czwartek, 13 sierpnia 2009
Znów się muzycznie zakochałam. Niby nazwa obiła mi się o uszy, niby już to sprawdzałam, a jednak... Zespół nazywa się Black River, a wokalistą jest Maciej Taff z Rootwater (patrz tutaj). Składa się także z innych muzyków z nie mniej dobrych kapel (chociażby Orion z Behemota). Więcej o nich na myspace.






21:10, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Dodaj komentarz »
Wróciłam od Kinjora z leniwego proto-weekendu na wsi i szykuje się na kolejny wyjazd. Najpierw jedziemy na Śląsk z przystankiem w Częstochowie po... psa ;) Po uroczego labradora, który zajmie miejsce Dżekiego. Wymyśliła to moja siostra, ale przy okazji odwiedzimy rodzinkę w Bytomiu.
A w poniedziałek... a w poniedziałek wsiadam w pociąg i ruszam do Krakowa!!! Cieszę się bardzo, bo w końcu będę w tym mieście zupełnie prywatnie i zupełnie wakacyjnie, bez tuzina dzieci pod sobą i bez konferencji. I do gór tak blisko (oj będzie kusić, żeby wsiąść w busa i pojechać gdzieś). Za to na pewno wyciągne M. do zoo=) Jeszcze nie wierzę, że będę mieszkać w taaakiim hotelu, jak już tam zamieszkam to podzielę się wrażeniami. Hey, przygodo!
17:22, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 sierpnia 2009
No tak wzięła mnie. I trzyma jakiś czwarty dzień. Do lekarza oczywiście nie poszłam, bo lekarz w Toruniu, ja na Pomorzu, bo książeczki nie mam, bo wyzdrowieje... ech... a tutaj z każdym dniem coraz gorzej i końca nie widać. Straszą mnie tutaj pewnym znanym wirusem, ale mój jedyny kontakt ze Stanami ogranicza się do rozmowy z niejakim panem M. na ostatniej kolonii, który w Bostonie do szkoły chodził. Bardziej winię deszcze na koncercie Guano i tą radosną godzinkę w mokrym ubraniu, bo akurat dawne zauroczenie schroniło się pod naszą wiatą. I się ma katar, kaszel, gorączkę i inne nieprzyjemne objawy w środku lata, gdy za oknem 30 stopni i opalać się chcę =(

Tymczasem słucham (Trójki i ostatniej płyty Strachów, którą niedawno zakupiłam), śpię i czytam. Skończyłam książkę zakupioną jeszcze w Suwałkach, gdy pozycja z taniej książki w Mrzeżynie okazała się nie do przejścia. To "Zima w Madrycie" C. J. Sansom'a, brytyjskiego pisarza, z wykształcenia doktora historii. Opowiada ona o czasach hiszpańskiej wojny domowej i wygranej generała Franco. W te wydarzenia wpleciona jest historia szpiegowska oraz wątki miłosne: poszukiwania dawnej miłości, obozy koncentracyjne, zniszczony Madryt, porachunki między stronnictwami w rządzie Franco etc. Z zaskakującym zaskoczeniem, ale nie zrobiła na mnie zbyt dużego wrażenia.
Wróciłam także do mojej książki z dzieciństwa "Więcej niż przyjaźń" Eugeniusza Iwanickiego, ale niestety rozczarowałam się. Są takie legendy, których sprawdzać się nie powinno. Szczególnie jeśli dotyczy to uwielbianych w dzieciństwie książek...
21:21, rudakrzyzaczka , Czytam
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 sierpnia 2009
A u Rudej ostatnio było tak:



Było tak rano, w południe a czasem i w nocy. I zdecydowanie to w nocy Ruda pamiętać chcę. Bo co? Bo można i nikt jej nie zabroni pamiętać stołkrówek, rozsiewajek i "spodni latających wiewiórek". Niech Leśmian coś powie:

"Na niebo wypływają białych chmurek żagle,
Od twojej płynie strony niebieska fregata
Nie do mnie, nie od ciebie. I poczułem nagle,
Że już nigdy nie będzie jak zeszłego lata.

Noc przyjdzie księżycowa i w twoim ogrodzie
Na srebrnej trawie cienie ułoży ogomne.
A później będzie koła rysować na wodzie,
Gdy będziesz szła ogrodem nie ze mną, nie do mnie."

B. Leśmian z tomu Srebrne i czarne


Odpoczęłam. Odetchnęłam. Pozbyłam się goryczy i już z radością mówię o tym, że dostałam się na doktorat na 13 miejscu i bez stypendium. Nie zazdroszczę, bo sama wybrałam taką drogę, a za kilka oczek wyżej nie oddałabym pięknych wspomnień z gór.

Pokochałam morze. Naprawdę. I słońce. A wszystko dzięki 2 tygodniom w Mrzeżynie (heh, wrzucanie do wody przez ratowników lub przez dzieci w ramach narzuconej im przez owych panów rozgrzewki w gruncie rzeczy było całkiem sympatyczne).

Wróciłam także na Woodstock. Bałam się tego- bałam się, że nie będę potrafiła wczuć się w ten klimat, że tak ja za ostatnim razem 3 lata temu będzie mnie denerwować ten klimat rzekomej wolności i alternatywy. Ale o dziwo wszystko się udało, koncerty były fantastyczne (szczególnie Guano Apes, mimo tego deszczu oraz Clawfinger) i nawet jestem gotowa pojechać tam znów;)


piątek, 07 sierpnia 2009



Odszedł wczoraj. Mieszkał z nami 13 lat, wołaliśmy na niego Dżeki, czasem Czarny i Grubas. Był  psem mieszańcem, stróżem i przyjacielem, obecnym przez większą część mojego życia. Gdy odchodzi przyjaciel robi się smutno...
12:27, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
adopt your own virtual pet!



statystyka