poniedziałek, 27 czerwca 2011
Coś w tym jest. Jestem dwubiegunowa: albo rozpaczam, albo jestem bezgranicznie szczęśliwa. Bardzo trudno spotkać mnie gdzieś pomiędzy. Nad-uczuciowość. Nadwrażliwość. Wszytko to kieruje mnie z jednego ku drugiemu.

Niespodziewanie w weekend się zrestartowałam. I to na poważnie. Lękałam się, że wyjście skończy się bezustannym patrzeniem na telefon, zastanawianiem się co słychać w pewnej pod toruńskiej miejscowości i zapijaniem smutków. Tymczasem wróciłam do domu o 7 rano z sercem na poziomie euforii, hehe. Były tańce, hulanki i swawole. No może swawole to nie do końca. Ale podchody były :) Czułam się atrakcyjna, adorowana, potrzebna. Mówiłam już, że uwielbiam to miasto? Obserwacja ludzi w toruńskich knajpach, to niesamowite doświadczenie. Zresztą nie tylko w knajpach, bo można spotkać także półnagiego faceta pod blokiem o 6 rano :)

Czuję się po tym weekendzie jak nowa. No może: odświeżona. Pewien Pan siedzi mi wciąż w głowie, ale jakby mniejszy- bo jak się tu nie martwić kimś kogo zdążyło się bardzo polubić? Ech, telefon wieczorny mnie zaskoczył. Tym bardziej, że zadzwoniłeś w dziwnym momencie (którego nie będziemy nazywali, bo to niepotrzebne). Telefon ten był dla mnie trochę jak test, barometr. Ale wynikami się nie podzielę.

Tymczasem dużo się dzieje i Ruda czeka na kolejne dni, bo lubi jak się dużo dzieje ;) Na urodziny do pewnego pana, który jest wszędzie nie idzie, mimo obietnicy tańca. I na żużel niestety też nie. Ruda jedzie do Poznania i do domu. I liczy, że dostanie obiecany taniec podczas kolejnego przypadkowego spotkanie w Kadrze.
17:33, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 czerwca 2011
Rzeczywistość zmusiła mnie do napisania drugiej już notki tego samego dnia... bo ja się już wali, to wali się wszystko. Po co się rozdrabniać. Nie wystarczy, że przestaje Cię lubić ktoś kogo Ty bardzo lubisz. Najlepiej jeszcze zabrać w pracy godziny, co zmniejszy pensje. I najlepiej mieć status bezdomnej od sierpnia. Fantastycznie...
20:50, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
Dodaje mi sił cały dzień.


That life is dead
I'm beginning new
I'm gonna kill my memory
I will destroy all that is yours
I can not lose my freedom


Zaklinam rzeczywistość.



03:08, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 czerwca 2011
Nieznośna ta cisza. Patrzę w ekran mego telefonu. Nie wiem, z przyzwyczajenia chyba i nie mogę uwierzyć, że to dopiero jeden dzień. Nieznośna cisza.

"Zostańmy przyjaciółmi" było lepiej usłyszeć niż "Przestańmy się ze sobą kontaktować"... Nie wiem czy mam wyciągać z tego jakieś morały? Wiem przecież jaka jestem. I po raz kolejny schrzaniłam coś się wydawało, że się nie da. Taki talent mam. I po raz kolejny będę szukać winy w sobie, choć może tej winy tam nie ma albo jest tylko mała? Mojego biadolenia nikt nie chcę już słuchać, bo i po co? Też bym się nie chciała słuchać.

Och, uczucia uczucia!! Któż to mnie obdarował ich nadmiarem?? Najróżniejsze, popakował w worki próżniowe, co by zmieścić ich więcej. Upchnąć nogą to się kolejne zmieszczą. Chciałam tylko byś wiedział, że nie czuję się komfortowo, że czuję się sama nie wiem jak. Że się po prostu czuję. A potem... potem sama nie wiem co się stało. Się stało. Koniec kropka i "tylko ten stuk, ten stuk, ten stukot w głowie....". Nie wiem po co to piszę. I tak tego nie czytasz.
Monologi wewnętrzne.
Niepotrzebne nikomu.
Rady porady wpuszczam jednym uchem, wypuszczam drugim.
W mojej głowie nie mam już na nie miejsca.

Szukam leku na nad uczuciowość i nadwrażliwość. Ktoś zna?? Wczoraj była burza i się nie było komu napisać, że się boję. A bać się bałam. Wiadomo. Odliczam dni do ostatniego czerwca, jadę wtedy na tydzień do domu. Tam przynajmniej nie będę biadolić, bo tam o niczym nikt nie wie. Czytałam ostatnio mądre rzeczy, ale nie mam siły by podzielić się nimi...może za kilka dni. Tymczasem bierzemy się w garść, idziemy na miasto udawać, że wszystko w porządku. W końcu pozbyłam się balastu w postaci niepotrzebnych ciuchów etc.
19:19, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 czerwca 2011
".... i życzę Ciiii tylko bajek wycinanek..."

Akuratnie w Trójce Kumka Olik leci. Pozytywne dźwięki na ciężki dzień. A ciężki, bo Ruda najpierw nawiedziła kartonowy domek co by w ogródku świętować prawie 30 urodziny kolegi Sąsiada.

(Wracamy tam i wracamy. Przyciąga mnie ten kartonowy domek i przyciąga)

 Potem spędziła 12 godzin w pracy i do domu wróciła następnego dnia rano. Okazało się, że Ruda działa demotywująco na niektóre osoby. Podobno też jest leniem. Podobno. Jest też koleżanką, co trzeba dobitnie zaznaczyć, by nie pomyślała nie wiadomo co. A najlepiej nawet nie ruszyć dupy, żeby się przywitać. Bo po co? Kolega obok się przywita. Powinno wystarczyć =/ Ale ostatecznie się okazało, że Ruda potrafi poznawać nowych ludzi i że może spędzić miły czas przy kolorowej wódce z nowo poznanymi 3 kobietami. I z lubością napawać się takimi słowami jak zaścianek, gnojek, dupek etc. Z pomocą nawet barmanka przychodzi i zasłania papierem toaletowym pewien autograf bardzo znanego pod toruńskiego perkusisty :)

Tymczasem jadę na mój ukochany Śląsk. Górny, żeby nie było wątpliwości. Choć Dolny też lubię.
23:37, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 14 czerwca 2011
Żyję. Na szczęście obok negatywnych emocji chłonę też to co dobre. Lepsze truskawki niż czekolada.


13:16, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Chciałabym być zimny draniem i nie czuć nic. Cały czas. Nie tylko czasami.


23:28, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
niedziela, 12 czerwca 2011
Nastrój dziś bardzo melodramatyczny. Kiedy jestem w ruchu, wśród ludzi nie mam czasu na myślenie. W ten weekend mam. Aż za dużo. Pół dnia przespałam próbując ukryć się w snach. Nigdy nie lubiłam smutnych piosenek o rozstaniach czy wiecznej miłości... inaczej, niektóre lubiłam, ale nigdy się na nich nie rozczulałam. A teraz proszę. Na takie melodramatyczne rzeczy zwracam uwagę:


Stanley Kubric, Unlited 1950, Venezia, Istituto Veneto di Scienze Lettere ed Arti

Powinnam się uodpornić. Stara dupa jestem. Co pierwszy raz ktoś Ci pojechał tekstem "zostańmy przyjaciółmi"? Ostatnio dzieję się to z częstotliwością 3-4 miesięczną. A mi jakieś melodramaty w głowie. Nic się nie stało. Przecież dobrze wiesz. Nic się nie stało. Bycie przyjaciółmi jest przecież taaaakieeee zajebiste. Dzwonić do siebie możemy, gadać o ładnej pogodzie, koszeniu trawy i dupie marynie. Mnie i tak nikt nie chce słuchać. Nikt nikogo nie chce słuchać. Przecież wiadomo, że jej to minie. Potem będzie następny, następny. I skończy się podobnie. Dajmy na wstrzymanie. Może ja powinnam po prostu kopiować te notki?? Istny melodramat. Tani do tego.
Nienawidzę siebie. Jeść mi się nie chcę ostatnimi czasy. Może zniknę???

No dobra koniec z melodramatyczną notką na dziś. Polecam się oto ja rozhisteryzowana, egoistyczna, nadwrażliwa Ruda z miasta Toruń.
16:23, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 czerwca 2011
Spokojnie, żadne to miłosne wyznanie. Bynajmniej. Była Ruda na Sonisphere. Jechała pijanym busem z przewagą koloru czarnego (nie mniej w drodze powrotnym pięknie śpiewającym "Daj mi tę noc"), siedziała na mokrej trawie, rozmawiała i śmiała się. Śpiewała (a przynajmniej próbowała), słuchała Killing Joke, Iron Maiden i Lemmiego. A i również Volbeat, z którego ukradła opis. Poza tym pięknie straciła dystans, ale za to dzielnie walczyła z pokusami i ograniczyła się do przypadkowego dotknięcia (ewentualnie dotknięć ;p). Nie licząc oczywiście tych momentów, kiedy musiała się bronić, a było ich całkiem sporo :)

Nie żałuję, że tam pojechałam. Było cudownie. Ale zastanawiam się czy aby słusznie postąpiłam. Może powinnam nie odwzajemniać tych uśmiechów? Wsiąść do busa, wysiąść w Warszawie i uciec gdzieś w tłum?! A tak spędziłam fantastyczne 19 godzin z "moich byłym niedoszłym chłopakiem", marząc by się one nie skończyły :) Zadziwiłeś mnie, oszuście matrymonialny. Nie powiem, nie powiem.
Nie mam powodów do kaca moralnego, co najwyżej mogę być na siebie zła, że doprowadziłam do takiego stanu, w którym nie sposób zaprzeczyć, że lubię tego człowieka. Cóż, koncert się skończył, jestem w Toruniu... witaj piękna rzeczywistości...





16:54, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 09 czerwca 2011


A no Ruda jedzie jutro na koncert. Z okazji tej poszła kupić sobie czarną koszulkę, wróciła z dwiema koszulkami oraz torbą w kwiaty. A co tam :)
Bałam się środy, ale o dziwo przetrwałam. Miałam tylko jeden kryzys emocjonalny, ale dostałam pozytywne myśli ze strony mojej pięknej panny M. i nie było tak źle. Wieczorem zaś pan ze świetnym wyczuciem czasu zaprosił mnie na piwo z okazji przyjazdu pewnego pana Litwina, u którego zdarzyło mi się jeść o 5 rano smażonego kurczaka. W Wilnie oczywiście.
W Tratwie opętani bluesmani grali bluesa, Martinas próbował łączyć ich rytmy ze swoimi brazylijskimi, ale ostatecznie dobił go Dżem (to akurat teoria pana Sąsiada, ale muszę się z nią zgodzić- mówimy nie skautowym piosenką Dżemu). Cudownie było posiedzieć bez emocjonalnego balastu. Pośmiać się, słuchać mieszanki polsko-litewsko-angielskiej...
Balast nie zniknął do końca. Jest, ale staram się go szczelnie zapełnić ironią i cynizmem. Sądzę, że mi wychodzi, skoro mam się przygotować na ukaranie :)
19:01, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
adopt your own virtual pet!



statystyka