poniedziałek, 19 marca 2012
Postanowiłam wykorzystać moje wczorajsze internetowe marnotrawstwo czasu i sporządziłam listę rzeczy do realizacji w kwietniu- wiecie: tu posprzątać, tam umyć okna, nie jeść przy komputerze (dobrze, że na liście jest dopisek "od kwietnia") czy wymienić wszystkie kosmetyki na te bez SLS i kupić maść z witaminą A. Oczywiście na większość wpadłabym bez inspiracji blogowym życiem, ale warto mieć w zanadrzu wytłumaczenie czego szukam na blogach innych.

Żeby nie było zapisałam też: spacerować i się wczoraj na ów spacer udałam- 7 km wzdłuż Menu, tęskniąc za tym i owym i rozważając dlaczego nie można by w ten sam sposób zagospodarować Wisły między Toruniem a Bydgoszczą albo chociaż między Toruniem a Złotorią. Ścieżka rowerowa wzdłuż Menu ciągnie się ponad 200 km. Jeśli nie więcej. Mogłam źle zrozumieć oprowadzającego mnie Volkera, który mówił po angielsku z akcentem niemieckim. Ten fragment, który przeszłam dodatkowo miał równolegle przeprowadzoną drogę dla pieszych, ławeczki i place zabaw. Nie była jakoś przesadnie zadbana- ot wycięto krzaki, zostawiając te, w których żyją ptaki, wokół rosną te same co w Polsce obrzydliwe topole, wylano asfalt na ścieżkach (choć na rowerowej miejscami była wylana taka masa specjalnie dla tego typu ścieżek, nie wiem jak się nazywa, ale wiadomo o co chodzi). Świetne miejsce na spacery!! Może zamiast wielkiej wspaniałej sali koncertowej, którą już widzę jak zapełnimy i wielkimi wydarzeniami kulturalnymi, i ludźmi (ha, był ktoś kiedyś na koncercie naszej toruńskiej orkiestry symfonicznej?? Z setka osób na nie chodzi), dofinansować infrastrukturę spacerową: ścieżki piesze i rowerowe, oznaczenia, ożywić Bulwar?? Ach, marzenia. Ale gdy ostatnio próbowałam dostać się na Bulwar ze Starówki, trzeba było przebiegać między samochodami. Kierowcy tylko bywają grzeczni, niestety. Pasy są miejscami niewidoczne, a i nawet jak są to ciężko przez nie przejść. No i tak marzyłam sobie o tym, że Bulwar jest zamknięty dla ruchu samochodowego albo chociaż zrobione są lepsze ciągi komunikacyjne- z szerokimi pasami, ze spowalniaczami (one mają jakąś fachową nazwę, ale nie pamiętam teraz :)).

Nowa ja, bo dziś zakupiłam ostatnią odzieżową sztukę- nową sukienkę. Zakup celowy, bo na święta u B.



U bliskich mi osób dużo się dzieje dobrego!! Ach tak się cieszę Bajkowo- Czarkowymi zmianami pracowniczymi (pracowymi??). W przyszłym roku może będziemy tańcować na ichniowym ślubie :) Kolejna uroczystość, na którą będę mogła kupić sukienkę. Ach ta próżność!! Na Michalinowe ogrodowe wesele, na które nie mogę się już doczekać plan na strój już mam. Tylko mego B. muszę ścigać z uszyciem. A jutro będę rozmawiać z Panem, co mówi po angielsku z włoskim akcentem :) Ciekawe jak mi pójdzie?

PS. Volker po ostatnim spotkaniu ze mną postanowił kupić dla Polskiej Misji Historycznej rower!! Co za szalony człowiek :)) Będę więc miała okazję pojeździć po wurzburskich ścieżkach rowerowych.
21:08, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 marca 2012
Słońce i temperatura powyżej 20 stopni były prostą zachętą do wyjścia z domu. Co prawda, celem nie był spacer po winnicach (taki może jutro, ale coś się zachmurzyło lekko), a raczej szoping. Konsumpcjonizm pełną gębą ze mnie wyłazi.
Było ciepło, ale dla mnie, która jeszcze tydzień temu chodziła w czapce i wełnianym kominie, lekkim szokiem było spotykanie ludzi w krótkich spodenkach i japonkach. Ludzie wylegli. Tutaj co już zauważyłam poprzednim razem w weekendy ludzie lubią spędzać czas na powietrzu- centrum i urokliwe okolice Menu idealnie się do tego nadają- można piknikować na trawie, grać w gry, rozmawiać, biegać, jeździć na rowerze. Po prostu cieszyć się życiem i to bez względu na wiek. O ile w Toruniu Bulwar zapełniony jest studentami/młodzieżą i matkami z dziećmi, to tutaj nad rzeką można spotkać wszystkich od 0 do 100 lat. Dziwi mnie tylko bałagan panujący miejscami- po prosty syf. Ja się źle czuję w syfie, gdy pełno śmieci wokół mnie, a dziś wielu osobom to nie przeszkadzało. Miejscami było też za głośno. Szukałam raczej spokojnego miejsca, gdzie można było posiedzieć na trawie i łapać atmosfer. Ale może to objaw typowo polskiego narzekania?? A może nie mieszkajmy w to nacji. Niektórym to po prostu nie przeszkadza.



Zaopatrzyłam swoją szafę w trochę kolorów, bo po ostatnim przeglądzie zauważyłam, że panuję w niej czerń. Buty z przygodami- zdążyłam z nimi dojść i się okazało, że mają dziurę. Na szczęście wymienili mi je bez problemu. Spacerując przyglądałam się ludziom, zastanawiając się jak wyglądają ich szafy, co lubią i czy maja kompleksy. Takie przyziemne sprawy.





21:46, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 marca 2012
Po pierwsze- nie mogę słuchać Volbeat'u. Uwielbiam, uważam że są niesamowici. Ale niestety dotarło do mnie, że niosą zbyt duży balast emocjonalny. Ufff, co za maniera na blogu!! Trochę to nawet zabawne. Nie żebym miała ochotę płakać w poduszkę. Czytałam ostatnio kilka moich poprzednich egzaltowanych wpisów z czasów pana K. i śmiałam się. Nie mam żalu. Ani do siebie, ani do nikogo. Ale tej kapeli niestety słuchać nie mogę. Tak to bywa z pewnymi piosenkami. Intensywnie słuchane bardzo szybko nabierają emocji, których jestem pełna. A gdy te emocje z jakiegoś powodu zmieniają się, te poprzednie zostają w piosenkach. I dlatego powoduje to taki dysonans. Nie będziemy zatem słuchać Volbeatu.

Po drugie. Obserwuję. Niemcy mnie zachwycają. Zdaję sobie sprawę, że może to być zachwyt pozorny. Póki co raczej zachwycam się miejscem, tworzonym przez ludzi, ale jednak miejscem. Oglądam okna, kamienice, drzwi, ogrody, ukradkiem zaglądam do mieszkań. Może kiedyś powstanie coś z szerszego.

Po trzecie, czytam. Odłożyłam wszystko dla Henrego Millera, którego dostałam od mojego lubego.

Po czwarte, zanosi się, że święta spędzę poza domem. U B. wiecie, że nigdy nie spędzałam żadnych świąt poza rodziną??

Zjadłam dziś dwa mufiny, wypożyczyłam kurs niemieckiego, próbowałam coś zeskanować w bibliotece, ale mi nie wyszło, tęskniłam, odprowadziłam pana doktora K. na pociąg, zjadłam niemieckiego wursta. Ot dzień jak codzień :)

23:04, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 marca 2012
Ruda znów ruszyła w świat. Tym razem tropem trzech muszkieterów (a w zasadzie czterech) i Orlando Bluma. Wypatrywałam zeppelinów, ale się niestety nie pojawiły :)



Kto oglądał ten wie. Ostatnimi czasy na którymś z wieczorów filmowych oglądaliśmy ten film. Oprócz tego, że mi się najzwyczajniej w świecie podobał- prosty, zabawny z przygodami w tle, podziwiałam w filmie nic innego jak piękne miasto Wurzburg i okolice (między innymi Bamberg). Dziś spacerowałam po nim po raz kolejny :)
Jednym słowem: biblioteki, pyszne jedzenie i pyszne piwko. Tylko tym razem troszkę oszczędniej trzeba. Ach niestety, trzeba sobie odpuścić wycieczki po sklepach (noo, ale buty muszę przywieźć :P)
20:35, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 marca 2012
Bliżej 30 w końcu. Jeszcze tylko dwa dni i kolejny rok do przodu. Tymczasem moje kochanie zabrało mnie na kolację do Royal India- było pyszne jedzenie, pyszne wino i w ogóle było pysznie.



Od jakiegoś czasu zabieram się za Henry Miller'a. Jestem zachwycona tym co było pomiędzy nim i Anais Nin. Spotykałam się z nimi w opowieściach Anais i wydaję mi się jakbym go bardzo dobrze znała, a przecież nie przeczytałam niczego co napisał. W końcu egzemplarz trafił na moją półkę. Dziękuję B.

Cudownie jest kochać. O tak, zdecydowanie polecam to wszystkim na wszyyyyystkie smutki. Nic sensownego nie przychodzi mi już do głowy.

23:18, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lutego 2012
Z czasem pewne smutne niegdysiejsze rzeczy wydają się nawet zabawne. Ktoś kto był dla Ciebie całym światem, stał się owym światem dla kogoś innego. I dobrze Ci z tym. Z czasem zapomina się o pewnych emocjach, które towarzyszyły nam w życiu.
Czytam, nie porównuje, nie szukam. Było minęło i trzeba cieszyć się tym co obok.

W Warszawie byłam, i było zabawnie, miło, towarzysko. Tylko B. mi brakowało, ot.
20:45, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 lutego 2012
Kicham przeraźliwie. Przy kichaniu udało mi się nawet nadwyrężyć dolny odcinek kręgosłupa. Choć podejrzewam, że to raczej weekendowe malowanie ścian i brak ruchu (z jednej choroby w drugą a karnet czeka na lepsze czasy). Ech, szlag by to trafił!!!! Nie wiem czy lepiej siedzieć czy lepiej to rozruszać. Zaległości rosną wprost proporcjonalnie do czasu spędzonego na podglądaniu. Tym razem utknęłam tutaj i tutaj. Nie mogę się oderwać od pięknych zdjęć, pięknych miejsc i szczęśliwych ludzi.
Chciałabym upiec ciasto bananowe, skończyć syllabus dla studentów i żeby B. już wrócił. Przydałby się także wewnętrzny strażnik, który będzie mnie rozliczał z tego, co nie zrobiłam i chwalił za to, co zrobiłam.
14:01, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 16 lutego 2012
Chciałoby się:
-umieć wymazać z głowy niektórych pewne wspomnienia
-umieć powiedzieć coś dobrego, gdy brak słów
-wierzyć, że jak jest źle, to nie będzie jeszcze gorzej
-pokazać, że da się to wszystko rozwiązać

Wiem, że czasem potrzebna jest tylko rozmowa. Że ładuje wtedy akumulatory, daje siły by walczyć z tym wokół. Jestem bezsilna. Jest mi przykro, że dobry ludziom dzieją się złe rzeczy. Że w bajkach kiedy królewna spotyka swojego księcia, to żyją długo i szczęśliwie. A w życiu- układaj i decyduj sam. Że rodzina zamiast wspierać, krzyczy i mówi "dlaczego jesteś taka głupia".

=(
21:42, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 lutego 2012
Z okazji Walentynek nie będzie zbyt wesołego postu. Najlepiej będzie się po prostu nie odzywać =(

Dziś w mieście za to bajkowo było. Mgła taka, że nie było prawie nic widać. Formalności wyjazdowe prawe załatwione. Przynajmniej ze strony UMK. Pozostała jeszcze praca. Na dole bajkowy Toruń. A ja idę poprawić sobie humor Różowymi Latami 70.


19:38, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 lutego 2012
Bardzo mi się podobały ostanie dni- leniwe, pełne bliskości, uśmiechu, łapania ciepła, wspólnych posiłków, pysznych posiłków, celebrowania codzienności. Za szybko, za krótko, acz cudownie. Pokazały mi jak wiele zależy od tego i kim (to przecież oczywiste), ale i czym się otaczamy. Jak wiele zależy od spokoju panującego wokół. Jak wiele rzeczy jest zbędnych. Jak niesamowicie jest się przekonywać każdego dnia, że jest się we właściwym miejscu, z właściwą osobą.



Się piekło.



Się jadło.



Się podziwiało.

Ps. W marcu jadę po raz kolejny do Wurzburga!!
Ps. A tutaj nowa ja. Może będzie podobnie, a może inaczej. Na pewno mniej prywatnie.
23:03, rudakrzyzaczka , Foto
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 82
adopt your own virtual pet!



statystyka