czwartek, 31 sierpnia 2006

W końcu krzyżaczka jestem i wracam do korzeni (tak, październik tamtego roku, "jak to jest żyć z pernamentną świadomościa własnej skończoności?" Smile i moje głupie uczucie do niego). Kłóciłam się z Awrukiem i resztą, że nie jestem krzyżaczką, tylko krzyżakiem, oni, historycy za dychę z tymi swoimi argumentami,heh. Dla nich jestem krzyżakiem, ale dla siebie ostałąm krzyżaczką, bo to tak ładnie brzmi. Uroczo.

Opijam się maślanką, moim uzależnieniem- o smaku pomarańczowym, przepyszna. Moim zdaniem najlepsza na rynku, a trochę jej już wypiłam. Gadamy z Madzia (obie jesteśmy "zawoalowane", jak to stwierdziła pięknie), byłam dzisiaj w Słupsku, chwilę widziałam się z Kasikiem.I ogólnie moje życie stało się zakichane i zakatarzone, a jutro mamy szaleć w coolu. Hmm, będzie dobrze, co? Dzisiaj bez żadnych "skrótów słowno- myślowych". Nie mam po prostu sił. I jeszcze dzisiaj sobie zadzwoniłam (ale ciichhoooo, bo miałam o NIM nie pisać)

22:06, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (3) »
środa, 30 sierpnia 2006

Skulony w jakiejś ciemnej jamie smaczniem sobie spał
I spały małe wilczki dwa - zupełnie ślepe jeszcze
Wtem stary wilk przewodnik co życie dobrze znał
Łeb podniósł warknął groźnie aż mną szarpnęły dreszcze
Poczułem nagle wokół siebie nienawistną woń
Woń która tłumi wszelki spokój zrywa wszystkie sny
Z daleka ktoś gdzieś krzyknął nagle krótki rozkaz: goń -
I z czterech stron wypadły na nas cztery gończe psy!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe
W gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Ten który rzucił na mnie się niewiele szczęścia miał
Bo wypadł prosto mi na kły i krew trysnęła z rany
Gdym teraz - ile w łapach sił - przed siebie prosto rwał
Ujrzałem małe wilczki dwa na strzępy rozszarpane!
Zginęły ślepe, ufne tak puszyste kłębki dwa
Bezradne na tym świecie złym, nie wiedząc kto je zdławił
I zginie także stary wilk choć życie dobrze zna
Bo z trzema naraz walczy psami i z ran trzech naraz krwawi!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe
W gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Wypadłem na otwartą przestrzeń pianę z pyska tocząc
Lecz tutaj też ze wszystkich stron - zła mnie otacza woń!
A myśliwemu co mnie dojrzał już się śmieją oczy
I ręka pewna, niezawodna podnosi w górę broń!
Rzucam się w bok, na oślep gnam aż ziemia spod łap tryska
I wtedy pada pierwszy strzał co kark mi rozszarpuje
Pędzę, słyszę jak on klnie! Krew mi płynie z pyska
On strzela po raz drugi! Lecz teraz już pudłuje!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe
W gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Wyrwałem się z obławy tej schowałem w obcy las
Lecz ile szczęścia miałem w tym to każdy chyba przyzna
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi długi czas
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna!
Lecz nie skończyła się obława i nie śpią gończe psy
I giną ciągle wilki młode na całym wielkim świecie
Nie dajcie z siebie zedrzeć skór! Brońcie się i wy!
O, bracia wilcy! Brońcie się nim wszyscy wyginiecie!

Obława! Obława! Na młode wilki obława!
Te dzikie zapalczywe
W gęstym lesie wychowane!
Krąg śniegu wydeptany! W tym kręgu plama krwawa!
Ciała wilcze kłami gończych psów szarpane!

Jacek Kaczmarski
1974
22:35, rudakrzyzaczka , Czytam
Link Dodaj komentarz »

by Coffola. Zajrzałam na tą stronke o imionach i urodzinach i cóż tam o sobie znalazłam. A proszę bardzo. Kierując się datą urodzenia:

 "Nierzadko pośród otoczenia składającego się z ludzi banalnych i przeciętnych - ogarnia go głęboka tęsknota wewnętrzna za czymś wyższym i bardziej idealnym; odczuwa wówczas żywe niezadowolenie i pod jego wpływem może popełniać niezręczności towarzyskie lub narazić się innym ludziom. Więcej uwagi zwraca na treść, aniżeli na formę. Ale to lekceważenie form towarzyskich i przypisywanie wyłącznego znaczenia jedynie uczuciom - może go doprowadzić do dużych dysonansów życiowych i nieporozumień."

A jeśli chodzi o imię (to dopiero jest śmieszne:P): "Osobowość: Istota doskonała, piękność królestwa." Uważają, że sam ich udział w czymś wart jest wynagrodzenia." Albo:  TYP: Bardzo pobudliwe i uczuciowe. Są wrażliwe na wszystko, co stanowi urok życia, mają wrodzony zmysł poezji, piękna, elegancji. (HEHE) Nie trzeba pozwalać, by jako dzieci grały rolę małych królowych, mają bowiem skłonność do lenistwa (NO DOBRA TO AKURAT PRAWDA), do powolnego reago­wała i odkładania wszystkiego na później. Jak ich kwiat totem, orchidea, są cieplarnianymi kwiatami, potrzebującymi słońca i ciepła! Albo to jest jeszcze lepsze, heh: "Na ogół czują wstręt do nauki, albo też podchodzą do niej wedle swej fantazji, interesując się geografią, bo profesor ma ładne oczy." "To typowe kobiety-dzieci, kobiety-kwiaty, które nie­pokoją, zachwycają, doprowadzają do rozpaczy ado­ratorów, aż do dnia, gdy trafią na mężczyznę-ojca, który nie cofnie się przed klapsami i wytresuje je, ale na jak długo?"

Co mi się podoba: "Jest bardzo silna i daje im ten kapryśny charakter, stanowiący zarazem ich urok i słabość. Mało przyjaźni z kobietami. Trochę więcej z mężczyznami, ale ich nadmierna kobiecość bierze wówczas górę i szybko przekształcają tych nieszczęśni­ków w niewolników. Porażki stanowią dla nich znie­wagę, rzuconą ich czarowi."

Co jest prawdą: "Mo­gą być malarkami lub modelkami, ale nie wymagajcie od nich stawiania się o siódmej rano w fabryce. Są bardzo niezależne." "Są to typy silnie introwertyczne, czujące się dobrze tylko w swym własnym świecie. Tam marzą o klejnotach, pałacu i uroczym księciu. Są zaborcze. Żyją w wyimaginowanym świecie, co prowadzi je do ciągłego i częstego mimowolnego kłamstwa." "Muszą panować nad zalewającą wszystko uczuciowością, która prowadzi je do szalonych marzeń."

A co w połowie jest prawdą: "Posiadają dar wykorzystywania dyna­mizmu innych, zwłaszcza swych niezliczonych wielbi­cieli." (tylko tych niezliczonych wielbicieli jest mniej:P)

Podoba mi sie to:) Uśmiałam się heheh. 

22:19, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
Najpierw atak na byłych ministrów spraw zagranicznych. I to przez kogo? Pana, który nieraz pokazał nam swoją sympatie do teczek, nie zawsze opartą na prawdzie. Potem brak jakiejkolwiek reakcji ze ztrony zwierzchników tego pana, który obraża tak wielkie osobistości jak Bronisław Geremek (mój mentor historyczny) czy Władysław Bartoszewski, i równie znaczące jak pan Cimoszewicz, Olechowski czy Rossati. A teraz atak LPR na równie duży autorytet, jakim dla mnie jest, był i będzie Jacek Kuroń, bo w przeciwieństwie co do niektórych człowiek ten nie bał się ciężkiej pracy i wierzył w wolność ora zdrugiego człowieka. Jest mi wstyd za taką partię. Za ludzi, którzy żądają teraz pośmiertnego odebrania mu Orderu Orła Białego. Naprawdę jest mi wstyd, że głos takich ludzi idzie w świat jako głos Polaków.
21:48, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (4) »

Nie zostawiłam wczoraj znaku życia teraźniejszego, bo byłam zajęta, po pierwsze- znajdowaniem tych linków na zaliczenie informatyki, po drugie- walką z przeziębieniem a dokładnie z kichaniem, po trzecie- ogarnianiem swojego zapału. Tak czasem ze mną bywa, że pojawia się u mnie niespodziewana fala zapału. Objawia się to przeważnie tym, że chcę nagle czytać wszystko co mam pod ręką, pisać (w tym momencie fabułę o relacji Ssman- kobieta) i odkrywać co nowe. To dzięki wizycie w Kętrzynie i wchłonięciu tej atmosfery oraz wczorajszej pracy. Natrafiłam bowiem na ciekawą stronę o wsi Gwda, pod Szczecinkiem, leżącej na trasie kolejowej Słupsk- Szczecinek.

Dużo się ostatnio mówi o Związku Wypędzonych, ale nie wiele osób stąd zdaję sobie sprawę o niemieckości tych ziem, mieszkam geograficznie na Pomorzu Środkowym, ale historycznie obszar ten należał do Pomorza Zachodniego, do Gryffitów, częsć do Krzyzaków, później pruskich Hohenzolernów. W imię polityki historycznej prowadzonej przez naszych dwóch szanownych Twinsów, która chce odzyskać wszystko (nawet psie kupy), powinnam najpierw coś o Chrobrym wspomnieć. Ja chcę jednak o niemieckości, o tym, że  ci, którzy tu mieszkają nie interesują się historią, jakby obawiali się, że odkryją coś co do nch nie będzie pasować. Zabawne, że w tej głośnej dyskusji o niemieckich wypędzonych nie wypowiadają się główni zainteresowani, ci co pojawili sie w ich domach, na ich ulicach, ich cmentarzach. Tu jest cicho, nie ma debaty, krzyczy tylko centrala, "centrala nas ocali". Może tu nikt nie obawia się Niemców? Może to lęk o zarzucenie braku patriotyzmu i zapomnienia, kto wywołał wojnę? Dla mnie nie jest to właściwy argument(ale "centrala nas ocali"). Rozpoczęcie debaty o dawnej niemieckości tych ziem, o wypędzonych, nie jest jednoznaczne z negacja historii i afirmacją nazizmu, jak to sie co niektórym wydaję. To odkrywanie historii mojego regionu, poznawanie tamtych odległych czasów, żmudne zbieranie danych i odkrywanie faktów, o odczuwaniu których centrala nie ma pojecia. To nie żadna chora polityka historyczna, bo historia to czysty obiektywizm i poszukiwanie prawdy, nie ważne jaka ona była. Coś takiego jest moralnie dwuznaczne i jest zepchnięciem tej dziedziny nauki w kierunku ideologi. Coś takiego już było, nie po to szłam na ten kierunek, by jako kolejne pokolenie coś podobnego przeżyć.Nie chće sie utożsamiać z tym państwem, które chce uczyć dzieciaki, jak mają myśleć. Dobra szkoła, to szkoła wolna od wszelkiej ideologii, a więc i polityki historycznej.

11:50, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 28 sierpnia 2006

 Czułam się trochę samotna, ale ja lubię bywać sama, więc jakoś to przeżyłam. Nie było źle, leśnicy, jak już wspomniałam to niesamowici ludzie, bardzo rodzinni i ciepli, był tam zresztą wujek Marek i Gruszki, też rodzina oraz dużo sąsiadów z osiedla. Co mi się nie podobało? Zachowanie mojej mamy. Nie dziwię się, że nie jest zżyta z grupą. Jak sie obgaduje ludzi, to jest to jednocześnie wymierzone w ciebie. Jak to się mówi- w przyrodzie nic nie ginie, prędzej czy poźniej wychodzi to, że ktoś jest nieuczciwy, nielojalny i po prostu niemiły. Nie lubię takich ludzi,sama staram się tego nie robić, nie korzystać z propozycji ludzi, którzy nas kuszą "miłymi" rozmowami na temat innych, bo to ma krótkie nogi. Poza tym nie podoba mi się charakter mojej mamy, sposób jaki się wypowiada, te jej zdrobnienia imion, które brzmią falszywie i brak poczucia humoru. Czy dzieci swoich rodziców muszą być takie jak ich rodzice? Bardzo mnie to ciekawi. Mam nadzieję, że na to jacy jesteśmy ma duży wpływ także to, co robimy, to że studiujemy, obracamy się w innym towrzystwie, rozwijamy się kulturalnie itp. Ale miało być o wrażeniach a nie uwarunkowaniach genetycznych.

DZIEŃ 1- RESZEL- po 8 godzinach jazdy lekkie rozczarowanie, zamek za gładki, w sumie nic szczególnego z dziedzincem, wieżą, jedną zachowaną basztą i kościołem jako wschodnią ścianą z otynkowanymi sterczynami. Okazało się, że machikuły to nie jest to, co myślałam. Samo miasto zachwyca rynkiem z uliczkami dochodzącymi do niego, patrząc na to można sobie wyobrazić jak kiedyś tętniły życiem, i do tego ruiny XV-wiecznnej plebanii nieopodal zamku (kolejna ruina, którą chciałąbym kupić i uratować). ŚWIĘTA LIPKA- piękne miejsce, nie byłam przygotowana na przeżycia duchowe, stąd tylko wrażenia estetyczne, ale jakie!! Nie dość, że magiczne położenie, kalsztor jezuitów z tymi swoimi cudownymi okienkami i ogrodem (czy zwracacie uwagę na okna w klasztorach? ja zawsze!),czysta magia!, to jeszcze te wnętrza. Zdecydowanie in plus. MAMERKI- buknry głownych sił dowodzenia Wermachtu, wciąż nie zniszczone, przypominają jaką potęgą była III Rzesza. WILCZY SZANIEC- GIERŁOŻ- pisałam to śpiąc własnie w budynku zajmowanym kiedyś przez gwardię Hitlera, dziwnie się trochę czując, w końcu wyobraźnia działa (i jeszcze te moje sny z IIwojny światowej) i podpowiada co mogło się tam dziać. Z drugiej strony zastanawiałam się nad tym, jakimi ludźmi prywatnie byli ci żołnierze, jakie mieli charaktery, czy kogoś kochali, jak sie odnosili do kobiet. Chciałabym choć na chwilę przenieść się w tamte czasy, pobyć tam nie jako przedstawicielka tej "gorszej rasy", ale jako Niemka poznać ich odczucia, marzenia. Jak zawsze przejęłam się przechadzając się tymi samymi ścieżkami, po których chodził Hitler, zastanawiając sie jaki był na prawdę, co go popchnęło do takich czynów. Mimo wszystko był geniuszem, zbrodniarzem, którego to przerosło, szalonym człowiekiem. Jakże musieli być też szaleni ludzie, którzy w niego uwierzyli, gdy ten wyjął na światło wszystkie najczarniejsze ludzkie myśli i pragnienia oraz zaczął je realizować. Co się z nimi stało, że poczuli się lepsi od innych do tego stopnia, żeby ich zgładzić?

DZIEŃ 2- MAZURY, SUWALSZCZYZNA (noc była spokokojna, zabrałam mamie bardziej miękką poduszkę, duchy mnie nie nawiedziły). MIKOŁAJKI- wystarczyło, że się pojawiły a przypomniały mi się te chwile 2 lata temu- ja, Kinga, Dawid, Karol, Daniel, Koluch, bar Bols, budka z goframi, nawet trampolina w tym samym miejscu stała. Cudne to były chwile! "Więcej wiary w siebie"- czy wyciągnęlam z tego wnioski? Nie wiem ale wspomnień o karolu i naszym wakacyjnym romansie nikt mi nie odbierze. SUWALSZCZYZNA- piękna!!! ma tę magię, której nie mają Mazury, nie jest tak tłoczno, a jaka przyroda! Do tego Augustów- ładne plaże, promenada, a i tyle się dzieje. Trzeba tu przyjechać! Kanał Augustowki trochę przereklamowany, widoki ładne,ale może to, że w naszej śluzie tylko różnica metra była niwelowana, nie było tyle wrażen. STUDZIENICZNA- małe, urocze sanktuarium, z niesamowitym księdzem, który opowiadał tak pięknie, potem ognisko, na którym się trochę nudziłam,ale to przez to, że jestem córką i to córką mojej mamy, o tym było niżej. Umocniło mnie to w jednym-  leśnicy to niesamowici ludzie, pełni miłości i przyjaźni, lubię patrzeć na małżeństwa leśników, sama bym o takim marzyła, ale póki co mam 17stolatka, który mnie uwielbia i za mną tęskni.

DZIEŃ 3- LITWA- zmęczona, ale zadowolona. kraj mnie nie zachwycił do końca, ale chciałabym tam jeszcze wrócić. Do Wilna, bo się remontuje, w 2009 roku. Ładne miasto, ale jeszcze nie ma klimatu Pragi, ma jednak potencjał i dobre rokowania, bo  w niektórych miejscach już go czuć- cmentarz na Rossie, wieża telewizyjna, Trzy Krzyże, wnętrza bazyliki Piotra i Pawła. Najwięsze wrażenie zrobił na mnie jednak amfiteatr przy Trzech Krzyzach , gdybym tam mieszkała siedziałabym tam godzinami. Heh, polecam jescze tamtejsze toalety przy Krzyżach, atrakcja nie do zapomnienia:)

DZIEŃ 4- TROKI- Karaimi, kibiny, śluby , uroczy zamek, brzydkie bursztyny i wyroby z nich, cudne wyroby lniane (ha,moja zdobycz- przepiękna lniana torba w koty), KOWNO- miasto jeszcze z piętnem Związku Radzieckiego,jak całą Litwa, ale ma przepiękny punkt widokowy z motylkiem robionym z kwiatów na zboczu.

DZIEŃ 5- WIGRY- zmęczenie, samotność ale w pozytywnym znaczeniu, wiejski chleb i bolące nogi w autobusie.

19:22, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »

Po piewrsze- zmęczenie, kiklanaście godzin dziennie w podrózy, w autobusie, wszędzie biegiem, wszędzie szybko, taki jest minus wycieczek zoorganizowanych, ale nie będę narzekać, bo byłam tam za darmo, okazja spania w hotelach powyżej 100 zł za dobę raczej się nie zdarza zbyt często a leśnicy to bardzo sympatyczi ludzie. Po drugie- zobaczyłam dużo, ale traktuję to raczej jako preludium do moich prywatnych podróży. Po trzecie- cepeliny są niedobre, ale Litwini mają ciekawy zwyczaj ślubny: kolorowe suknie, dużo druchen, panny młode na czerwono, zdjęcia w plenerze. Czas na szczególy.

PLAN WYCIECZKI:

  1. 23 sierpnia, środa, w drogę!- wyjazd w kierunku Warmii i Mazur  w godzinach wczesnoranych (och, o 5 rano!!), przejazd do Reszla (na szczęscie co dwie godziny były przerwy na wc,heh, na nieszczęsie mojej mamy usiedliśmy koło jej szefa,bo z tyłu nie bylo już miejsca, ale obok nas siedzieli sympatyczni ludzie, więc nie było tak źle), zwiedzanie Zamku w Reszlu. Nastepnie przejazd do Świętej Lipki, zwiedzanie sanktuarium i wysłuchanie koncertu organowego, dalszy przejazd w kierunku Kętrzyna, i zwiedzanie Kwatery Hitlera,zw. Wilczym Szańcem- miejsca nieudanego zamachu, wcześniej Mamerki- głowna siedziba sił Wermachtu. Zakwaterowanie w hotelu (w dawnej siedzibie gwardii Hitlera), obiadokolacja (20:40, nieprfesjonalnie przygotowana, byliśmu już ponad 15 godzin w podrózy, a nie dali nam nawet ciepłej herbaty, co tam nic nie było do picia!, i tak robi hotel 80 zł za dobę?) i nocleg.  
  2. 24 sierpnia, czwartek, Mazury w pełnej krasie!- Po śniadaniu wykwaterowanie i przejazd do Mikołajek: tu czas wolny, dalszy przejazd do Augustowa ( nie umieszczę tu linku do tego miasta z wiadomych względów- budowy obwodnicy, która zniszczy rejon Rospudy,ponieważ popieram prostest ekologów, GW, Greenpeace i wielu ludzi, kochających naturę), gdzie rejs Kanałem Augustowskim, zakończony w Studziennicznej, w przepięknym sanktuarium, szkolenie i ognisko z miejsowym nadleśnictwem w postaci 2 pracowników i pijanego pana leśniczego. Następnie nocleg w Serwach w pięknym hoteliku za ponad 100 za osobę do którego raczej nie wrócę. 
  3. 25 sierpnia, piątek, Sąsiadów trzeb znać!  po wczesnym śniadaniu ( godzina 5!!!!!)  przejazd na Litwę- Wilno, Kowno, Troki, czyli standardowy program dla Polaków, za szybko, żeby poczuć klimat tego kraju, obiad w klimacie regionalnego dania, heh, czyli w wyniku pomyłki zamiast cepelinów, schabowy, atrakcja dnia, nocleg pod Wilnem, biesiada na pewno nie litewska, a ja zresztą jak zwykle, wieczór spędziłam sama przy piwie szkoląc mój angielski na litewskim MTV.
  4. 26 sierpnia, sobota, TROKI I KOWNO!- rano cmentarz na Rossie, zwiedzanie Trok i Kowna, tam zakupy (przepyszny litwski chleb), powrót do Polski i nocleg w Serwach.
  5. 27 sierpnia, niedziela, Wigierski Park Narodowy - wszyscy zmęczeni pojechaliśmy nad jezioro Wigry, gdzie zwiedzliśmy klasztor pokamedulski  , nad Wigrami spędziliśmy 3 godziny a potem ponad 12 jechaliśmy do domu. Nogi miały prawo boleć, szczególne jak ktoś ma długie i mu się nie mieszą:)                          
17:53, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
Narazie największym wrażeniem jest to, że łapie mnie przeziębienie i wkurza mnie syf jaki zostawiła moja siostra w pokoju. Nie jestem pedantką, ale estetką i nie chcę żyć w takim brudzie  :/ Czemu ja nigdy nie mogłam mieć swojego pokoju??
14:50, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
...i ponad 750 km, ale jestem już w domu. Poźniej wrażenia, teraz ide spaaać, w końcu :) DOBRANOC.
00:31, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 22 sierpnia 2006

jutro o 4:45 wyjeżdżam z mamą do Wilna :) Chwilowo zabraknie więc tutaj moich błyskotliwych myśli nie mówiąc już o rozważaniach polityczno- społeczno- kulturalnych. Wracam w niedzielę, mam nadzieje pełna wrażeń.

ps. Kasik, dzięki za dzisiejszy dzień prawie jak w Ustce:) Bartek chyba cię nie zamęczył?

21:48, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
adopt your own virtual pet!



statystyka