sobota, 12 listopada 2011
A no niektórzy na święto 11 listopada rzucają się kostkami brukowymi i biją się z Bogu ducha winną policją, inni śpiewają rzewne patriotyczne pieśni i wspominają poległych, jeszcze inni wcinają rogale Marcińskie.Ja tymczasem postanowiłam zdystansować się od tego wszystkiego (choć najchętniej stanęłabym wśród tych wszystkich ludzi  na "Kolorowej Niepodległej") i pojechałam z B. i Dzikami na "Kujawsko- pomorską gęsinę na św. Marcina" do pod toruńskiego Przysieka.

Kilka uwag mi się nasunęło:
- czemu nie potrafimy zrobić dobrego tradycyjnego kiermaszu, który nie będzie przypominał imprezy w remizie? Albo czemu nie przygotować alternatywy dla osób, których nie interesuje karaoke czy dyskotekowe hity śpiewane przez zespół talentów wszelakich (a już na pewno posiadający umiejętność korzystania z syntezatora)?
- najlepiej też niech pierwszego dnia po 4 godzinach kiermaszu z mięsiwami, nalewkami etc. wszystko się skończy- "proszę przyjechać jutro". Najlepiej od razu rano, bo też nie będzie pewności czy coś jeszcze zostanie. Umiejętność oszacowania ile towaru należy z sobą przywieźć by nie zabrakło dla nikogo, kto chce go kupić, to podstawa udanego biznesu. Niestety nie wszyscy myślą w ten sposób
- reklamujemy gęsinę- to czemu miałam wrażenie, że tej gęsiny to tam najmniej było?

Gęś zjadłam, ale już nie na ciepło- bo się skończyło. Dobrze, że ktoś wpadł na pomysł kanapek z gęsią w formie wszelakiej, bo bym gęsi w ogóle nie spróbowała. Owszem, można było kupić i gęś (chociaż w jednym miejscu świeża "się skończyła" i była tylko mrożona), i wyroby z gęsi (hmm... kupiłam tylko pasztet i okrasę, reszta niestety nie na moją kieszeń, a pomyśleć, że kiedyś było to mięso dla ubogich), ale takie na potem. Ktoś kto lubi klimaty rodem z remizy pewnie czuł się dobrze. Ja kupiłam co swoje, rozejrzałam się po stoiskach (ach te sery, ach te nalewki), poszłam na malutki spacer (całkiem przyjemne te okolice) i wróciłam lekko zdegustowana, bo oczekiwałam czegoś więcej.

Ale za to piękne krajobrazy w Przysieku. I miłe towarzystwo.


16:22, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 listopada 2011
Krakowski sen nie był wcale snem. Był realny, cudowny i nawet powrót TLK przez Łódź nie zepsuł mi ogólnych wrażeń z weekendowego wyjazdu do Krakowa. Celem była wystawa Williama Turnera i zdecydowanie "Księżyc w nowiu" to najpiękniejszy obraz jak zobaczyłam tym razem. Obraz pełen światła, blasku i wszystkiego tego, co sprawia, że ma się ochotę stać przed nim i wpatrywać godzinami, choć tam tylko morze i niebo. To był wyjazd najbardziej związany ze sztuką ze wszystkich moich pobytów w tym mieście. Wiadomo, spotykanie się z historykiem sztuki ma niesie ze sobą jakieś konsekwencje :) Był zatem Witkacy (ale i tata Witkiewicz), Chełmoński (uwielbiam!!!), Wyspiański, "Szał uniesień" Podkowińskiego, Wyczółkowski itd.



Kiedy człowieka spotykają miłe rzeczy okazuje się, że brak słów i umiejętności do opisania tego co się czuło, czuje. Jak opisać te spacery, pocałunki, trzymanie się za rękę, długie rozmowy? O wiele łatwiej opisać te demony, które pojawiły się: moje humory, utratę kontroli i bycie trudną do zniesienia. Staram się jednak, staram. Przede mną wiele takich starań. Ale jest się o co. Cisną się na usta pewne słowa. Ale po takich słowach łatwo o zranienie kogoś... Nigdzie się nie spieszę...

...let's dance like we used to...





Ps. A dziadek okazał się nie taki straszny jak go pan ADHD przedstawił :)
18:28, rudakrzyzaczka , Foto
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 października 2011
Mam dwa domy. Moim domem jest Toruń. Kocham to miasto, jego zaściankowość, klimat i magię. Moim domem jest też pewna mała miejscowość na Pomorzu. Ilekroć tam wracam ładuję akumulatory na następne dni w mieście. Wystarczy, że wyjrzę przez okno i mam takie widoki:



Zaczynam więc ładowanie akumulatorów.
15:03, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 29 października 2011
Czasem mam wrażenie, że nie wykorzystuje tego wszystkiego co jest mi dane. Że za bardzo skupiam się na drobnostkach, tracę przysłowiowy czas. Pożeraczem czasu jest Internet. Pozbyłam się tv, ale porządkując dziś stary dysk natknęłam się na kilkadziesiąt nieruszonych artykułów, które zostały odłożone bo tu FB, bo tu film, bo tu serial. Bo tu coś do poczytania. Ogrom dostępnej informacji sprawia, że nie wiem za co się zabrać. Co jest bardziej, a co mniej ważne. Ograniczam się do krótkich tekstów, by tylko poznać więcej. Stawiam często przez to na ilość, a nie na jakość. Zdecydowanie nie podoba mi się to!!

Z rzeczy ważnych mniej lub bardziej: zarejestrowałam się na postcrossing.com (to dla tych, którzy czerpią przyjemność z dostawania zwykłych listów),wysłałam pocztówki do Niemiec, Holandii, Rosji, na Białoruś i do USA, poszłam na koncert Toruńskiej Orkiestry Symfonicznej (i ta wyższa rozrywka sprawiła mi przyjemność), jadę do Krakowa z mym miłym panem, dalej lubię rozmawiać z panem K. z tej dziwnej wioski, Darcy Ward i Chris Holder będą razem jeździć w Unibaksie, czytam erotyki Anais Nin, marzę, myślę, całuję i wyczekuję. I jadę na Pomorze, nad morze.
A panna Misia się zaręczyła i nie mogę się doczekać aż wniosę ślubny toast :)

środa, 26 października 2011
Cisza na blogu spowodowana jest brakiem nagłych zmian w moim życiu :)
Tak tylko spieszę donieść: Ruda szczęśliwa, choć złości się, że "dni bez" są takie dłuuugie (i że moją niezależność w takim przypadku szlak trafia, bo wychodzi, że jednak taka zależność to nawet całkiem miła jest. Dni mijają na wymyślaniu by czymś zaskoczyć, na byciu zaskakiwanym i na takich małych fajnych codziennych wspólnych przeżyciach.

Niestety obok u bliskich mi osób zawirowania. I to całkiem duże. Wobec nich jestem bezsilna. Mogę mieć tylko nadzieje, że te moje słowa otuchy to coś ważnego i potrzebnego, że chociaż pomagają przetrwać kilka godzin. Kochana, pamiętaj ze wszystkiego jest rozwiązanie!!!! Wiem, że to brzmi banalnie. Ale to właśnie banały, gdy wszystko się wali pozwalają utrzymać się na powierzchni. Choć na chwilę, na zaczerpnięcie tchu. Wiem, że Tobie się uda!!!!!
22:39, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 października 2011
Dzieje się ostatnimi czasy- dalej, dzień po dniu, odkrywam ile przyjemności daje przebywanie z Kimś, takie codzienne i takie nie-codzienne. Przypominam sobie niestety także to, co krytykował we mnie M. Te złe rzeczy, które spowodowały, że nasz związek się nie odbudował. To, że zawsze musi być po mojemu. I to, że ciężko o kompromis z mojej strony. Przez ostatnie dwa lata nie miałam na kim uczyć się przezwyciężania tego. Mogłam tarzać się w swoim egoizmie do woli. Trzaskać drzwiami i nie patrzeć na innych. Od nikogo nie dostałam szansy zbudowania czegoś lepszego, trwalszego. Może dostałam ten czas teraz??

Weekend był rewelacyjny pod wieloma względami: po raz pierwszy od 2 lat udało się nam zebrać w gronie studenckim, nie każda  grupa osobno, ale tym razem wszyscy, łącznie z M. Dużo to dla mnie znaczyło!! I wiem pani A., że dużo w tym twojej zasługi, dlatego dziękuję :) Byłam też na meczu żużlowym Polska kontra Reszta Świata. Było zimno, ale był to speedway na wysokim poziomie: świetna rywalizacja, dobrze przygotowany tor i dobre prędkości. Już nie mogę się doczekać przyszłego sezonu!!! Polecam wszystkim artykuł o kibicach żużla. Do przeczytania tutaj.

A no koniec kolejny z widoków z okna. Jesienny, chłodny, ale jakże przyjemny wieczór. Jak wszystkie ostatnie wieczory ostatnich 2 tygodni.




20:34, rudakrzyzaczka , Foto
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 października 2011
Gdy człowiek jest szczęśliwy pisać mu się nie chce. Gdy człowiek uśmiecha się sam do siebie mogą myśleć, że z niego wariat. Może i wariat. Wydarzenia ostatnich dni choć takie realne, wydają się być nierealnymi. Pocałunki? Bycie potrzebną? Długie rozmowy? Spojrzenia? Wydawać się mogło, że to jakiś sen z gatunku takich, co człowiek nie chcę się obudzić...

a poza tym dostaliśmy grant z Naukowego Centrum Nauki :) Na 300 tysięcy!!!!
20:16, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 października 2011
Nie zepsuj!!

"Czasem bywam niczym sztorm...". Taki miły dzień mnie spotkał, że nie mam ochoty się z nikim dzielić. Nie potrafię. Był on tylko mój, i pewnej jeszcze osoby. Nagle okazało się, że nic jeszcze stracone, że można się uśmiechać, ranić palce o kolce róży (i wcale to nie boli), spacerować po zoo. Że można przepuszczać w drzwiach, ratować parasolką, bo kropi deszcz. Tyle nauki przede mną, że się boję.Boję się, że ktoś ucieknie.

Także ciszaaaaaa. Czekam na jutrzejszy dzień.
20:28, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 września 2011
Ruda gdy samotna to na spacery wychodzi. Zawsze tą samą trasą. Dziś był taki dzień: słońce, wolny weekend, telefony (a telefony, choć miłe to przypominają o samotności). W poszukiwaniu myśli, faktury, historii, przyszłości i teraźniejszości:



Tak, to centrum Torunia. Skrzyżowanie remontują.



Faktura niezmiernie ciekawa.



Niebo również.



I drzewa. Przez chwilę poczułam się jak w górach. To wszystko nadal w centrum Torunia. Natura się nie poddaje.



A na koniec chmiel. Tyle lat przechodziłam ulicą Popiełuszki i dopiero dziś zauważyłam, że płot wzdłuż tej ulicy porastają te przyjemnie pachnące szyszki.
01:15, rudakrzyzaczka , Foto
Link Dodaj komentarz »
adopt your own virtual pet!



statystyka