sobota, 30 maja 2009
Wino, diaboł i kilka stron do przodu, powoli, ale za to z własnej winy. I przez przypadek się odkryło cudo takie na my space, co się nazywa Crystal Lake, gra progresywnego rocka, nosi długie włosy (hehe, to tym  bardziej przez przypadek) lubi Butelkę (damn), a brzmi tak. Wracam do pisania tudzież co by walnąć M., żeby nie chrapał=/
piątek, 29 maja 2009
czasem wolałabym budzić się jeszcze przed świtem, wyjść na łąkę i patrzeć na góry, niż kłaść się z ciężkimi myślami ile to mi jeszcze został dni. Odliczanie do końca...8...7...6... boję się czerwca, boję się lipca... nie chcę rywalizować, nie lubię tego i przez to boję się i tego że ze strachu przed rywalizacją i porażką wycofam się z tego, co czeka mnie 2 bądź 3 lipca...
02:37, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 maja 2009
oj laboga jak mnie boli głowa- czy jakoś tak. Ale przynajmniej nie przeleciałam przez poręcz piętro niżej, jak pan M. Tak się kończą imprezy u Dzików, wyzwolone rozmowy i takie tam. Nawet była tabaka wiśniowa;)
sobota, 23 maja 2009
Zamiast pisać rozdział, czytam blogi i gronuje.Zamiast być rześką i zdrową, boli mnie głowa i odchorowywuje wczorajszo- dzisiejszą imrezę z Reaktorem. Zamiast tłumaczyć exempla, cieszę się jak głupia z wczorajszego spotkania z Kiślem i resztą ekipy. Zamiast wrócić do Torunia, z chęcią powtórzyłabym masaż stóp. Bo stopy czasem bolą;)

Kinjor, dzięki za piękny dzień, wieczór i możliwość sięgnięcia do wspomnień=*


21:03, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (2) »
środa, 20 maja 2009
Dawno nie cieszyłam się z widoku zza okna. Ostatni raz był to widok na Babią Górę we wschodzącym marcowym słońcu. Dzisiaj rano (no może tak niezupełnie rano) obudziłam się w swoim pomorskim domku, wyjrzałam przez okno i zobaczyłam ścianę zielonego lasu. A jaki dźwięki, jaki zapach gdy wyszło się na balon! Tak mogłyby wyglądać wszystkie moje ranki. A najlepiej gdyby to był i las, i góry. Ktoś chce mi kupić (bądź oddać) działkę w Ochotnicy??

Aura idealna do pisania ostatniego rozdziału ;) Wiem, znów monotematyczne jestem, ale cóż ja na to poradzę, że moje życie ogranicza się ostatnio tylko do pisania, czytania, analizowania i tłumaczenia z łaciny. Teraz także do oddychania pachnącym lasem. A w niedziele udało mi się pójść na polskie finały Wacken Metal Battle do odnowy- wygrało None. Moje ukochane None- wczoraj z Kinjorem próbowałam znaleźć ich kasetę, ale znalazłam tylko stare kasety Pidżamy, jedną Defekt Mózgu (w zasadzie Muzgu) i nawet Tworzywa Sztucznego. None jest albo w piwnicy, albo w Toruniu. Na koncert None nie dotarłam, na żaden zresztą zespół konkursowy (ale None gra pod koniec maja w Trabancie, razem z Virgin Snatch), dopiero na Chainsaw oraz Turbo. Chainsaw, jak to Chainsaw- świetny koncert, bo dobry zespoł. Jeden z moich ulubionych. Turbo... hmm... może gdyby nie nazywali się Turbo. Bez Kupczyka to nie to samo i generalnie wyszłam zdegustowana.

Słońce świeci, las pachnie, wirusy atakują mój komputer, idę więc na spacer...
sobota, 16 maja 2009
No właśnie nic. Nawet się poszło na jeden koncert i wcale nie było tak fajnie (poza tym, że była Basia i Ivy i jeszcze iluś tam fajnych osób). Za cicho, za zimno i za dużo myślenia o magisterce. Myślenia wszechogarniającego. Teraz siedzę, jutro konferencja- razem z Julią piszemy o diable i powracających duszach jako "samych swoich"... ech, tylko pierwsza  część jakoś nie powstała i  nie chce powstać ;) Mam zamiar skończyć tak do 2... tak... o ile pójdę. Po pewnych przygodach w Krakowie boję się wygłaszać cokolwiek na konferencjach, by znów nie zareagować zbyt emocjonalnie, ech... Wracam do diabołów...

PS. zaliczyłam za to kolejną toruńską noc muzeów- dziękuje=*
piątek, 08 maja 2009
Nie żeby to były jakieś chwile ulotnie. Wręcz przeciwnie. Żadnych ochów i achów w moim życiu już nie ma, motyle w brzuchu założyły rodziny i jest ich tak dużo, że nie mają jak się przemieszczać. Słowem stabilizacja goni stabilizację. Ale ale... czy jakiś fizyk tudzież inny inżynier wie coś  może o jakimś urządzeniu, które spowoduje, że czas się zatrzyma powiedzmy na 2 miesiące, ja wszystko zdążę zrobić, i będę mogła mieć po kilka kryzysów w pisaniu dziennie??
czekam na propozycje...
wtorek, 05 maja 2009
i uzależniam się od magisterki... i pije piwo miodowe. I siedzę na internecie, hehe. Od Czarka kupiłam Huntera nowego, yupi!!! Dobry Czarek, bo dobra zniżka. Hunter dobry bo Saimon przystojny, hehe, i dobry bo muzycznie ciekawy. Średniowiecze już niedobre, nieeeeeeee. Dziś śniło  mi się coś niedobrego i nie pamiętam z tego nic. Za to spotkałam dwóch panów kominarzy. Jakbym jutro  się broniła, to byłby dobry znak, a nie bronię się.

Przeczytałam "Klinikę Kukieł" Agnieszki Kacprzyk. Świetna. Może niedługo napiszę coś więcej, poza tym, że napoczątku wydała się hmmm... zblazowana... wiem  że to słowo nie pasuje do recenzji zachęcającej, ale chwilowo nie mam nic pod ręką. W końcu okazała się cyniczna. Do bólu i pięknie. I nawet śmiałam się kilka razy, prawie do łeż. Blog autorki tutaj.

Wracam... A w Trójce Eduardo Mendoza;) Oj, szalony fryzjer mi się przypomina.
niedziela, 03 maja 2009
Tak mnie dzisiaj naszło przy powrocie z miasta (a przy okazji odciągam się od rozdziału), żeby napisać coś o tym zespole. Tak naprawdę nigdy nie byłam ich fanką, ba przez długi czas nawet słuchaczką. Znałam ich kilka utworów w wykonaniu... Reaktora. Hmm, jeśli nic wam nie mówi ta nazwa, to nie ma się czemu dziwić, choć jak najbardziej polecam. Wystarczy się udać w którąś sobotę do Miejsko- Gminnego Ośrodka Kultury w Kępicach;) Skład, dzięki któremu poznałam piosenki FL uległ znacznym przemianą, zachował się tylko perkusista, ale za to jaki. Nie pamiętam kiedy po raz pierwszy usłyszałam piosenki FL w wykonaniu FL, ale za to pamiętam wrażenia- nie pasował mi głos wokalisty. Bo muzyka była ta sama, ale wokalista (Wojtek Wojda) śpiewał jakoś inaczej niż Kisiel, hehe. Długo długo mnie to drażniło, ale po jakimś czasie się przyzwyczaiłam. Pamiętam też pierwszy (chyba) ich koncert, na którym się pojawiłam. Na woodsctocku 2004. Nie jestem pewna czy wcześniej nie byłam na ich koncercie w Miastku, jeśli takowy mieli. Na pewno byli w moim okolicach na trasie 18stkowej. Z koncertem woodstockowym wiąże się śmieszna historia. Śmieszna w zasadzie dla mnie i dla Kingi. Na jakiś czas przed samym wyjazdem wkręciła się nam piosenka "Matura"(z płyty "Atomowe Zabawki"). Wkręciła mi się do tego stopnia, że nie chciała odejść przez 3 miesiące. W filmie "Czekając na Joe" Joe podczas swego dramatycznego schodzenia z Siula Grande słyszy ciągle piosenkę Boney M, tak długo że jest przekonany, że umrze przy Boney M. Ja czułam, że umrę przy "Maturzę"- wystarczyło tylko słowo i już ta durna piosenka chodziła mi po głowie. Ech, do tej pory boję się jej słuchać. I podczas tego koncertu, akurat poszłyśmy z Kingą zmieniać buty na tym utworze, namiot był kawałek od sceny, tuż przy scenie małej, więc na szczęście nie  było prawie nić słychać;) Ach, co za radość  była. Potem było jeszcze kilka koncertów, w tym ostatni 17 kwietnia (na "Maturze" akurat byłam w toalecie).
Nie jestem znawcą FL. Ani muzyki, ani historii. Na ich oficjalnej stronie można przeczytać wszystko- że powstali w 1986 r. w Płocku, że wydali 17 płyt, w tym 2 DVD, jedno z Woodstocku, drugie z Punky Reggae Live, że skład to Wojtek Wojda- śpiew, teksty, Konrad Wojda- gitara, śpiew, Filip Grodzicki-  bas, śpiew, Adam Mikołajewski- perkusja, że ten lubi Mela Gibsona, a tamten spagethi, a tamten nie lubi rasizmu. Ja nie o tym. Ja o tym, że lubię chodzić na ich koncerty, bo są niesamowicie energetyczne i radosne, a Wojtek Wojda jest na scenie bardzo zabawny. I że mam tylko kilka utworów, które słucham poza koncertami. Po pierwsze, zostało mi to z czasów kępickich punkowych koncertów. Utwory te przenoszą mnie w pewien etap życia, gdzie socjopatką byłam w mniejszy sposób. Po drugie, do głosu Wojtka Wojdy się przyzwyczaiłam, ale ma to związek raczej z przyzwyczajeniem się do wersji konkretnych piosenek. Do nowych nie mogę się przekonać. Jeszcze. Stare kawałki miały w sobie coś punkowego, zadziornego. Weźmy na przykład takich "Egoistów"


Albo takie "Ulice milczą":


Dobry tekst. Może trochę infantylny, ale wciąż mocny. I muzyka. Teraz jest w ich testach więcej ironii i humoru. Co nie jest oczywiście złą drogą i po woli się do tego przekonuje. Szkoda tylko, że na koncertach nie zawsze grają stare numery. No ale mają ich tyle, że jest w czym wybierać. No właśnie koncerty. Na koncertach nie są gwiazdami, można podejść pogadać. Na co się nigdy nie odważyłam, ale zawsze się w takich sytuacjach zastanawiam o czym ja miałabym z takim kolesiem gadać? Skoro czasem ze znajomymi nie gadam;) No wielki plus za coś co się nazywa Punky Reggae Live, a co sami organizują. Jest to trasa nie tylko ich, ale kilku zespołów- po całej Polsce, większej i mniejszej. Promują więc nie tylko siebie, ale młode zespoły, których często nie stać na własną trasę koncertową. I przeważnie występują nie na końcu, ale gdzieś w środku. Info tutaj.A na koniec coś co udało mi się pokochać, mimo brzmienia głosy Wojtka, coś co poznałam bezpośrednio w wykonaniu FL:





Wersja koncertowa (pan na końcu złyyyy), nie za dobra, stąd polecam przesłuchanie oryginału. Jest na płycie "Wiecznie Młodzi" z 2001 roku.
22:27, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 maja 2009


Widok  na Pieniny podczas zejścia z Lubania- Gorce 2008
14:00, rudakrzyzaczka , Góry
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
adopt your own virtual pet!



statystyka