czwartek, 28 czerwca 2012
Gdy nie ma Bartka, moim ulubionym zajęciem jest podglądanie ludzi. Ale nie takie z cyklu: poduszka i cały dzień na parapecie. Wyłapuję po prostu małe szczęścia ludzi- rzucane uśmiechy i słowa, przytulanie, czułe gesty. Cudownie jest patrzeć na rodzący się (lub trwający) romans. To jak dla tych osób nie istnieje nikt inny, tylko druga osoba. To jak się dotykają, to jak na siebie patrzą. Jestem spragniona takich uczuć, gdy B. jest daleko. Ale jest to miłe uczucie, nie zazdroszczę, nie smucę się, bo wiem, że też tak mam. Że wystarczy poczekać dwa, trzy dni.

Po ostatnich problemach (zdarzyło mi się zemdleć na ulicy i polecieć prosto na szczękę), dziś miałam dzień bez pośpiechu.


 


Leżałam na trawę i czytałam książkę na dzisiejszy DKK. Oczywiście nie skończyłam, i dziś też nie skończę, bo to horror, a ja strachliwa jestem, akcja dzieje się w wieżowcu, obudzę się pewnie w środku nocy i z przerażenia nie zasnę.
Ekwipunek w góry zakupiony, jeszcze jutro zajrzę do sklepu po śpiwór. Nie mogę się doczekać!! Zresztą, pewnie to banalne i tkliwe, ale nie mogę się doczekać każdego dnia z B. Och, ach i och :)
22:08, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 12 czerwca 2012
Ach, jakże się cieszę!! Jedziemy w góry, w Karkonosze i Góry Izerskie. Dopóki nie zaczęłam tego planować wydawało mi się to trochę nierealne. Ale teraz, gdy miejsca zarezerwowane, zaliczki wpłacone, autobusy i pociągi sprawdzone to wiem, że to tuż, tuż. Teraz z podniecenia zaglądam co chwile na strony zarezerwowanych schronisk (i nie tylko) i oglądam zdjęcia okolic, pokoi i wszystkiego co się da. Nie wiem jak wytrzymam ten miesiąc do wyjazdu :)



Przede mną tyle dobrego, więc mam nadzieje, że czas szybko minie- wyjazd do domu (i nad morze!!), Michalinowo- Łukaszowy ślub (ach, jakże to cudowne będzie, na pewno będę płakać), wyjazd naukowy do Gdańska i do Warszawy. No i jeszcze Euro, i Sons of Anarchy do nadrobienia.

I do bólu będę przeglądać jeden z moich ulubionych blogów, "Moje Klimaty", żeby wprowadzić się w tematykę tamtego regionu. I trochę się przekonać, bo przecież nie od dziś wiadomo, że jestem fanką Podhala i okolicznych gór (ach, Gorce, nieustannie tęsknie).
A we wrześniu... a we wrześniu Praga :) Bilety już kupione, więc nie ma wyjścia. Grant promotorski, który mi się dostało czeka na wydanie.
Ahoj!!
14:44, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 05 czerwca 2012
Ostatni weekend był takim typowym weekendem z definicji, jakiego nie miałam od dawna i jakiego nie będę mieć do lipca- zaczął się już w czwartek pakowaniem na wyjazd do Warszawy i trwał, trwał i trwał.

Było telepanie się autobusem po 4 godziny, siedzenie do 5 nad ranem aż za oknem zrobiło się jasno, chodzenie na koncerty, bieganie w czerwonej pelerynie podczas deszczu, słuchanie Slayera i Limp Bizkit, zasłuchiwanie się w In Flames, koncertowe spełnienie marzeń (Illusion!!), śmiechy i żarty. Było zwyczajnie, a jednocześnie tak niezwyczajnie. Czułam się, że znam tych ludzi tak długo, że rozumiemy się bez słów, a jednocześnie czasem jakbym była obok. To nie było wyobcowanie. To było takie obok, na jakie możesz sobie pozwolić gdy znasz już kogoś tak długo, że nie przeszkadza Ci, że czytasz inne książki, słuchasz innej muzyki i trochę inaczej patrzysz na świat.



Tuż przed wyjazdem natknęłam się na pewną osobą. Zupełnie przez przypadek. Nie wywołało to we mnie żadnego natłoku emocji, ot wyrwało mi się małe słowo na k... i tyle. Tak się tylko zastanawiam, ile na świecie jest osób, które tkwią w toksycznych relacjach: bo wydaję im się, że nie mogą bez tej osoby żyć, bo jest im wygodnie, bo nie wyobrażają sobie, że może być po prostu lepiej. Patrzę na siebie sprzed roku i patrzę na siebie teraz i nie mogę uwierzyć, że tamta ja i ta ja, to te same osoby :) I co więcej cieszę się z tego!! Ta ja słucha teraz In Flames, czeka na B. i czyta zbiór opowiadań Edgara Allana Poe. Tamta ja leży gdzieś odsunięta bardzo daleko, tylko ku przestrodze.
20:28, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
adopt your own virtual pet!



statystyka