czwartek, 30 grudnia 2010
Są osoby, których się nie wybiera, jak to mawia pewne ludowe porzekadło. Trochę jednak nie prawdziwe. Wybór jest zawsze: jeśli ktoś pokazuję, że nie znaczysz dla niego nic i z taką sprawnością potrafi wbijać w Ciebie szpili, to czemu myśleć o kimś takim jak o siostrze??

Nawet odezwać się nie ma do kogo, gdy każdy swoimi sprawami zajęty. Styczniowe wyjście do kina pewnie też zostanie odwołane, bo przecież nie pójdę tam z Panem M. i jego nowym życiem. Bez sensu. A wczoraj tak cudownie było siedzieć przy kominku...

Pesymizm pełną gębą, czyli standard u Rudej.
22:19, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 grudnia 2010
Zmobilizowałam się dzisiaj do wyjścia z domu. Lubię tutaj być, chłonąć to wszystko. Chodzić po lesie. I marzyć.


21:26, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 26 grudnia 2010
Siedzę i patrzę na wirujące płatki śniegu, na przebłyski niebieskiego nieba, las, ośnieżone drzewa, sarny szukające pod domem jedzenia. Kątem oka patrzę na dokument o rodzinie, która razem z psami i małym dzieckiem mieszka gdzieś na biegunie. Patrzę też na zapaloną choinkę.

Pięknie jest. Po prostu pięknie jest.
14:56, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 grudnia 2010
Kochani Czytelnicy!!!

Spokoju ducha, radości i miłości. Trochę smutku. Ale nie wiele. Przyjaciół, kochanków, bliskich osób w otoczeniu. Wszystkiego co dobre. Wesołych Świąt!
13:02, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 grudnia 2010
Uzależnienia. Tak sobie zdałam sprawę, że wokół mnie funkcjonują pewne układy. Układy i uzależnienia od których nie jestem wolna. To z Tym, to z tamtym. Pielęgnowane latami, miesiącami bądź tylko tygodniami. Jak takie sznury, które mnie złączyły z Tym, z Tamtym, z jeszcze innym. Wszyscy do siebie wracamy, choćby tylko po słowo, choćby po uśmiech czy wyciągnięty język podczas fejsbukowej rozmowy.  Nie umiem zerwać z przeszłością. Ba, dobrze się z tą przeszłością czuję. Przynajmniej z tą jej częścią. Nawet potrafię się martwić o Tego, który nie umiał do widzenia powiedzieć :)


01:52, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
A to znaczy: zimno, śnieg, zawieje i zamiecie. Przynajmniej nie muszę niczego odśnieżać, jak pewien Pan ze Złotorii. Zimową porą roku przyszło  mi odwiedzić Karton, a taką porą roku to się chyba nie zdarzyło jeszcze. Choć mogę się mylić. Człowiek wraca tam i wraca, ja nie wiem już co o tym myśleć :) Chyba tylko: zima to inaczej wiosna. Tyle że ze znakiem minus, hehe.

22:35, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 grudnia 2010
No dobra, przetrwałam noc. Rano jednak miałam tak opuchnięte oczy, że ledwo mogłam je otworzyć. Nie powinno się płakać całą noc. To mówię wam ja, która ma to już za sobą. Już lepiej. Znaczy ciągle mi przykro, nie mogę spokojnie patrzeć na jego zdjęcie, i żałuję, że nie było możliwości poznania się bardziej. No i lubiłam się z nim całować, hehe. Ale to trwało bardzo krótko, zostałam potraktowana bardzo dobrze, porozmawialiśmy, wypłakałam swoje, pożalę się jeszcze pewnie przez jakiś czas. Poprzedniej notki nie cofam. Nadal jestem zła na siebie. Bardzo. Ale oddycham. Towarzysza nie straciłam, umówiliśmy się na piwo za tydzień, więc Bajko nie spotka Cię to, czego się obawiałaś najbardziej :)

Stałam się łasa na wpływy muzyczne:od wczoraj Nick Cave i the Bad Seeds a od dzisiaj Rykarda Parasol. Cuda. Kotka się do mnie już przyzwyczaiła.
22:15, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
Nie powiedziałam Ci tego, i nigdy nie powiem. Nie mam żalu do Ciebie, skąd mogłeś wiedzieć, że w ciągu tygodnia tak emocjonalnie do tego wszystkiego podejdę. Cóż to jest ten tydzień? Kilka pocałunków, kilka miłych słów, kilka ciepłych spojrzeń i zdań rozpoczętych słowem "może następnym razem...". Nic takiego. Takie rzeczy łatwo wymazać gumką, zamalować mocniejszymi kreskami i stworzyć nowy rysunek.  Nawet tego nie poczujesz. Dlatego nie mam żalu do Ciebie. O co? O to piwo, które się przypadkiem wylało? To ja nie powinnam się ociągać i wyjść wcześniej, tak jak planowałam. To ja powinnam swoje rozmarzone spojrzenia zachować na inny czas. Teraz nie pisałabym tych głupich słów do strony na która nikt i tak nie czyta. Nie ryczałabym jak głupia do psa, który ma 25 lat. I nie miałabym tego przekonania, że to ja któryś raz z rzędu coś zawaliłam. Moja samoocena ląduję gdzieś na poziomie minus 10. Nie umiem sobie poradzić. Nie umiem sobie radzić z mężczyznami. Zamieniam się w głupiutkiego kotka, który zapomniał, jakie to może być przykre. Chłonę wszystkie emocje, uzależniam się, zatracam siebie, byleby tylko nie poczuć straty, byleby tylko obłudnie poczuć, że coś dla kogoś znaczę. I Ty mi udowodniłeś, że właśnie taka jestem.Nic w tym twojej winy, że Cię polubiłam i pokładam nadzieje w Tym,  że to prawdziwe a nie złudne. ot.
00:27, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 grudnia 2010
Niech następnym razem nikt mi nie wmawia, że moja intuicja jest do bani. Nigdy przenigdy się nie myliła. Nie myliła się i tym razem...

Nie chcę opisywać co w tym momencie czuję. Gdyby nie ten sen rano, który naładował mnie na cały dzień (jak tu nie wierzyć  w siłę wyższą, do której wznosiłam modły dzień wcześniej), nie wiem jak bym to wytrzymała. Dziwne, że się nie rozryczałam już w Kadrze :)
21:38, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
Mieliście kiedyś taki sen, który totalnie wbił was w ziemie?? A w zasadzie w łóżko. Nie żałuję, że zaspałam na zajęcia. Jedyne czego żałuję, jak to bywa z takimi snami to tego, że się obudziłam. A śnił mi się nie kto inny jak ulubiony kolega z piernikowa :) A śnił mi się tak, że na jawie nigdy bym na to nie wpadła. Tym bardziej teraz. Był to sen bardzo realistyczny, przepełniony emocjami, zapachami, kolorami i dźwiękami. Minęło kilka godzin a ja wciąż mam przed oczami to jak wybieram warzywa na targu (który mieścił się na ulicy 1 Maja, a targu żadnego tam u nas nigdy nie było) czy mięso na obiad (ha, krwista wołowina- ciekawe co to oznacza, miałam z niej przygotować obiad nam do Muzeum. Pamiętam panią ze sklepu, panią która w sklepie nigdy nie pracowała i sklepu też nigdy tam nie było, ale pani ta była sąsiadką mojej cioci, do której lubiłam przychodzić gdy byłam młoda. Pamiętam dźwięki- pracującą garbarnie, którą zawsze słychać było na osiedli gdy zbliżało się na deszcz. To też dźwięk mojego dzieciństwa. Pamiętam emocje- szczęście, poczucie bezpieczeństwa i tą świadomość, że możesz bezgranicznie polegać na drugiej osobie. Za tym uczuciem tęsknie najbardziej. I nawet przeboleje, że to pan taternik mi się śnił :)
15:57, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
adopt your own virtual pet!



statystyka