sobota, 29 grudnia 2007
Od kilki dni śledzę w sieci informację o schroniskach, szlakach etc. Mam wielką ochotę łazić po górach;) Toć mi nowość. Nie o tym jednak. O Orlej Perci czytałam już po tegorocznym powrocie z Tatr. Jako początkująca miłośniczka gór w czynnej formie nie mam na swoim koncie wiele wypadów. Owszem jeździłam na obozy jako uczestnik, teraz jeżdżę jako opiekun, ale w samodzielnych wyjazdach dopiero raczkuje. W ogóle to Orlą Perć miałam w planach na ten rok, ale na szczęście zmieniliśmy plany na Dolinę 5 Stawów i Giewont od Doliny Miętusiej. Na szczęście lub nieszczęście, bo teraz wiem czym to grozi i choć kusi i mami, to jednak się boję. Respekt do gór miałam zawsze, ale to taki zwykły ludzko starach. Naczytało się dziecko o wypadkach, zobaczyło zdjęcia (szczególnie te tutaj!! Piękne ale ile pokory trzeba mieć) i teraz myśli o Beskidach częściej.

Na serio jednak. Bardzo ważny apel: o ulepszenie trasy na Orlą Perć- uczynienie jej "via ferratia", tj. uzbezpieczoną dodatkowo stalowymi linkami do asekuracji. Dostępny na stronie orlaperc.info , gdzie m.in. poruszająca historia Kasi, jednej z ostatnich ofiar tej trasy. Zajrzyjcie tam!!!
18:50, rudakrzyzaczka , Góry
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 grudnia 2007
Moich zapisanych gdzieś na karteczkach, by kiedyś złączyły się w całość...

dzieci polskiej biedy...
poczucie niezrozumienia...
czerwony, żółty, zielony żakiet...
mobilizacja...pracuj nad sobą!!!

Wielkie problemy obok tych całkiem małych. Pracuj nad sobą. Dopisek dosłownie sprzed chwili. Chęć udoskonalenia siebie. Wymagania więcej. Jak Malinowski- kształtowanie swego charakteru dzień po dniu. Nadczłowiek. Nie jestem zdolna do takiej pracy. Umiem tylko tworzyć listę obowiązków: niemiecki, XX wiek, egzaminy, literatura, basen, siłownia...Wszystko pełne. Pełne ale do połowy. Potem dziura. Kim jestem? To wiem. Ale dokąd dojdę?
20:21, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Bez smętów, ale za to z zapachem pierników i kompotu z szuszonych owoców...

POMóDLMY SIę W NOC BETLEJEMSKą

Pomódlmy się w Noc Betlejemską
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania,
by wszystko się nam rozplatało,
więzi, konflikty, powikłania.

Oby się wszystkie trudne sprawy
pozrozkręcały jak supełki,
własne ambicje i urazy
zaczęły śmieszyć jak kukiełki.

I oby w nas złośliwe jędze
pozamieniały się w owieczki,
a w oczach łyz stanęły
jak na choince barwne świeczki.

By anioł podarł każdy dramat.
aż do rozdziału ostaniego,
kładąc na serce pogmatwane,
jak na osiołka- kompres śniegu.

Aby się wszystko uprościło-
było zwyczajne- proste sobie-
by szpak pstrokaty, zagrypiony
fikał koziołki nam na grobie.

Aby wątpiący się rozpłakał
na cud w swej kolejce,
a Matka Boska- cuhcych, ufnych-
jak ciepły pled wzięła na ręce.
14:42, rudakrzyzaczka , Czytam
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 grudnia 2007
W tamtym roku też piekłam, ale wtedy chyba więcej radości z tego faktu we mnie było. Teraz czuję się znudzona, wymęczona i jakbym nie była sobą. Cieszę się, że są święta. Ale jednocześnie żyje tym co muszę zrobić. Jak pracoholik. Nawet w domu nie może zapomnieć o pracy. Dwa kierunki, nawet jak są pokrewne, to jednak przez same swe rozciągnięcie czasowe są męczące. Coraz częściej się zastanawiam po co mi to. Chcę to skończyć, chociaż raz doprowadzić do końca to, co zaplanowałam. Jednocześnie widzę jak jestem zmęczona, jak nie mam czasu przysiąść nad magisterką i pokazać się, że mi zależy. A tak udaję, że zrobiłam coś nowego, a od 3 miesięcy nieprzetłumaczyłam żadnego tekstu. Nie wychodzę na imprezy, spotkania, a wieczorami padam obok mojego nagiego faceta. I nie robię nic. Muszę ustalić priorytety. Odpuścić sobie co nieco na etno. Nie chodzić na wszystki zajęcia. I tyle. Zabierz się za siebie kobieto!!!!! =) Tak optymistycznie, świątecznie;)

Dlaczego jest świeto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę w niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?

Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby uśmiechać się do siebie.

Dlatego, żeby sobie przebaczać.

Żeby każda czarodziejka po 30 latach nie stawała się czarownicą.

J. Twardowski, Słowami dziecka, wyd. Świat Książki, Warszawa 2004.

Nie stanę się czarownicą co lepi pierniki, byleby zachować tradycję. Nie stanę się czarownicą co w imię jakiś dziwnych planów wyrzeka się tego, co lubi. Nie stanę się tą, co patrzy na literki a nie widzi zdań, co zna nazwy rozdziałów, a nie wie o czym jest książka.
18:47, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 20 grudnia 2007
Nastrój już prawie świąteczny. Portfel pusty (wydaję stypendium jak nigdy... aż się boje o siebie... po 2 książki dziennie przez 1 tydzień, a potem 3/4 miesiąca na garnuszku i wyrzuty sumienia), ale za to z prezentów jestem zadowolona. Prawie. Nie kupiłam nic Kinjorowi i jak się zobaczymy, a na pewno się zobaczymy to będzie mały problem;( Jeszcze się nie zaczęłam pakować. O 5 rano mam zamiar wsiąść do autobusu do Słupska. Wsiąść i zasnąć na 4 godziny i obudzić się już na miejscu. Mam nadzieje, że choinka jeszcze nie ubrana. Tutaj nie udało się nam z Maćkiem kupić własnej. Własna choinka, hehe. Trudno mi jeszcze w nią uwierzyć, więc dobrze, że jej jeszcze nie ma. Upiekę pierniki. Samego gotowania mam już dosyć. Wczoraj mieliśmy na Kole średniowieczną Wigilię- cały wieczór we wtorek gotowaliśmu kapustę i kaszę na wiele sposobów. I śmiesznie było. Złożyłam nawet CV do pracy za namową Piotrka, ale jakoś nie wierzę, że szybko ją dostanę. I ile wytrzymam ciągnąć 2 kierunki. Póki co nie zapeszam.

Czas na życzenia: dużo śniegu na radosne wpólne chwile spędzone na lepieniu bałwana, dużo ciepła na spacery z miłością, kilka pięknych spojrzeń znalezionych pewnego wieczora, gdy smutno i źle, stołu uginającego się od potraw, Mikołaja z prezentami, co by zapukał w okienko, wystrzałów żegnających to, co stare i szampana z pocałunkiem witających to, co nowe: marzenia, plany, chwile. Wesołych Świąt dla wszystkich moich przyjaciół, znajomych i mniej znajomych, dla wszystkich tych, którzy szukają - by znaleźli.
22:20, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 grudnia 2007
po prostu mam ochotę uciec... bieszczadzkie anioły... nic mnie już nie cieszy, nie czuję świąt... nie potrafię się wczytać w książkę... potrafię tylko patrzeć w tv, w programy kulinarne...

jedyna wiadomość jaka mnie poruszyła dzisiaj to to, że odezwał się do mnie Matuszek... mój licealny brat. Natłok wspomnień nie jest nawet tak intensywny. Bardziej żal, że to już minęło, a ja nie umiem już budować. Aspołeczna istota. Zamknięta w swojej wieży bez warkocza.


autor zdjęcia- moja siostra;)


19:09, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 grudnia 2007
W piątek wróciliśmy z Krakowa. Do tego życia, które pomału mnie męczy- ye wykłady, wstawanie rano, nudne ćwiczenia. I powrót do domu o 21. A Kraków? Chwile zapomnienia. Gorąca czekolada z widokiem na Wawel, chaczapuri, ale już nie tak dobre jak w wakacje, magiczne uliczki... No może mniej magiczne, przez to, że w jakiś sposób był to wyjazd zoorganizowany a Kraków magiczny jest, gdy zwiedza się go max. w 2 osoby. Nie moja wina, że jestem samotnik;)

Sama konferencja, jak konferencja, poza jednym niemiłym wydarzeniem. Nie chcę już o nim pisać. Było minęło a i prawdy w nm brak. Po prostu jednym się wydaję, że pozjadali wszystkie rozumy.

M. śpi. Chwila spokoju i ciszy. Brak mi czasem takich chwil. 24 h z jedną osobą potrafią dać w kość. Wątpliwości były i będą. Z każdym dniem o jedne mniej, a o inne więcej. Idę dziś na kiermasz do muzuem etnograficznego, choć po obejrzeniu stanu konta lekko się przeraziłam. Jednak można wydać prawie wszystko co się ma w tydzień... Muszę zacząć się pilnować, bo znów nie udało mi się wykonać tego co, sobie założyłam. Marzenia o psie ciąg dalszy. O kocie chyba też. Pies jednak w oddaleniu, przynajmniej póki będę studiować tę etnologię. Kierunek bardzo interesujący, ale męczy mnie te ciągłe bieganie od wykładu na wykład i brak czasu na jakąkolwiek pracę. I odpoczynek. 
11:09, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
adopt your own virtual pet!



statystyka