sobota, 29 września 2007
Spakowałam się. Ja nie wiem skąd tyle rzeczy, ale mi się wydawało, że prawie nic ze sobą nie przewoziłam, ale jak się zaczęłam pakować to wyszedł z tego duży plecka, 2 wielkie torby, mały plecak, 2 szkrzynki, kilka kartonów po butach, jedna reklamówka z notatkami i Azor. Ja nie potrafię sobie wyobraźić jak można się spakować tylko w jedną torbę, jak wyjeżdża się na taki czas. Skąd u mnie tyle rzeczy??

Jadę dziś do Izy;) Szczęśliwym zbiegiem okoliczności tata jutro rano najpierw musi zawieźć mamę do Słupska, to akurat mnie odbierze. A już myślałam, że grzecznie położę się spać. Idę robić sałatkę grecką na wieczór...
16:59, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 28 września 2007
Nasza eskapada zakończyła się około godziny drugiej i dziś próbuje dojść do siebie;) Ostatecznie wylądowaliśmy z adamku z szefową biura i tą samą ekipą, co zawsze: ja, Sylwia, Marzena, Maciek, Iza i Jacek. Tam udawałyśmy czasem lesbijki, żeby się uwolnić od namolnych facetów, typu "młody z kamienicy z centrum miasta bez kilku zębów", tańczyłyśmy a Marzena bawiła się w psychologa i bezbłędnie wyczytała początek i koniec pewnej znajomości. Znajomości, którą trudno mi ogarnąć. Prawie w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Zresztą nie ważne. Było wesoło, zabawnie a siedzieliśmy przy stołach prawie jak na weselu. Piwo za darmo, tańce za darmo, śpiewy za darmo. A ja prawie bym wygrała aparat na loterii. Wylosowałam numer 21 i czekałam, czekałam aż Zbyszek wyczyta mnie a tu się okazało, że zostałam w ostatniej finałowej piątce;) A potem odadała 5, 4 i 3 osoba aż zostałam tylko ja i pan kierownik Andrzej. Tak mi się z tego śmiać chciało. Ostatecznie pan kierownik został z cyfrówką (i łyżką do makaronu) a ja z piękna pościelą. Jak to mówił wczoraj Zbyszek- aż się przypomniały wakacje. I czekamy do następnych na kolejne wyjazdy na kolonie (może uda się zagranicę, bo ruszają?)
13:27, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 27 września 2007
Najlepsze biuro podróży pod słońcem organizuje swojej, najbardziej wykwalifikowanej kadrze w Polsce spotkanie powakacyjne, na którym będzie można zapomnie o trudach i znojach (przede wszystkim finansowym) tej pracy a po raz kolejny przekonać się jakich to świetnych ludzi można na takiej kolonii spotkać. Tak ostatnio się zastanawiałam po co ja tam jeżdżę, skoro nauczycielem (chyba) nie chcę być. I doszłam do wniosku, że ta praca uczy wiele. Po pierwsze uczy opanowania, bo jest to praca w ciagłym stresie (szczególnie jak wchodzisz na Wawel z 80 dzieci i natychmiast rozdziela was tłum ludzi), 24 h na dobę, cierpliwości, punktualności, daje pole do popisu (bez kreatywnych pomysłów się nie obejdzie, bo dzieciaki szybko się nudzą). I uczy organizacji i umiejętnej improwizacji (szybkość podejmowania decyzji)- musisz mieć wszystko dopięte na ostatni guzik- to jest duża odpowiedzialność. Uczy także rozwiązywania konfliktów i szczególnie niepokojów (jak przychodzą do Ciebie z płaczem, że na 2 piętrze dziewczynka płacze na parapecie albo nocą po korytarzach chodzi "terminator" ubrany na czarno, w kapturze i wycina krzyże na wizytówkach) oraz daję umiejętność przewidywania do czego taka masa ludzi jest zdolna.  Można powiedzieć stanowisko kierownicze trzydziestonożnego oddziału, w którym każdy ma ochotę na coś innego, a ty musisz ich przekonać, że najlepszym wyjściem jest twój pomysł. Idealna kandydatka do pracy ze mnie jest;)

M. chce mnie pobić;) Ustawił się ze mną na 18 pod pttkiem. Ja zwycieżę. Na pewno. Powoli się już pakuje- piri- piri, szuszone pomidory i oliwa zakupione. Jeszcze tylko czarne oliwki, feta, mozzarella, pomiodory i byłki do hot-dogów i pyszne grzanki ala tapenada będą gotowe na pierwszy dzień pobytu w Toruniu. Mam nadzieje, że się nie pozabijamy...
12:32, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 września 2007

Data nieprawdziwa. Może i morze dzisiaj wygląda tak samo, ale mnie na pewno na molo czołgowym nie ma;)


13:03, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
Zastanawiam się nad tym od jakiegoś czasu. Z powodu tego chaosu, który wdarł się w moje życie- mieszał,  mieszał i namieszał. Nie chcę tu pisać personalnie. Docierają do nas sygnały przez cały czas a my ich nie zauważamy czy dopiero potrzeba jakiegokolwiek wtrząsu i one wtedy dopiero się rodzą? Ktoś nas kocha i nie mówi nam całej prawdy czy przestaję nas kochać i już nie mówi prawdy? A może nigdy nie jesteśmy wstanie dotrzeć do prawdy i tylko pewne okoliczności powodują, że ktoś lub coś pozwala nam obejrzeć jeden ze swoich odcieni? 
12:35, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 września 2007
Morze Bałtyckie spowodowało, że na mecz się nie wybrałam. Chwila wahania była nawet długa, ale ostatecznie zwyciężyła opcja przyjechania po mnie samochodem i tak oto tarfiłam w ten piękny dzień na molo czołgowe w Ustce. Budząc sensacje niepotrzebne w domu- "bo on po ciebie przyjechał ze Słupska?!". No przyjechał. Dobry kolega. Mecz wygrany dla Garbarnii, sędzia się opalił, więc wszystko w porządku. Tyle ten Jeden do mnie nie pisze...
22:13, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 września 2007
No a na sędziego brzydkich epitetów nie wolno mówić. A jak się w sędziego się coś rzuci (nawet jak to będą majtki, bo sędzia przystojny) to przegrana walkowerem. Tylko się zastanawiam, jak oni sprawdzają i czy sprawdzają jaki to kibic. Przebiorę się za kibica tej drugiej drużyny, hehe.

W ogóle to piszę uzupełnienie, bo zapomniałam się pochwalić jakie pyszne ciasto z malinami i jerzynami upiekłam!! Pięknie wyrosło, bez zakalca, pachnące i aż 3 kawałki zjadłam. No okazało się, że Paweł ciast nie jada, ale ile satysfakcji=)

Przed chwilą się przeraziła. Jak Paweł popełnił samobójstwo nie wykasowałam jego numeru telefonu i gg. I dziś jego numer się ukatywnił. Wiem, że w gg numery przechodzą, ale czy tak szybko? No i w  katalogu dalej było jego imię. Ogólnie się przestraszyłam i nawet jak o tym piszę dziwnie się czuję. Jutro pójdę na cmentarz i się za niego pomodlę...
22:19, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
Przyjechał, był, pobył i pojechał. Jakoś szybko mi minęło te kilka godzin... Jemu? Jemu nie wiem. A jutro sędzia kalosz zawita do Kępic na mecz Garbarnii Kępice=) Hehe, już się denerwuje za takie nazywanie (ale tylko wspomniałam o rowerze i już poszedł, czy to zbieg okoliczności? Naprawdę jestem ciekawa, ale pewnie zbieg i uciekł;p).

Panowie i panie, jeśli Garbarnia przegra winien jest tylko jeden sędzia (i ja mam na niego namiaru;p).
21:59, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 września 2007
Nie mogłam się oprzeć=)


16:25, rudakrzyzaczka , Coś co lubię.
Link Dodaj komentarz »
Niestety aparatu nie miałam żadnego, poza tym w telefonie, ale udajmy, że go nie było. Może kiedyś dorobię się lepszej cyfrówki, nawet niekoniecznie lustrzanki i to wszyctko, co dziś widziałam, łącznie z pięknym dzięciołem, który wprost się ustawił do zdjęcia, uda mi się sfotografować.
Tak to wyglądało za wikipedią:


14:04, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4
adopt your own virtual pet!



statystyka