaa, stres mnie żżera w kontaktach z innymi ludźmi. Interpretuje sobie na bieżąco i martwię się, czasem nie potrzebnie. Czasem chowa się moja butność i patrzę w podłogę. A nie powinnam. Jutro idę do dziekana po pieniądze, wolę się przygotować na najgorsze, Choć tylko 2000 zł potrzebujemy. A może aż? W sumie to taka jedna repeta =)

Nie wierzę w siebie. Nie teraz. Nie tak. Ale już staram się uśmiechać. Może znajdę starą Ja?? Gdzie ten Tygrys? No gdzie...
22:09, rudakrzyzaczka , O mnie.
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 listopada 2008
Szukania materiałów i łapania się za głowę: dlaczego u nas nic z tego nie ma? Bo nie ma. Przeglądam sobie "Index exemplorum" Tubacha, takie cudo, które jest indeksem exemplów, jak wskazuje nazwa ;) I co? I to, że to rzecz wspaniała, ale co z tego, jakbym chciała dotrzeć do źródła to go u nas  nie ma. Może jest w Bibliotece Narodowej? Jak nie będziemy improwizować. Wymyśliłam dziś temat na konferencje, podobny do tego, co wymyśliłam dla M. Oboje będziemy pisać o wędrówkach w zaświaty, tyle  że on kilka wieków wcześniej...

Ciąg dalszy także życia za grosze, bo stypendia w tym roku jednak wcześniej nie przyjdą. Boję się, że nie przyjdą nawet na grudzień a wtedy nie mam za co jechać do Włoch. Zachciało mi się wojaży i nartowania (czy jakoś tak).

Dotarło do mnie dzisiaj kilka kropel wody z zatoki. Ale nie wiem której. Naszej już chyba nie- morze głębokie i piraci się zdarzają, ale gdzieś tam wciąż pamiętam...

Wracam do Seweryna...
czwartek, 13 listopada 2008

jak się czuje ktoś do kogo teraz dotarło, że na osobie, na której się polegać chcę, w zasadzie nie można? uciec... do mojej  chatki, gdzieś tam na Giewoncie. Budując coś, w zasadzie COŚ, dziwiłam się, jak to się dzieje, że związki damsko-męski budowane na przyjaźni, przemieniają się w kreatury czegoś, gdzie on marzy o wyjściu z kumplami na piwo, gdzie będzie mógł dowoli używać epietów w stylu "moja stara",  a ona nawet się cieszy, że go nie ma. No jak to? Jak można wyłączyć z życia kogoś z kim się wychodziło na wszystkie imprezy, mówiło mu się wszystko i takie tam bla bla  bla o przyjaźni, której nawet nazywać nie trzeba było, bo ona po prostu istniała. Nie wiem jak to się dzieje, ale chyba widzę właśnie coś zza lekko podniesionej kurtyny. Nie wiem co to, ale czy na wszystko trzeba znać  odpowiedzi? Jest mi cholerni przykro. W sumie dawno nie płakałam, ech. Jest mi przykro, smutno. Bo to chyba tak jest, gdy ktoś kto cię wspierał ( w każdym razie powinien był), tak prosto w oczy, pewnie i bez zmrużenia potrafi ci powiedzieć coś nie miłego.  Nie raz, nie dwa. Wiem czego to są konsekwencje- pewnych decyzji, od których chciałam się odciąć, ale coś mi nie pozwoliło. czuję się, jakby przejechał po mnie walec. Nie taki mareczkowy,- mały i wesoły. Czuję że się ode mnie oddalasz.

Może to ja?

Naprawdę napiłabym się wody z zatoki, nawet takiej zimnej...

00:36, rudakrzyzaczka , O mnie.
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 listopada 2008
tylko przyjechała, wzięła szybki prysznic, wypiła herbatę i poleciała gdzie? Do biblioteki oczywiście, dalej męczyć Kazania średniowieczne i wyciągnięty z katalogu kartkowego (taaaak, to się jeszcze używa) Index exemplorum. Rzecz cudna, że się tak wyrażę. Obiad też zdążyłam zjeść w barze u Adasia (naprawdę polecam Adasia z Biblioteki UMK!!! najlepsze frytki  na świecie;) inne bardziej zdrowe rzeczy również). Dziecię się zmęczyło siedzenie w czytelni, ale nic na to nie poradzi, że jest skrzywione i po prostu to lubi. Obok dobrej imprezy, dobre jest i siedzenie w Bibliotece. Jak dla mnie, powinny one być otwarte do 24 godz. minimum a w czasie sesji nawet i 24 na dobę. Oj, to by miało klimat siedzieć o 3 w nocy w czytelnii wśród tylu książek... marzenie zawładniętej fiszkowanie, hehe.

czytam też i o górach. Skoro najbliższy wypad szykuję się dopiero w grudniu (zadziwiające ile w tym roku udało mi się spędzić tam czasu- wychodzi że prawie co miesiąć tam się pojawiałam). Ruda jedzie na narty do Włoch i to dopiero jest zabawne;) Goszczyński mnie urzekł. Z tą swoją romantyczną fascynacją ludem podhalańskim i opisami wędrówek tarzańskich. Tetmajera chwilo odstawiłam na bok, ponieważ nie chcę sobie mieszać. Pan Kazimierz to już następne pokolenie a o przecieraniu dziewiczych szlaków nie ma już mowy. Góry pomału zamieniają się w interes. Oczywiście nie na taką skalę jak obecnie, ale polecam najpierw zapoznanie się z Goszczyńskim, który skądinąd Tetmajera inspirował. Ale, ale... będąc w domu przeczytałam pierwszy tom... Harego Pottera. Tak ja. Musiałam poczekać na to 8 lat, by nabrać dystansu, odciąc tę książkę od fantastyki, do której ciąglę ją porównywałam. I... i przyznam, że zafascynowało mnie to. Jak się ma więcej lat niż potencjalni odbiorcy, a tym bardziej więcej się w życiu przeczytało , to czytanie tej książki jest ciekawą podróżą po motywach i wątkach. Tak naprawdę nie powstało nic nowego,ale jak nic wcześniej podbiło świat. Interesujące.
Dobrze, że nie muszę czekać 2 lat na następny tom, hehe.
20:40, rudakrzyzaczka , Góry
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
adopt your own virtual pet!



statystyka