środa, 30 maja 2007
Jeden mi podszepnął, żebym zaproponowała Maćkowi wspólne studenckie mieszkanie, skoro i tak razem już mieszkamy. Zostaję więc tutaj na mieszkaniu i jeden problem z głowy. Jestem tylko ciekawa jak się nam ułoży.
Drugi mówi mi wciąż, że lepiej się nie uczyć. A wiem, że powinnam, a tymczasem jadę sobie jutro do Warszawy o 6 rano z dr Kłaczkowem. Miałam nie jechać, ale bilety są refundowane i Maciek ze mną jedzie;)
Kolejne diabły to już szumnie w mojej proseminarce występują, ale tutaj pomagają mi napisać coś sensownego.
23:03, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 29 maja 2007
Burze z opadami deszczu oraz silnym wiatrem w porywach do 70 km/h mogą wystąpić od godz. 12 do godz. 6 w nocy z wtorku na środę. W komunikacie K-PCZK czytamy: "Opady miejscami będą intensywne. Możliwy grad. W nocy burze będą zanikały. Skutki: połamane gałęzie, utrudnienia w komunikacji, uszkodzenia budynków, straty w uprawach rolnych, zakłócenia pracy urządzeń elektrycznych, zagrożenie życia powodowane uderzeniami piorunów i zagrożenie pożarowe. Istnieje możliwość lokalnych podtopień i utrudnień w odprowadzaniu wód opadowych na terenach zurbanizowanych".

gazeta.pl
16:01, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 maja 2007
Odkryłam to cudo kiedyś w Płocku u Maćka. Teraz to cudo przyjechało do mnie w plecaczku. I stoi obok mnie (niestety filiżanka już prawie pusta).

Wczoraj zapomniałam napisać o planach. Stojąć sobie przy ruinach zamku krzyżackiego postanowiłam:

- mieć psa, jak najszybciej, oczywiście najbardziej chciałabym, żeby to był husky, ale w oczach dużego, czarnego kundelka też się zakocham

- wyjechać na ostatnim roku na Sokratesa- na Litwę lub do Czech (wiem, miała być Finlandia, ale musiałabym zalatwić wszystko sama, a w najbliższej przyszłości po prostu wolę skupić się na angielskim, by zachamować progres i ruszyć do przodu)

I jeszcze się nie odkochać, tylko znajdować więcej rzeczy dla których warto (póki co...a zresztą, po co psuć idealny obraz?)

ps. Zmieniłam wygląd. Nie mogłam sie oprzeć.
15:15, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 maja 2007
Pięknie było. Połechtałam sobie- za ostatnie 6,5  kupiłam sobie pyszne naleśniki z truskawkami i lody piernikowe, które soknsumowałam na tle toruńskiego zamku. Czuć latem, przez chwile było nawet rześko, jak spadł deszcz i przeszła sobie burza. Ta chwila trwała jednak bardzo krótko, jak to z chwilami bywa. Małe przyjemności i trochę małych zgryzot. Wcinałam te naleśnkiki a obok siedziała dziewczyna o prześlicznej figurze i jadła koftę, ale z przewagą surówek. Była po prostu chuda, tak jakbym chciała być (ale najpierw musiałabym  zmniejszyć sobie biust;p): pięknie zarysowane obojczyki i łopatki. Kości biodrowe pewnie też. Takie diewczyny są naprawde ładne i pewnie niewiele się musza starać by zachować taką figurę.

Ps. Przeczytałam właśnie, że Teletubisie "propagują" homoseksualizm. Brrr... Pisałam już, jak można propagować coś co nie zależy do ciebie? To taki sam eufemizn jak propagować heteroseksualizm. Ja i Maciek propagatorzy;) No i po drugie- może zakażemy tak profilaktycznie wszystkjich bajek, które uczą wolnego wyboru i tolerancji na inne życie?
19:17, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
Uczyć się mi się nie chcę (choć wiem, że muszę), czytać mi się nie chcę i jeśc mi się nie chcę (dokładnie chcę mi się jeść tylko owoce, ale z 10 na koncie do połowy czerwca nie można sobie pozwolić;p). Dobrze, że jeszcze śnię (wczoraj byłam partyzantem na wojnie i razem z Gustlikiem- w kolorze był;p- i paroma innymi osobami po lasach uciekaliśmy przed nadchodzącymi Niemcami, a przedwczoraj urodziłam dziewczynkę Hanię- wiecie, że we śnie można poczuc instynkt macierzyński? nie mówiąć już, że w ogóle można poczuć). O II wojnie światowej snię często. Kiedyś jak z moją przyjaciółką przyśnił nam się jednej nocy ten sam sen, tylko po różnej połowie, śmiałyśmy się, że chyba we wcześniejszym życiu walczyłyśmy na wojnie (pamiętam jej pierwszy sen o wojnie- wagony towarowe stojące na stacji w Słupsku a w nich my). O tym, że mam dziecko nigdy nie śniłam. Raz byłam w ciąży z Krzysiem Raptą, hehe. A, dziecko było moje i Maćka.

Truskawki za mną chodzą. Świeże prosto z krzaka. Ze śmietaną. Jeszcze trochę i pojadę do domu. Będą wakacje...

Ps. Jedziemy w góry. Na Spisz. Do Kacwina.
12:27, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 24 maja 2007
Czasem tak z nikąd pojawia się u mnie irytacja- życiem, Maćkiem, dzisiejszym dniem. Naprawdę miałam ochotę odpowiedzieć na Maćka pytanie: Czy mnie kochasz, twardym, cynicznym irytujesz mnie. Nie wiem skąd to się bierze- nagle, bez powodu (pewnie z powodem, ale jakim?) zmieniam się w dziką bestie. Nie wiem co jest gorsze: ukrycie tego pod płaszczykiem normalnego humoru (chociaż i tak moje oczy mówią co innego) czy wyrzucenie tej mojej złej energii na osobę, którą kocham?

Dzisiaj znowu miałam dziwny sen. Sniło mi się, że byłam lesbijką o co więcej odczuwałam z tego przyjemność. Miałam konflikt z moją partnerką, ale ostatecznie poszliśmy i tak do łóżka;) Nie znałam tych osób z mojego snu. Mieszkaliśmy w jakimś bloku w kilka osób. W piwnicy miałyśmy psa, który opiekował się 4 małymi kotkami. Po jakimś czasie pojawił się u nas jakiś ekspert kryminalistyczny (za dużo CIA) i okazało się, że w piwicy nagle mamy dużo psów a nie kotów. Jednego, małego bernardyna, ale bardzo ciężkiego wziełam na ręcę i poszłam z nim w drugą stronę korytarza piwnicznego. Okazało się, że wychodził on na jakąs główną salę wielkiego banku, ale ci ludzie jakby nie wiedzieli o naszym istnieniu. Potem psy zniknęły a w piwnicy były tylko czerwone napisy z ich krwi chyba (o dziwo to nie był koszmar, nie mam koszmarów, czasem śni mi się diabeł, ale nie może mi nic zrobić). To chyba nas sąsiad je porwał, a my wraz z tym inspektorem mieliśmy go szukać...

POtem się obudziłam. Dziwne...

Skończyłam "Niewyspani" Marty Kuszewskiej. Początkowo było tragicznie, potem zaczęło mi się podobać (szczególnie "schizy" Staszka), a na końcu już zupełny surrealizm.Więcej po II spotkaniu DKK. Tymczasem może irytacja minie. Telewizor się zepsuł, nie ma głosu a dziś noc crime na AXN...

22:08, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 maja 2007
ale nie jak czeka mnie egzamin za tydzień
ale nie jak jest tak gorąco, że wykluczone jest wszystko poza egzystencją, która skraca się do wypijania litrów wody
ale nie jak siedzę w Toruniu i zastanawiam się za co przeżyję kolejny tydzień
ale... jestem szczęśliwa. Wciąż i nieustannie, bo on jest obok... Och, miłość. Nie wiedziałam, że może być i piękna.
16:25, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 maja 2007
Pani Urszula jest na mojej liście książek, które muszę przeczytać. Nie wiedziałam, że jest feministką, że napisała "Lewą rekę ciemności"- książkę o ludziach pozbawonych stałej płci, którzy w swoim życiu mogą być albo kobietą, albo meżczyzną kilka razy w życiu. A w jednym z esejów napisała tak (za wysokieobcasy):

"Jestem rodzaju męskiego. Myślicie może, że mi się rodzaj pomylił albo że próbuję was nabrać, ponieważ moje imię kończy się na » a «, posiadam trzy biustonosze, byłam pięć razy w ciąży i jeszcze inne takie rzeczy, które można zauważyć, drobne szczegóły. Ale szczegóły się nie liczą. Jeśli czegoś można się nauczyć od polityków, to tego, że szczegóły się nie liczą. Jestem rodzaju męskiego i chcę, żebyście w to uwierzyli i przyjęli to jako fakt, tak jak ja to przyjmowałam przez wiele lat.

Bo widzicie, kiedy dorastałam w czasach wojen Persów z Medami i kiedy wstępowałam na uniwersytet po zakończeniu wojny stuletniej, i kiedy wychowywałam dzieci podczas wojen koreańskiej, zimnej i w Wietnamie, kobiet nie było. Kobiety to całkiem świeży wynalazek. A ja o całe stulecia poprzedzam wynalazek kobiet.

No ale jeśli upieracie się przy szczegółach, to kobiety wynajdywano już kilkanaście razy i w wielu różnych miejscach, tylko że ich wynalazcy nie mieli pojęcia, jak sprzedać swoją ideę. Środki dystrybucji były na elementarnym poziomie, a marketing praktycznie nie istniał - więc oczywiście pomysł po prostu nie chwycił. Każdy wynalazek, nawet jeśli stoi za nim geniusz, musi znaleźć sobie rynek, a wygląda na to, że przez długi czas idea kobiet po prostu nie zdołała się przebić. Przykłady takie jak Jane Austen albo siostry Brontë były zbytnio skomplikowane, z sufrażystek ludzie tylko się śmiali, a Virginia Woolf zbytnio wyprzedzała swój czas.

Więc kiedy się urodziłam, byli tylko mężczyźni. Ludzie to byli mężczyźni. Wszyscy używali jednego zaimka, zaimka » on «- dlatego jestem, jaka jestem. Jestem ten uniwersalny » on «, jak w » Jeśli komuś potrzebna skrobanka, powinien udać się do sąsiedniego stanu «albo » Pisarz dobrze wie, po której stronie chleba jest masło «. Ja, ten pisarz, on. Mężczyzna. Może nie mężczyzna/człowiek pierwszego gatunku. W rzeczywistości raczej mężczyzna drugiej kategorii, imitacja mężczyzny, łże- mężczyzna".

A drugiej strony snił mi się dzisiaj Johny Deep ;) Wszystko działo się w jakimś innym czasie niż wspólczesność, moja miejscowość to była jakaś mała enklawa, gdzie każdy się znał. I ktoś nam zagrażał. Nie pamietam dokładnie. Wiem, że Jonhy pojawił się by nam pomóc rozwiązać jakąś zagadkę. A potem mnie całował ;) ach, było bosko;)



13:18, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 maja 2007
Dziś kolejna noc z serii intrygujące sny. Tym razem był las, leśniczówka. Nawet stawek. A wokół niego dużo kotów. Jeden był ogromny, to chyba jakaś matka była. Drugi, co najśmieszniejsze nurkował w stawie. I siedział tak pod wodą i puszczał bąbelki;) Nie wiem skąd to się bierze, ale sprawdziłam w słowniku symboli, że koty symbolizują kobiecą cześć osobowości, było też coś o doznaniach cielesnych kobiety. Hmmm, moje koty były zadowolone, ale jeden schował sie pod wodą. Przeważnie nie zastanawiam się nad znczeniem snów, szczególnie, że tak naprawdę wciąż jeszcze nie wiadomo co się za nimi kryję, ale czasem mam takie sny, w których symbole od razu rzucają się w oczy (to chyba przez te średniowiecze patrzę i widzę te symbole). W internetowych sennikach jest jeszcze, że jest to zły znak (w stylu rozczarownie w miłości), ale internetowe senniki kojarzą mi się z czytaniem horoskopów, gdzie te rzeczy zawsze są banalne i proste.

Wczoraj wyszliśmy w końcu z Maćkiem do ludzi. Znalazłam portfel w toalecie ze stówą w środku. Oddałam barmanowi i wywiązała się dyskusja co by kto zrobił na moim miejscu. Dla mnie to było oczywiste- nie mogłabym wziąść tej kasy, choć wiedziałam że nikt i tak by tego nie zauważył, bo byłam tam sama. Wiedziałam też, że ta kasa by mnie uratowała, ale nie mogłam. Nie wiem od czego to zależy. Od wychowania? Na pewno w jakimś względzie też, ale z drugiej strony nie wiem czy można winić rodziców, jeśli ich dzieci nie tylko nie oddają tego co znaleźli (oczywiście, gdy jest na to jakaś szansa), ale i kradną? To już nie pierwsza taka sprawa u mnie. Jakoś mam szczęście wpadać na zgubione rzeczy;) Oczywiście "wyzyskiwanie" czegoś nie jednostkowego przychodzi mi łatwiej- nie raz przecież korzystałam z państwowego papieru czy ksera, nie mówiąc o zeszytach i długopisach przynoszonych do domu. To już chyba taka mentalność historyczna=) ale np. nie mogłabym zabrać czegoś co należy do wspólnoty mi zdecydowanie bliższej, jak spóldzielnia mieszkaniowa (no dobra, to Maciek tylko żarówkę zabrał;p). Może to tylko czysty pragmatyzm życiowy? Wiara, że ja kiedyś też znajdę się w takiej potrzebie i wolałabym, żeby mi też ktoś oddał?
18:19, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 16 maja 2007
Mogłabym być np. fryzjerką, która wróciła z pracy i przeleżała w wannie cały wieczór. Nie żebym uważała, że fryzjerki tylko do tego są zdolne, po prostu gdybym ja była to właśnie tak bym skończyła dzień. Tymczasem środa nadzeszła, czas pokazania mojej proseminarki, a u mnie końca nie widać=( Siedzę tak, na twardym krześle od 6 godzin chyba. Normalne, że mam dość. Dobrze, że to chociaż Warszawa. Jeszcze 15 miutek...

pS. W czwartek mam spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Będę czytać nie tylko historyczne książki, dokumenty i stare gazety;) Jeszcze jakby udalo mi się faktycznie znaleźć kogoś do biegania wieczorami.
00:15, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
adopt your own virtual pet!



statystyka