środa, 30 września 2009
A no kupiłam sobie na allegro różowy rower typu holender, o którego walczyłam w ostatnich 5 minutach ostro. Udało się i mam zamiar jeszcze z minimum dwa miesiące na nim pojeździć nim przyjdzie zima i spadną śniegi. Będę cyklistką jeżdżącą między jednym budynkiem naszego instytutu a drugim. Jeszcze tylko zakupić dobre zabezpieczenie i koszyk. Najchętniej widziałabym wiklinowy, ale cóż Holandia to to nie jest i nie wiem jak długo  bym się nim cieszyła. Przyznam się, że dawno na rowerze nie jeździłam. A już na pewno nie jeździłam po mieście. Muszę sobie przepisy przypomnieć. Będzie łatwiej, bo przecież prawko teraz idę... (ja i samochód... totalna abstrakcja).

Zrobiłam za to pyszne ciasto z jabłkami. Jabłuszka z własnej działki, trochę kwaśne, ale ze słodkim ciastem smakowały pysznie. Tym samym obaliłam przesąd, że kobiety podczas miesiączki nie powinny piec, bo i tak ciasto im nie wyjdzie. Zakalca nie było. Pojutrze zaś sprawdzę czy mogą się też farbować i obcinać włosy;)

Czuję lekkie podekscytowanie zaczynającym się doktoratem...to już w poniedziałek.
poniedziałek, 28 września 2009
Bo tak- Ruda pojechała do Karpacza, bo w Tatry się nam nie udało, a skoro rodzice zaprosili, to czemu nie;) Powłóczyłam się trochę, udało mi się zobaczyć kilka ciekawych miejsce, których ciekawości się spodziewałam (np. sztolnie uranu w Kowarach) i tych których się nie spodziewałam (np. park miniatur w Kowarach). Karpacz jak Karpacz- dużo ludzi, klimat uzdrowiska, ale mimo to z duszą. Za to urzekła mnie Kotlina Jeleniogórska i okoliczne miejscowości pełne mniej lub bardziej zaniedbanych pałacyków, kowarska starówka, tajemnicze podziemia, puste szlaki. Ze znanych weszłam oczywiście na Śnieżkę, czerwonym szlakiem przez schronisko "Nad Łomniczką", dalej przez Równie pod Śnieżką do Samotni.

Wprowadziłam tam rodziców w tym tatę z lękiem przestrzeni Sama walczyłam z lękiem wysokości próbując wejść na skocznie narciarską "Orlinek" w Karpaczu, ale udało się tylko do połowy. Nie było się przed kim chwalić, stąd zdjęcia tylko od połowy.

Pan który na skocznie (K85) wpuszczał nie potrafił nic więcej o niej powiedzieć. Ja pamiętam, że kilka lat temu odbywały się tam mistrzostwa juniorów Europy w skokach, które wygrał Veli- Matti Lindstrom, kiedyś jeden z moich ulubionych skoczków z Finlandii. Przyśnił mi się nawet i rozmawiałam z nim po fińsku;)

Wodospadów było pod dostatkiem, choć te w Karpaczu były mniejsze niż te w Szklarskiej. Tutaj "Dziki wodospad" na Łomnicy, który jest zaporą przeciwrumoszową, wybudowaną w latach 1910- 1915.

Kamieńczyk mnie zachwycił. Nie wiem czy bardziej wodospad czy wąwóz, do którego spada.

Wędrówki szlakami po Kotlinie Jeleniogórskiej powodują pytania o historię tych ziem, o Niemców, którzy tutaj mieszkali a już ich nie ma. Gdy zobaczyłam w Miłkowie wieżę tego kościoła, spojrzałam na mapę i pomyślałam ot kolejny kościół protestancki zamieniony po wojnie na katolicki.

Jak jednak widać na zdjęciu tak się nie stało. A z okien można oglądać piękne niebo. I to od zewnątrz.

Niestety nic więcej o nim nie wiem, bo na stronie Miłkowa również nic nie ma. Zdjęcie jak kościół wyglądał można znaleźć na stronie Stowarzyszenia Przyjaciół Miłkowa. Miejsce urocze a w opuszczonym sanatorium na przełęczy pod Grzybowcem doskonale można nagrać horror.
Wracając do Karpacza- musiałam tam pójść, do XI-wiecznej świątyni Wang, wybudowanej przez Wikingów i sprowadzonej do Karpacza w XIX wieku. Co ciekawe jeden z portali poświęcony jest św. Olafowi. Pan przewodni opowiadał, że środkowe kolumny mogły być masztami z łodzi wikingów, ale nie potrafił mi powiedzieć kto i po czy to wnioskował.


Na koniec dwa miejsca, w których się zakochałam. Pierwsze to Kowary (o nich może później), a w tym przypadku wiadukt po  nieczynnej linii kolejowej.


Druga schornisko Samotnia nad Małym Stawem, bez wątpienia najładniej położone schronisko w polskich górach.



19:20, rudakrzyzaczka , Góry
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 27 września 2009
Przez ostatni tydzień można było u mnie zobaczyć takie to widoki



zejście ze Śnieżki czerwonym szlakiem do Domu Śląskiego



Kocioł Małego Stawu, widok spod Samotni

reszta jutro;)
22:27, rudakrzyzaczka , Góry
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 września 2009
Pachnie śliwkami. Ciasto zrobione. Idę się pakować i jadę. Co to przyniesie? No właśnie: Pukam, ale czy słyszysz? Coraz ciszej. Czy aby?

Tymczasem cicho. Bynajmniej.
środa, 09 września 2009
Ach te pytania: czy jestem tam gdzie być powinnam? Jak nie, to gdzie jest to miejsce "gdzie być powinnam?". Jedyne czego jestem pewna to ogarniających mnie wątpliwości do wszystkiego co dotyczy mnie. Kolejne moje ulubione słowo to: złudzenia. Nie wiem czemu zawsze chodzą one ze sobą w parze. Może dlatego, że są tak tanio sentymentalne??

Wczoraj dostałam kubeł wody z nad Manhattanu. Na szczęście jestem od niego już odgrodzona wysoką ścianą. Dotarły tylko pojedyncze krople. I wcale nie były zimne.



Ps. zamykając się sprawisz, że jak też tak zrobię. Proszę pamiętaj o tym.

poniedziałek, 07 września 2009
Kiedyś kupię nóż i powyrzynam wszystkich wkoło
Kupię nóż

Ot tak. I nie zacznę zgodnie z literami alfabetu. Zacznę od tego co najprzyjemniejsze.
Ktoś wzywa siebie do ogarnięcia. A to ci psikus.

W Tatrach na szczytach w okolicy 0 stopni. Trzeba będzie się grubo ubrać, jak pojedziemy. Jak.
niedziela, 06 września 2009
Dopiero dzisiaj przeczytałam wiadomość z połowy sierpnia, że będę prowadzić zajęcia terenowe ze studentami II roku ;) Zastanawiałam się z taką jedną Strzygą dlaczego akurat te, choć odpowiedź jest pewnie prosta: a tak sobie mnie wybrali nie patrząc czy się znam czy nie znam. Hmm... będę miała niepowtarzalną okazje wykorzystać doświadczenie z pracy, hanzowanie oraz "cudownych wycieczek" na regionalistyce. Póki co mam z tego niezły ubaw- oj znaleźli sobie kogoś do czarnej roboty. Dobrze, że zimą nie będę musiała biegać... no właśnie gdzie? Póki co nie mam pojęcia na czym te zajęcia mają polegać. Może mam się na nich pojawiać w mojej pseudo- średniowiecznej kiecce? Albo szarawarach wikinga? ;)
No właśnie- na co czekasz?

Przeczytałam Komudę i Kathy Reichs.


Może najpierw coś o "Samozwańcu".


Jakoś nie mogę się przekonać do pisarstwa tego "niezależnego historyka", jak sam siebie określa. Owszem podoba mi się, że rozprawia się z mitem sienkiewiczowskiej Polski (tutaj pięknie wyjaśnia dlaczego Sienkiewicza nie lubi), ale kolejny raz miałam ochotę wyrzucić książkę najpierw po 1/3 a potem po 2/3. Opowiada ona o wyprawie Polaków na Kreml w celu obalenia Borysa Godunowa i obsadzenie tam cara Dymitra (zwanego Samozwańcem, ponieważ nie wiadomo było wówczas, tak jak i dziś czy rzeczywiście był on tym za kogo się uważał). Wpisana w to jest przygoda młodego szlachcica Jacka Dydyńskiego, który wraz ze swoim pocztem husarskim wraca z wojen inflanckim i co raz wplątuje się w dziwne przygody. A największą przygodę zafundował mu ojciec swoim testamentem oraz brat. Owszem, zgadzam się że Komuda "wielkim pisarzem jest i basta". Stworzył niezwykle plastyczny obraz XVII wiecznej szlachty, szczególnie widać to w opisie strojów, wyposażenia, wojsk i nawet w zachwycie nad miłością Polaków do koni. Ale ja szukałam... fabuły, akcji i wydarzeń, która porywa, ale jest jej jakby za mało (och, żeby było tak ja w "Charakterniku" Piekary!!!). Tymczasem czytając weszłam w świat gawęd, pełnych pięknych, ale często nużących opisów. Słowem kwintesencja Komudy w Komudzie. I tylko dla cierpliwych. POLECAM!!!

Druga książka nosi zaś tytuł "Poniedziałkowa żałoba"

i jest typową książką plażowo- pociągową. Oczywiście jeśli kogoś na plaży interesują trupy, kości, odczynniki i psychopatyczni mordercy- gwałciciele. Bohaterką jest Temperance Brennan, antropolożka sądowa, która rozwiązuje sprawę trzech szkieletów znalezionych w pewnej piwnicy w Montrealu, a w tle ma do tego przyjaciółkę w depresji i kłopoty z facetem. Ot książka na jeden wieczór, do przeczytania i zapomnienia. Wzięłam ją w zasadzie dlatego, że lubię coś co jest kryminałem się nazywa albo za kryminał ma uchodzić (choć tutaj to bardziej sensacje). A także z powodu chwytu reklamowego. Na okładce było napisane: Kontynuacja serii będącej inspiracją twórców serialu Kości. To mi wystarczyło do przekonania, że w tym przypadku wolę serial.


15:39, rudakrzyzaczka , Czytam
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 września 2009
"lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu" czy jakieś tak?
 

chłonę
 
1 , 2
adopt your own virtual pet!



statystyka