środa, 30 marca 2011
Wyobraźcie sobie hipotetyczną sytuacje. Jest... sobota, kobieta jest w klubie, powiedzmy, że się nazywa Czeski Sen. I powiedzmy, że ma ona urodziny. Może też płakać z powodu jednego pana, ale to akurat niczego do akcji nie wnosi. No i kobieta ta poznaje pewnego pana, tańczy z nim i w ogóle jest fun, jak się to teraz młodzieżowo mówi. No i się z nim umawia ta kobieta. W zasadzie zgadza się na spotkanie w dniu następnym. Przez cały dzień następny dochodzi do siebie i się zastanawia czy to nie głupio tak iść na takie spotkanie. I podejmuję różne decyzje: raz tak, raz nie. I w końcu 5 minut po planowanej godzinie spotkania wychodzi z powiedzmy Czeskiego i powiedzmy kieruję się ku Kopernikowi. Pana nie ma. Nie wiem, może był, poczekał 3 minuty i poszedł. Telefonu oczywiście nie ma. Mijają dwa tygodnie i pani znów idzie do znaneh wszystkim tu knajpy. Tak hipotetycznie. I widzi pewnego pana, który się z kimś jej kojarzy,ale nie wie z kim. I nagle olśnienie. To ten Pan!!! Pan się przygląda, w końcu niczym Abelardo z puebla spod Barcelony siada i rozmawia z Panią. Nie wnikając w szczegóły, umawiają się na kolejny dzień. Panią znów targają wątpliwości, postanawia nie pójść, myśląc że i Pan postąpi podobnie. Tłumaczy sobie, że gdyby miała numer to by zadzwoniła, że ma rezerwacje do kina i takie tam. No i nie idzie. I jakież zdziwienie Pani, gdy czekając na wejście do kina widzi Pana czekającego aż się zwolni jakaś rezerwacja na bilet. No i karnie idzie. Serce jej bije, poliki płoną, nawet jej wstyd jest, bo w głębi serca to pani bardzo wrażliwa jest. Pan chyba też potrzebował ochłonąć, bo wyszedł zapalić. Było dziwnie, ale Pan i Pani porozmawiali sobie, do żadnych odpowiedzi nie dotarli. No ale dobrze, że chociaż porozmawiali.

No ale co dalej??? Do dalej??? Czy będzie jakieś dalej?? W ogóle ta sytuacja była dziwna. Bardzo dziwna. Do tego jeszcze dziwny film Mr Nobody o wyborach, o czasie, o tym co się w wydarza, bądź wydarzyć się nie może. Dobrze, że to tylko hipotetyczna sytuacja.

Ps. Przyjaciół poznaje się w biedzie. No nie jest tak, że się nic nie zmieniło. Po co mam walczyć z wiatrakami. Po prostu przestań udawać, że się przyjaźnimy. I tyle.
14:45, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (7) »
niedziela, 27 marca 2011
Znaczy nie było tak źle. Znaczy było źle, bardzo źle, ale żaden to stalking. Ot niespełniony amant się mi trafił. W sumie czułam się osaczona, bo kolega postanowił że zrobi mi niespodziankę i przyjdzie odprowadzić mnie z pracy do domu. Przyjdzie mimo tego, że jasno dałam do zrozumienia, że  na spotkanie (kolega używa słowa randka, ale mnie się ono nie podoba) nie mam ochoty. Pominę już to, że nie jesteśmy na takim etapie zażyłości, gdzie niespodzianki takie powinny mieć miejsc. Pominę, że nie jesteśmy na żadnym etapie zażyłości. Pominę, że widok kolesia idącego za mną krok w krok, a na samym końcu udającego, że jest tutaj przez przypadek, mógłby być nawet śmieszny.
Uratował mnie mój anioł stróż od czeskiego, czyli Michalina i jej żółta torebka oraz trampki, po które postanowiła przyjść. Dzięki ci kobieto!!! Tak w ogóle idę spać, bo spędziłam kolejny dzień w czeskim, w zasadzie noc i wróciłam do domu przed 6, a na 10 poszłam do pracy. Kolory wróciły mi dopiero po 13, ale byłam całkiem profesjonalną wiedźmą :) Wypad do czeskiego spontanicznie zaaranżowany w kotwicy był jak zwykle pełen śmiechów i pozytywnych emocji. Był nawet Abellardo z hacjendą z widokiem na Barcelonę. Ale taki udawany, bo ten prawdziwy to już mnie nie lubi. Po raz kolejny okazało się, że miejsce to jest czarną dziurą. Wciąga. I nie chcę wypuścić. Ostatnio został "Markowym lokalem Torunia". Do poczytania tutaj.

Z innych niusów: zostałam couchsurferem. W zasadzie to mam zamiar nim zostać. Spodobało mi się poznawanie nowych ludzi i rozmawianie po angielsku :)
22:12, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 marca 2011
Tak brzydko, bo brzydki film obejrzałam z kolegą wikingiem. Znaczy film brzydki, bo przeklinali, ale film i zacny, bo to "Jeż Jerzy". No się uśmiałam. Misiek Koterski i Sokół stworzeni do dubbingu skinheadów. Borys Szyc i Marysia Peszek również. Obawiałam się tego filmu. Tak długo trzeba było na niego czekać. Bałam się, że będzie nieaktualny, że za bardzo w Władcami będzie się kojarzyć. A wyszedł bardzo dobrze. I tyle o filmie. O kinie. I o wikingu.

Się dzieję ostatnio. Się dzieje, ale nie chcę mi się tego opisywać. Bo się dzieje nie to co powinno. I się dzieje, że nie mówię na tyle dobrze po angielsku, żeby wyjaśnić wszelkie niuanse. Po hiszpańsku nie mówię w ogóle. Za to uzależniam się od pewnego baru w towarzystwie miłej pani. Cudowne to uzależnienia mimo, że za barem nie zawsze siedzi ten co powinienem:)
I tyle.
23:26, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 marca 2011

Było sobie liceum. I było się w liceum. I były takie czasy, kiedy nie było internetu i teledyski się oglądało u Bajki, bo akurat miała kablówkę z MTV i VIVA. I było sobie też MTV, które puszczało muzykę. I w tych czasach byłam sobie taka ja, co słuchała muzyki punkowej, uważała, że Nick Cave smęci i że jak ktoś nie nosi glanów to jest sztuczny. To ostatnie na szczęście nie trwało za długo. I to MTV puszczało muzykę, ale nigdy nie wiadomo było co i o której poleci. Nie można było odpalić sobie youtuba i pooglądać sobie taki teledysk, na jaki się ma ochotę. Na przykład dzisiaj to był taki teledysk:


A wtedy się czekało. I była to miła, bądź nie zbyt miła niespodzianka. I wtedy w tamtych czasach był pewien zespół, który nie był wcale rockowy, a którego uwielbiałam, miałam płytę i nawet na któryś urodzinach zamiast zajmować się rockowymi gośćmi, katowałam ich śpiewem tych panów. Proszę się nie śmiać! Ja pałam do nich szczerą, platoniczną miłością. I dziś sobie o nich przypomniałam. Okazało się, że nawet znam ich teksty. Głupio się tak było podzielić tym odkryciem na fejsie :) Padło na bloga. Proszę państwa oto oni:



21:06, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 13 marca 2011
A no męczy mnie okrutnie. Jak to mawiają, jak nie urok, to... no wiadomo co. Wczorajszy Michalinowy wieczór minął na oglądaniu pięknych zdjęć (i tych mniej pięknych też, ale działających jako piękne demotywatory), wcielaniu w życie idei "za barem wygląda się lepiej", fantazjowaniu o winogronach i o godzinie drugiej, rozmowach z Hiszpanami, tańcach z Hiszpanami, piciu absyntu i żubrówki z hiszpańskich drinków. A skończy się spotkaniem dziś o 16 ;p
13:58, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 marca 2011
Spokojnie. Ruchy milenarystyczne były i będą, a ja nie jestem ich członkiem. Nie wpatruję się kalendarz Majów, nie czekam 2012 roku. Spokojna jednak nie jestem. Z przerażeniem oglądam to, co dzieje się w Japonii, nie mogąc uwierzyć w to co widzę. Ach, jakiś to człowiek jest zadufany w sobie. Spogląda w kosmos, wymyślił Internet, komputery, które robią za niego wszystko. Wydaję się, że opanował cały kawałek swojego życia. Że nikt i nic mu nie zagrozi- pan świata i wszechświata!! Jacyś jesteśmy zadufani wierząc, że potrafimy już wszystko, że jesteśmy gospodarzami tego świata!! I tak właśnie ta Ziemia pokazała nam wielki środkowy palec. Wystarczyłoby tylko, gdyby chwilę po japońskim tsunami, podobne trzęsienie spotkało USA, Chiny, Rosję. I cóż wtedy człowieczku biedny poczniesz??
14:08, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 marca 2011
Zatem Baby wszystkiego najlepszego!!! Ja dzisiaj z jedną taką babą, co jak Bajka zowią piłam wino w południe, jadłam przepyszne rogaliki z czekoladą i orzechami. Nawet na rosół się załapałam.


17:55, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 07 marca 2011
Cóż to był za weekend!!! Takich pełnych emocji urodzin dawno nie miałam. Bawiłam się cudnie, kompletnie nic nie czułam do pana taternika, który siedział obok, uśmiechałam się do Pana Sąsiada niedoszłego, który znalazł się przy stoliku obok, cieszyłam się z obecności wszystkich i z tego, że się udało połączyć dwie różne grupy równie mi bliskie. Poza tym porwali nas kosmici (bo czymże wytłumaczyć siniaki, otarcia i guzy, których dorobił się każdy z tanecznej części urodzin), taksówkarze to dziwki, w czeskim śmierdzi potem i podobno za barem każdy wydaję się przystojniejszy. Dorobiłam się też nowych kolczyków, tykającego zegara i uwaga... książki Nicka Cave :) Zgubiłam za to jedną różę od pana Taternika. Wytańczyłam się, uśmiałam, a o N jak Etiopia i łożysku nie wspomnę. O after party w Czeskim też!! Dziwne, szalone i urocze to były urodziny. Postaram się też zapomnieć o zapłakanej 1/7 części. Któż mógł się spodziewać, że zareaguję tak na dawno zamkniętą historię???



22:27, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 marca 2011
Mogę marudzić, ale niekoniecznie. Lojalnie tylko ostrzegam. Wczoraj wieczorem postawiłam sobie diagnozę (powszechnie przecież wiadomo, że każdy jest psychologiem i zna się na tym a żadne studia są niepotrzebne ;p). Nawet ją ubrałam w piękne słowa, ale leżałam już w łóżku i nie za bardzo miałam ochotę wstawać i ją zapisywać. Postaram się ją powtórzyć. A zaczęło się od tego fragmentu w ostatnich "Wysokich obcasach Extra"*:

-(...)Ale jest też grupa kobiet, które karmią się tym, co ich seksualność niszczy i zabija.
- Czym?
-
Rozpamiętywaniem urazów i kreowaniem toksycznych, czarnych scenariuszy

(*
Fantazje erotyczne, rozmowa z dr Alicją Długołęcką)

I na tym się skończyło. Uwagę moją przykuło  tylko jedno słowo: rozpamiętywanie. Wyrwałam je z kontekstu i wyszło, że sedno leży właśnie w tym słowie. W tym toksycznym, chorym procesie, który sprawia, że nie jestem w teraźniejszości, przyszłość dla mnie nie istnieje, bo tkwię po kolana w przeszłości: w tych nieudanych relacjach, wypowiedzianych mimochodem słowach, które utkwiły w głowie, przeobraziły się i zaczęły własną egzystencje. Przekształciły się wręcz w mit. Już wyjaśniam. Cofnę się do czasów liceum- centrum moich patologicznych platonicznych miłości. Ale to nie te platoniczne uczucia do pana Romana, do pana Płotki jest tu istotne. Ot przez lata myliłam przyczynę ze skutkiem. Najgorsze jest tworzenie mitologii, ubieranie w wyobrażenia jednego głupiego spotkania, rozpamiętywanie każdego następnego, brak rozmowy, a zamiast tego trwanie w wyidealizowanym wyobrażeniu ze strachu przed konfrontacją z teraźniejszością. Nie wiem czy to spowodowało, że postępuję teraz (i wcześniej) tak jak postępuję, ale na pewno miało to jakiś wpływ na to kim się stałam. To, co przeżywałam w liceum wydaję mi się teraz nie tyle śmieszne, co przerażające, że boję się opisać to gdziekolwiek. Bo czyż normalne było podkochiwanie się w kimś z kim zamieniło się dwa słowa, bez jakiejkolwiek chęci przeniesienia tego w rzeczywistość?? Nie chcę jednak roztrząsać tego dalej. To było i pozostanie dla mnie zagadką. To kwintesencja rozpamiętywania. Rozpamiętywania, które zakryło teraźniejszość tak, że ta stała się niewidzialna.

Potem owszem było lepiej. Byłam przecież w szczęśliwym związku przez prawie 4 lata. Rozpamiętywanie też miało tam miejsce, ale na rozgrzebywanie tego przyjdzie czas może za 20 lat. A teraz? Teraz boję się, że znowu się zaczyna. Nie przybiera oczywiście charakteru z sprzed lat. Nie mam 17 lat i nie zachwycam się już tym samym, co kiedyś. Dużo się w życiu moich działo, dzieje i mam co rozpamiętywać=( Znów ubieram w piękne kwiatki to, co było, zastanawiam się, interpretuję, wyczekuję, zamiast odbierać teraźniejszość i myśleć o przyszłości.  Przykład jak to cholernie może zepsuć dzień: ostatnie wyjście z Alą na tańce, cudowne i szalone, ale na pewnym poziomie alkoholu następuje zatrzymanie- "a gdyby przyszedł, a co by mu tutaj napisać, żeby nie myślał, że jestem natrętna". I wszystko przestaje się liczyć. Myśl chodzi, kręci, mąci. Rozpamiętywanie pełną gębą, a rzeczywistość przebiega mi między palcami. A ja oddalam się do Nibylandii, gdzie wszystko jest piękne i nawet niebieskiego ptaka da się złapać=(
Czyż nie piękna diagnoza?? Ale jak to leczyć???? No jak??

20:58, rudakrzyzaczka , O mnie.
Link Komentarze (1) »
środa, 02 marca 2011
Już nie tylko wewnętrzne głosy wzywają do ogarnięcia, ale i zewnętrzne. I nawet biją po głowie jakimiś kopertami na korytarzu wydziałowy, huncwoty jedne.

No dobra. Zatem: ogarniam się!!!! Tu i teraz oraz tam i później. Obejrzałam "Prawdziwe męstwo". I bardzo mi się ten film podobał. O. I tyle na dziś.
17:51, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
adopt your own virtual pet!



statystyka