wtorek, 27 marca 2007
Podoba mi się pomysł, jeszcze bardziej podoba mi się pomysł założenia bloga stopfanatykom.blox.pl. Głos radykalnych feministek, a tak naprawdę głos mnie i innych kobiet, które chcą mieć równe szanse. Także głoś wszystkich ludzi, którym nie podoba się, że w debacie króluję wszechobecna propaganda "upiornej dynastii romanorydzów", (hehe, całkiem dobre te określenie). Ja rozumiem, że mój światopogląd nie jest światopoglądem wszystkich ludzi w Polsce, ale chciałabym żeby inni nie narzucali swoich poglądów całemu państwu, które powinno być świeckie. Nie wiem czy jest- wczoraj wieczorem oglądałam panoramę i na 4 obejrzene przeze mnie newsy- 3 były o kościele Katolickim. Sama jestem osobą wierząca, ale jest moja prywatna sprawa. W wiadomościach w telewizji publicznej wolałabym usłyszeć i zobaczyć szersze spectrum spraw, które się w danym dniu wydarzyły. Jeśli popełniłabym aborcję, to jedyną osoba, która powinna się do tego wtracać ewentualnie powinnien być ojciec dziecka, jesli by się poczuwał. A przede wszystkim ja sama odpowiedziałabym przed swoim własnym sumieniem i Bogiem, a nie tabun 20 kilku latków z LPR, którzy nigdy się nie dowiedzą o macierzyństwie. Ciekawe czy tak chętnie rezygnowaliby z własnego życia. Właśnie- ojciec. Dlaczego w debacie o aborcji nie pojawia się problem odpowiedzialności ojca. Hallo, ktoś to dziecko/płód musiał zrobić!! Nie wzięło się z kapusty. Pokutują za nami jakieś dziecięce wyobrażenia, że dziecko spada z nieba, przynosi je bocian albo znajduję się w kapuście, by potem nagle znaleść się w brzuchu matki. Już wtedy nie ma nic o roli mężczyzny. Dlaczego kobieta decyduję się na aborcję? Nie dlatego, że jest przeszkodą na drodze jej kariery, choć pewnie i takie przypadki się zdarzają. Na zdrowych zmysłach- taka kobieta przeważnie jest stabilna finasowo i stać ją na opiekunkę czy przedszkole. Ile płodów, czy jak kto woli dzieci z tzw. wpadki wylądowało w spalarnii odpadów medycznych? Wina zawsze jest po stronie kobiety, a gdzie świadomość tego, że często to chłopak namawią ją do aborcji? Świadomie, dając nawet kasę, czy nieświadomie, po prostu odwracając się od niej. Co robi taka samotna, opuszczona kobieta, która nagle staję w takiej sytuacji? Czemu wtedy nikt jej nie pomaga? Czemu w szkołach się nie mówi o prezerwatywach, czemu się nie refunduję tabletek antykoncepcyjnych? Czemu nie widzi się w tym winy ojca- który zrobił swoje, wsztrzyknął co się da i "bye bye baby". Życie nie jest czarno- białe. A kobieta nie powinna być karana za swą kobiecość i postawiona niżej niż nowo poczęty zarodek tylko dlatego, że tak sobie życzy prawicowa strona naszej władzy. Zapis o zmianach niczego nie zmieni. Aborcje były i będą, a więcej dzieci na pewno dzięki temu nie będzie się rodzić.

"Kobieta rodzi się jako istota wolna...1798" panowie i panie.
16:30, rudakrzyzaczka , Feministycznie.
Link Komentarze (4) »
piątek, 23 marca 2007
Myślę i myślę o nim. Nawet teraz jak śpi na materacu, zmęczony po wspinaczce. Tak było przez cały dzień. Jestem zła na siebie przez to. Okropnie zła, heh, no może nie okropnie, ale jakoś nie odczuwałam radości z dzisiejszego lady festu, choć spędziłam całkiem miły dzień. To nie do końca przez Maćka, moje myśleni o nim, nie jest na tyle natarczywe, żebym nie umiała spędzać dnia bez niego. Co najwyżej są to taki małe niedogodności w stylu dziwnej pustki. Chodziło jednak oto, że patrząć na Franie, na jej radosną ekipę, jej znajomych, zrobiło mi się przykro, że ja tak nie mam. Że tak naprawdę jestem sama, że ciężko jest mi znaleźć (czy znaleść?;p) kogoś z kim mogę wyjść na taką imprezę, jaką jest chociażby lady fest. Kiedyś miałam Kinjora- szalona przyjaźń, szalone przygody. I nigdy nie czułam się przez to samotną na jakiejkolwiek imprezie. Zawsze czułam za to dziwną radość. Dobrze jest mieć wokół siebie ludzi o prawie takich samych zainteresowaniach, gotowych na każdą szaloną przygodę, bo automatycznie powoduje to uśmiech na twarzy. Nie mam- taka jest ta smutna prawda. Nie mam takich ludzi. I owszem są znajomi, ale znajomi nie zawsze mogą i nie zawsze czują ten sam klimat. Gdzie zgubiłam ten moment?

Idę na Lady fest- jestem bramkarką;)
19:13, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 marca 2007
Obejrzałam i umarłam. Fantastyczne widowisko, nawet jak się siedzi w 4 rzędzie. Widzę juz głosy, że to się nie zgadza z faktami historycznymi i krew się we mnie burzy. Jako historyczka oczywiście śmiałam się na takich filmach jak "Królestwo Niebieski" itp, ale  nie na 300. Nie chodzi tu przecież o zgodność z wszystkimi faktami bitwy pod Termopile (chociażby niehistoryczne nagolemniki;p), nie mówiąc już o obyczajowości Sparty. To przecież ekranizacja komiksu. I to powalająca na kolana- sceny walk przede wszystkim. To komiks, oparty na autentycznych wydarzeniach, ale i na wwyobraźni autora. I tak się go reklamuje. I niech tak pozstanie.

Idę na Lady Fest, part 3. I pomyślę sobie o Maćku tak trochę.
18:25, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
Tak mnie naszło po przeczytaniu pewnej notki na gazeta.pl:

"Krzysztof Putra (PiS), wicemarszałek Senatu: - Jestem zdumiony. Zadaniem uczelni jest kształcenie, a nie uprawianie polityki. Tak mocna krytyka jest bezzasadna. Umacnia mnie to w przekonaniu, że oczyszczenie państwa z patologii i lustracja są konieczne."

Skoro jest taka polityka jak czyszczenie z układów i patologii, co równa się wymyślaniu dziwnych ustaw i dziwnych przeszkód do realizacji akurat tych, które mogą pomóc. I skoro jest taka polityka, jak:

"Senat Uniwersytetu Warszawskiego z obawą obserwuje nasilające się w życiu politycznym i społecznym naszego kraju przejawy instrumentalnego traktowania prawa, "zawłaszczania" instytucji publicznych przez rządzące partie polityczne, ideologizacji stosunków społecznych i gospodarczych, ograniczania niezależności mediów, a przede wszystkim publicznego radia i telewizji. Niepokój nasz budzą: obniżający się poziom legislacji i nieracjonalny rozrost działalności prawotwórczej, podważanie autorytetu sądów, ataki na niezależność Trybunału Konstytucyjnego, faktyczna likwidacja służby cywilnej, przypadki jaskrawego nierespektowania zasady domniemania niewinności, nadużywanie instytucji tymczasowego aresztowania i nieposzanowania godności zatrzymywanych, upolitycznienie prokuratury. Niebezpieczna staje się też tendencja do coraz szerszego posługiwania się regulacjami represyjnymi w celu sterowania życiem społecznym"

to ja wolę taką politykę, więć panie senatorze proszę sobie w tym wolnym czasie poczytać historię, czym grozi zamykanie ust uniwerstytetom. Proszę również pamiętać, że jest tam też spora liczba profesorów, dokotorów, doktorantów i studentów, którzy inaczej niż pan widzą patologię i nie boją się wyrażać swojej opinii. Warto też pamiętać, że tak to bywa, że ludzi lubia patrzeć na to, co nie jest robione dobrze, a jedne sądy 24 godzinne wiosny nie czynią.

Ps. W poniedziałek był dokument na jedynce;)

18:07, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 marca 2007
01/04/2006
Niby to miało być jednorazowe, ot tak zaszaleć, jak za dawnych czasów. Tylko dlaczego tak o nim myślę? Nie powinnam. Powinnam powiedzieć żegnam.

02/04/06
La illaha illallach, Muhammadum rasulullah- nie ma innego boga poza Bogiem, a Mahomed jest jego posłańcem.
Salam alajkum- pokój z Tobą.
Tałhid- uniwersum Boga, jego jedność i jedyność.

04/04/06
"...kiedy pozór wyskakuje jak Filip z konopii"

08/04/06

"To miłość tak piękna, że wciąż nie możliwa/ choć listy po staremu i szept w białej kartce/ spotkania po kolei wiodące w nieznane/ szczęście co się nagle olbiże jak ciele/ i śmierć tak punktulana że zawsze nie w porę/ choć wiadomo śmierć miłość od smierci ocala" J. T

20/04/06

"Jak to jest, z każdym łyczkiem wina wyjaśnia się świat" Punky Regae Live

21/04/06

"Śmierć to zjawisko bardziej naturalne niż narodziny. O ile przychodzimy na świat przypadkiem, to smierć jest nieunikniona i nieodwracalna" Dżochar Dudajew- 10 lat po jego śmierci z rąk rosyjskich sił specjalnych.

22/04/06
"Chodzi o to, żeby się pięknie różnić" Awruk






23:32, rudakrzyzaczka , Retrospekcja.
Link Dodaj komentarz »
Dziś przegląd filmów w "Orle". Obejrzałam dwa z trzech. Pierwszy z nich "Niebieskoocy" w reżyserii Bertram Verhaag. W zasadzie to jest zapis eksperymentu, który prowadziła Jane Elliot, znana amerykańska trenerka warsztatów różnościowych oraz rozmów z nią, w których przedstawia swoją historię. Zaczęło się od śmierci Martina Lutera Kinga, a w zasadzie prześladowań Murzynów i nierównego ich traktowania. Elliot przeprowadziła wtedy w swojej szkole, gdzie była nauczycielką, warsztaty z młodymi uczniami, za które spotkały ją prześladowania i obraźliwy wówczas przydomek "wielbicielki czarnych". Ów ekeperyment, to właśnie owe warsztaty przeprowadzone w latach 90 na grupce ludzi- nauczycieli, policjantów, praconików społecznych. Porusza on kwestie rasizmu i uprzedzeń. Skoro powodem ciemnej i jasnej skóry, tak jak brązowych czy niebieskich oczu, jest zawartość melaniny. "Wobec osób o niebieskich oczach Elliott stosuje pseudonaukową teorię mającą tłumaczyć ich niższość, testy na inteligencję, które są stronnicze kulturowo oraz jawną dyskryminację. Widzimy jak, w ciągu zaledwie kilku godzin przebywania w atmosferze takiego reżimu, dorosłych ludzi opanowuje przygnębienie i roztargnienie, mają trudności z wykonaniem najprostszych poleceń". Potwierdzają to także warszaty prowadzone w szkole podstawowej. Dzieci po stronie uprzywilejowanej są radosne, pełne energi, po stronie gnębionej smutne, apatyczne, tracące wiarę w swoje możliwości (skoro ciągle słyszą, że robią źle, że się nie starają? a że się zmienia im reguły to już inna sprawa). I zastraszane. I to wszystko w ciągu kilku godzin, ze swiadomością, że to się skończy jak wszyscy pójdą do domu. A jak się czują osoby skazane na dyskryminację przez całe swoje życie? Jaki jest ich poziom wściekłości? Jak ciężko im walczyć o lepsze jutro, gdy ciągle się je krytykuję, pokazuję swoją wyższość, traktuję jak dzieci bez własnego zdania? Mechanizm, który pokazałą Elliot jest przerażający. Czasami każdy z nas się pewnie zastanawiał, dlaczego ludzie zamknięci w gettach, w obozach koncentracyjnych II wojny światowej, gułagach, dyskryminowani, dlaczego oni, mimo, że było ich więcej, nie potrafili się przeciwstawić. Dopiero teraz zrozumiałam jak wielkiej to trzeba siły, jak aparat ucisku dba doskonale oto, by uciskana jednostka czuła się stłamszona i mało wartościowa. Dlaczego najpierw trzeba zabić godność. Z drugiej strony pokazuję nam na jakich pseudonaukowych tezach i stereotypach się opieramy. Gdy opowiadała brązowookim, że "Błekitki" są mniej inteligentne, brudne, że trzeba je traktować jak dzieci, z niższością, smiać się tylko z nich, nie z nimi, że to wszystko jest cechę ich koloru oczu, brzmiało to smiesznie. Jednak dla wielu ludzi, kolor skóry jest właśnie takim wyznacznikem, a przecież zależy od tej samej melaniny!! Celem warsztatu nie było sprawdzanie ludzkich zachowań, ale jak podaję podręcznik do warsztatów "Niebieskoocy", "ale nauka poprzez doświadczenie, refleksja nad mechanizmami dyskryminacji i naszą rolą, oraz ewntualna późniejsza zmiana postawy". Zapamiętała też jeden tekst dotyczący kobiet- "Kobiety przestańcie się wdzięczyć. Uczcie się, zdobywajcie kompetencie. Bo jak będziecie już stare, to mogą wam powiedzieć: nie znam twoich kompetencji, bo znałem/am tylko twój urok". Stanęła w opozycji do obrazu kobiety- kobietki, ślącej uśmieszki i pocałunki, jako ładnego dodoatku do kolacji. I zdecydowanie miała rację. Jest miejsce na słodkie słowa w stylu "kwiatuszku, kochanie, misiaczku", ale tylko wtedy gdy mówi ci to bliska osoba, a nie szef czy kolega z pracy w stylu "Kochanie, podaj papiery, zrób kawę" etc.
Drugi film- "Killing us softly3" to zapis wykładu Jean Kilburne, autorki dwóch poprzednich części, gdzie analizuje ona pozycję kobiet w reklamie i zmiany jakie zaszły od 20 lat (jej pierwszy film powstał w 1979). Porusza ona w zasadzie kilka problemów: trywializacje seksu, pornografizację zdjęć, ideał kobiety niemożliwy do osiągnięcia, uprzedmiotowienie ciała, małe dziewczynki jako obiekt pożadliwości, inne sposoby pokazywania mężczyzn, infaltynizacja przemocy wobec kobiet. Czasami reklamy aż rażą głupotą, czasami do tego dochodzi humor, czasami robi się przykro, że wciąż tak jest i że to nie żaden wymysł feministek, którym się nudzi. Szczególnie zapamiętałam jeden przykład. Zaczęło się od tekstów o piersiach w stylu twój biust jest za duży, za mały, zbyt szeroki, zbyt wąski, zbyt sterczący, zbyt obwisły etc. A skończyło się: przynajmniej włosy możesz mieć idealne. Konluzją było, że gdyby pojawiła się reklama w stylu: twój penis jest za mały, za duży, zbyt gruby, krzywy, 2 calowy, koślawy- przynajmniej dzinsy możesz mieć dobre, uznane byłoby to za wulgarne. I taka jest racja. Momentami miałam wrażenie jednak, że film ten zaczyna przypominać teksty niektórcy dziewczyn: "nie chcę brać tabletek antykoncepcyjnych, bo to jest oddanie się facetowi na zawołanie". Tak jakby zapominało się, że istnieje na to przyzwolenie społeczne. Niektórym kobietom nie przeszkadza to, że są akurat tak przedstawiane, wdzięczą się dalej. Albo czasami doszukiwało się drugiego dna- może zabronimy aktów, bo tam kobiety też są chude etc. Momentami miałam takie wrażenie, że film zmierza w tym kierunku. Ale przede wszystkim poruszał ważne tematy- brakowało mi tylko reklam, gdzie domeną kobiet jest sprzątanie i kuchnia, bo Kilbourne skupiała się na nagości i propagowaniu stereotypów kobiet- kokietek ideało o rozmarze xxs.
Trzecim filmem był "I had an abortion"- zapis rozmów kobiet, które dokonały aborcji, ale nie zostałam już na nim. Trochę meczy mnie ten problem, bo pokazuję się albo czarną, albo biała legendę. Albo heroizmem jest aborcja, albo bohaterska z nią walką. A może jakiś złoty środek- nie chwalić się ani jednym, ani drugim. Może szczypta normalności, pomoc psychologiczna...Zresztą już o tym pisałam wcześniej.


23:06, rudakrzyzaczka , Feministycznie.
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 marca 2007
... z Płocka, z Nim, jego rodzinką, z marzeniami, radością i taką prostą codziennością, jak robienie rano herbaty, spacer w zimne popołudnie. Kocham go jak głupia;)
22:01, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 marca 2007
Po śniadaniu i poranej internetoprasówce doszłam do kilku wniosków. Krótkich, bo bez analizy. Po pierwsze:

po raz kolejny słyszę: "Telewizja misyjna, a nie komercyjna". Po wczorajszym referacie na proseminarium o propagandzie w PRLu na przykładzie "Trybunu ludu", w głowie szczególnie zostały mi słowa Goebbelsa w stylu "Kłamstwo powtarzane kilka razy stanie się prawdą". Sztuką jest tylko ważenie informacji, ponieważ w psychologii propagandy istnieje jeszcze coś takiego jak przesyt informacyjny. To znaczy, że jak jakaś informacja podawana jest za dużo, przestaję się na nią zwracać uwagę i równocześnie w nią wierzyć. Tak się stało z wszechobecną walką z układem. A w moim przypadku z wiarą w to, że telewizja publiczna może być misyjna. Chyba, że przez misyjność rozumiemy walkę z układem i służenie władzy miłościwie nam panującej. Ja mam inną definicję misyjności- nie jest nią "Klan", programy politycznej różnej nazwy, ale tej samej maści, kiepskie filmy (pół biedy jak są nowe, a nie puszczane po raz setny), zero klasyki, dobrego dokumentu, programów edukacyjnych, kiczowate biesiady. I moim zdaniem za dużo programów katolickich. Jestem katoliczką, ale z tego co kojarzę w statucie TVP jest zapisane o reprezentowaniu wszystkich Polaków. Nie wszyscy są przecież katolikami. Co z prawosławiem, judaizmem, protestantyzmem czy w końcu z islamem? Niemniej jednak kolejny p.o prezesa (potem następny pewnie już pełnoprawny prezes) na wstępie trąbi o zmianach jakie on to przeprowadzi w TV, o tym że nie będzie tak jak kiedyś, że nie będą rządziły słupki itp. Wystarczy przeczytać wywiad z panem Urbańśkim z ostaniej gazecie świątecznej, wystarczy przeczytać wywiad z Wildsteinem i z panem, który go poprzedzał. Koło się zamyka. Tylko niech mi ktoś powie, gdzie te zmiany się schowały? W programie na pewno ich nie widzę.

Po drugie: sprawa dra Trojanowskiego, który przeczytał na swoich zajęciach z myśli politycznej wiersz ten oto klasy (przyznam bardzo śmiały):

"wieczorem widziałem pana Jezusa

leżał na mojej matce gdy ona miała rozkraczone uda

ruchał ją i spoglądał w przestrzeń dziwnym wzrokiem z obrazka

w dźwiękach sapania przebijał się ton:

eli lama sabachtani



w prześcieradle odbił się na biało i czerwono

w krwi z nowotworu ze sperma pomieszanej zostawił ślad

- w całunie od świętości pachnącym



pamiętam jak obiecywał mojej chorej matce: zaprawdę powiadam ci, jeszcze dziś będziesz ze mną w niebie"

Aha, uprzedzam, ja go cytuję, żebu nie oskarżać mnie o obrażanie uczuć religijnych. Zresztą nie chodzi mi o obrażanie uczuć, zwłaszcza że doktor uprzedził, że nie chcę nikogo obrażać, bo na to potrzebna jest inna dyskusja. Bynajmniej ja się obrażona nie czuję. Chodzi oto, że doktora rektor po skardze studentów (z innej beczki, ciekawe czy u nas na historii ktoś by złożył taką skargę, nie licząc pewnie dra Girzyńskiego) zawiesił go w prawach wykładowcy. "- Sprawa jest poważna, obraza uczuć religijnych to przestępstwo, za które grozi 2 lata więzienia - mówi dr Ryszard Michalak, zastępca dyrektora Instytutu Politologii, przełożony Trojanowskiego." Dziwi mnie jedno. Dlaczego w naszym kraju zawsze zauważy się jak ktoś obrazi uczucia katolika, od razy znajdzie się ktoś oburzony, zasakrży do sądu i jest sprawa i jest wyrok. A dlaczego nikt nie czuję się na tyle oburzony, by złożyć zażalenie do sądu (ba, nawet straszyć), gdy obrażane sa uczucia religijne Żydów? Gdy nasz szanowny europdeputowany wydał broszurkę "Civilzation at war in Europe" o charatkerze antysemickim i rasistowskim, za co jest przecież kara więzienia do lat dwóch bodajże, podniosły się głosy krytyki, i owszem, ale głownie tak zwanej elity intelektualnej. Nie słychać natomiast by oburzony obywatel Polski oskarżył pana Giertycha o obrazę uczuć religijnych, a tak naprawdę jedyna konsekwencją tego było usłyszenie, jak to pisze Maksymilian "proszę pana tak nie wolno". Dlaczego w naszym kraju można obrażać innych ludzi a nie można napisać wiersza, zrobić instalacji bez oskarżeń o obrazę uczuć religijnych? W kraju w którym Kościoły świecą pustymi ławkami, wszyscy uchodzą za najmoralnieszych i najbardziej porządnych.

Po trzecie:

-brawa dla prezydenta Kaczyńskiego. No muszę, ja lewak, go w końcu pochwalić, bo spodobało mi się to jego "Moja żona została obrażona".


11:20, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
środa, 14 marca 2007
Cały dzisiejszy dzień spędziłam biegająć od jednych ćwiczeń na drugie, z wykładu na wykład. Najpierw spotkało mnie wysłuchanie o stanie badań nad grobem Kopernika (wiecie, że Kopernikowi w młodości ktoś złamał nos?) i nad tym dlaczego szukano w ogóle pod tym ołtarzem. Bardzo interesujące i ciekawe. W ogóle potomków Kopernika mamy już dopracowane do XVIII wieku. To wszystko po to, by porównać DNA i w 100% potwierdzić, że to Kopernik. Narazie idzie to to opornie, ale jest szansa. Podobno w Uppsali jest jakaś pani profesor, która będzie się starała uzyskać DNA z dzieł, które należały do niego. Nie znam się na tym, ale podobno kogoś tam zidentyfikowała po guziku, z którego go zabili.
Drugi był o feministycznej historii sztuki (FHS). I doszłam do wniosku, że feministką- teoretyczką, upatrującą się wszędzie analogii kobiecych i uciśku to ja nie jestem=) Owszem interesuję mnie rola kobiet w przyszłości, ich historia i status. Dlatego, że to bardzo dobrze pokazuję społeczeństwo. Niemniej jednak studia gender nie były by dla mnie. Chodzi o to, że nie podoba mi się tworzenie jakiś nowych dziedzin, bo to wszystko podkreśla inność kobiety. A mi chodzi o równouprawnienie, nie te mityczne ("chcesz równouprawnienia, idź do kopalnii"), po prostu równość a nie podkreślanie inności. Mam wrażenie, że to czasem nadmierne dorabianie idelogii. Weźmy ten przykład. Pani doktor Iza Kowalczyk (bohaterka ostaniego reportażu gazety.pl o nauczaniu religii) omawiała kobiece malarstwo XIX wieczne na podstawie kilku ważnych dla FHS pozycji. I powiedziała, że tak naprawdę kobiety nie mogły, choć chciały malować czegoś innego niż przykazane im postacie kobiet, oczywiści ubrane, w teatrze, w parku, spędzające czas na nicnierobieniu. Jednak kłóci mi się to z emancypacją. Skoro same założyły w 1881 r. Ligę Malarej i Rzeźbiarek po to, by walczyć o prawo do przyjęcia do Akademii Nauki, co samo w sobie było rewolucyjne (ówcześni artyści uważali, że czynny udział kobiet w sztuce spowoduję uszuszenie ich macicy, i seksualne ciągoty, szczególnie akty były niepożądane). Skoro XIX wiek to wiek sufrażystek, zrzucania staników i walki o prawa dla kobiet, to jakoś dziwna wydaję mi się ta teza. Nie jestem jednak historykiem sztuki, więć to nie jest wiążąca opinia.

Zmęczona już jestem. Tak w ogóle. I idę chyba spać.
22:30, rudakrzyzaczka , Feministycznie.
Link Komentarze (1) »
wtorek, 13 marca 2007
Wieczór, trochę zła (ostatnio ciągle chodzę poddenerwowana), trochę się nie czuję sobą, trochę jakby panował zastój w moim życiu (szczęście płynie powoli), już wiosna, ciepło i można chodzić do 16 bez kurtki (potem zimno się w ręce robi). Czemu czuję się, jakbym nie była sobą? Nie wiem. Może to, że nie jestem przyzwyczajona być z kimś, że wszystko płynie tak spokojnie, tak powoli, czasem tylko jakieś spięcie (chociażby przed chwilą o Śląsk)? Może to, że wokól mnie robi się ciasno? Może nie powinnam o tym myśleć? Myślenie nie o sobie, ale o nas, o nim jest trudne. Trudne ...
22:41, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
adopt your own virtual pet!



statystyka