środa, 24 grudnia 2008
Tak, pada śnieg. Jest Wigilia, słucham Trójki, staram się nie denerwować na mamę. Ostatnie porządki i siadam do robienia klusek z makiem. Takich z miodem i rodzynkami. Życzę wam moi mili, takiej wewnętrznej radości ii spokoju, jakiego ja wciąż szukam, ale wiem, że one istnieją. Zdrowia, potrzebnego do tych wszystkich marzeń i szalonych pomysłów Noworocznych- co by każdy w Was zdobył jakiegoś Mnicha (heh,może i mnie się uda?P). Wesołych Świąt dla bliższych, dalszych i najbliższych. Moich i waszych.

:)
niedziela, 21 grudnia 2008
To znak, że wróciłam. Byłam w domu już wczoraj, ale pojechałam na spotkanie klasowe, które było tylko takim z nazwy, bo w rzeczywistości po wycofaniu się dwóch naszych koleżanek, na "lepszą imprezę", zostaliśmy w ARTtelier we czwórkę: ja, Baja, Konrad i Gosia. Zostaliśmy aż do 3, do zamknięcia knajpki. I był to jeden z najlepszych wieczorów ostatnich tygodni- po raz pierwszy od jakiegoś czasu żyłam tą konkretną chwilą, nie zastanawiając się ile i co ja jeszcze muszę zrobić. Śmiałam się, wspominałam i dowiadywałam się rzeczy, o których zapomniałam. Do tego, naprzeciw mnie siedziała moja dawna licealna "miłość"- czyli  czytaj: obiekt westchnień basztowych ;)
Odpoczywam. Miałam ambitny plan popisania co nieco w mgr, której coraz bardziej nie widzę- ale może to dlatego, że trudno mi się rozpisać, godzinami zastanawiam się nad jednym zdaniem, poprawiam, sprawdzam, szukam itp. Za oknem już ciemność, las i brak gwiazd. Świąt nie czuję- za ciepło, za jesiennie. I śniegu nie ma. Mikołaj już do mnie przyszedł i przynióśł mi cudowną książkę równie cudownego Jamiego Olivera- oj, nie mogę się doczekać jak ugotuje coś z niego owemu Mikołajowi =) Tymczasem jutro biorę się za robienie pierniczków.

Czytam "Lavena" Tomasza Szlendaka (oczywiście między zachłannym kartkowaniem mojej książki kucharskiej).
wtorek, 09 grudnia 2008
Dostałam dziś irysy-co można uznać za dobre uwieńczenie weekendu. Kiedy wyjeżdżałam od M. zła, trochę obrażona i smutna. Nie wiem co w niego wstąpiło, ale będąc tam u niego, czasem widzę, że wstępuje w niego coś- coś co wygląda niepokojąco. Prawie pojechałam w Gorce. Znaczy chyba jeszcze bym mogła, ale niestety w weekend gotowanie na mediewistyczną wigilię. Co mnie znów męczy, jak całe to koło. W Krakowie było cudnie. Nie mniej nie jest to miasto, gdzie chciałabym mieszkać. Bliżej natury- w lesie, na polu, w  górach. Przyszłość- taka jaką sobie wymarzyłam.

VII sesja mediewistyczna minęła spokojnie, nie dostałam nawet żadnego pytania. Udało się nam na stare lata zintegrować z innymi grupami, do Muzeum Archeologicznego znów nie dotarłam, ale za to kupiłam sobie kilka książek. A propo, teraz czytam "Historyka" Elizabeth Kostovy. Wrażenia: trochę się boję, hehe. A tak poza tym to albo książka ta powinna składać się z dwóch tomów, gdzie w pierwszym ojciec głównej bohaterki opisywał by w 1 osobie swoje przygoty, albo jego opowieści powinno się wpleść w fabułę. Obecna formuła powoduje, że powieść jest dość statyczna i długo się rozkręca (o ile się rozkręci w ogóle). A książka o Draculi- Vladzie Palowniku. Tymczasem idę spać, bo jutro na 7.
adopt your own virtual pet!



statystyka