Feministycznie.

środa, 18 kwietnia 2007
Ale nie mogłam się powstrzymać=) Szperając sobie po blogach dla dorosłych, natrafiłam na jedne, gdzie podano odnośnik do artykułu z gazeta.pl o feminizmie. Mianowicie jest to przedruk z Guardiana. Zoe Williams krytukuję tam w zabawny sposób jakieś dziwne pseudonaukowe badania socjologiczne, wg. których feminizm powoduje raka, dzieci rodzą się niepełnosprawne, częściej gwałcą feministki. Bardziej niż naciągane, ale pod owym blogiem wytworzyła się dyskusja, jakie to feminski są włochate, głupie (no bo jakich argumentów używa ta baba!), a i nie lubią facetów (to już taki standard). Dokładnie wielkie wzburzenie zbudziło, że ta baba nie używa merytorycznych argumentów. Heh, oceńcie sami. Nie wiem czy powiedzieć, że ależ są, czy raczej zaakcentować, że to po prostu jest śmieszne. Coż, może to ja jestem feminstka z dystansem do siebie=)

a tu smaczek: "feminizm zniszczył mężczyzn, kobiety, ich szczęśliwe pożycie i radosne związki, które od czasu do czasu wynikały z tegoż pożycia, a w przypadku związków przypadkowych, zniszczył szansę na ich przetrwanie. Jeśli związek trwał dość długo, aby pojawiło się w nim potomstwo, feminizm jest winny temu, że straciliśmy umiejętność opieki nad nimi i zdolność do troski o nie, zniszczył w mężczyznach pragnienie bycia w pobliżu i zapewnienia dzieciom bytu, zniszczył pewność siebie w nieszczęsnych potomkach, którzy łakną matczynej miłości. Jednym słowem feminizm stał się źródłem wszystkich społecznych problemów wiążących się z powołaniem do życia dzieci w sposób nieprzemyślany i niezdolnością do okazania im miłości.

Jeśli nawet przypadkiem traficie na feministkę, która nie pasuje do tego opisu, będzie to oznaczało, że jest ona bezdzietna, czyli naraża naród, i całą rasę ludzką na wymarcie, a w jej duszy jest pustka, której nigdy nie uda się zapełnić, i która będzie powodowała cierpienie, a następnie raka, i feministka odejdzie z tego świata. A, zapomniałam, że po drodze zostanie jeszcze zgwałcona. I to z własnej winy."

A na podsumowanie: "Dochodzimy wreszcie do sedna sprawy: co tak naprawdę badali Szwedzi? Nawet jeśli równość płci zwiększałaby ryzyko chorób o 100 proc., czy ich zdaniem skłoniłoby to kobiety to porzucenia pracy i zajęcia się szydełkowaniem?" czas zmienić drogę życia=) heh

"skrajnym feministkom nie chodzi o to, żeby faceci się nie gapili, tylko żeby się gapili i nie mogli tego pokazać. A jeszcze bardziej chcą być molestowane, bo to pozwala im uzasadnić swoje protest"- mam nadzieje, że to żart

19:54, rudakrzyzaczka , Feministycznie.
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 kwietnia 2007
Taki profesor Wijaczka. Wczoraj odbył sie u nas z okazji Dnia Historyka panel dyskusyjny "Afery seksulane w historii". I oprócz tego, że było zabawnie (heh, teksty naszego pana dziekana do pana rektora- mego promotora, że niby młodzież deprawuję;p), było też pouczając, ale czasem sie denerwowałam (wiadomo zeszło na kobiety). A ja o kobietach właśnie. Prof. Wijaczka, wybitny znawca m.in. procesów o czary, jako jedyny śmiał zaznaczyć, że to nie tylko kobiety w historii ciągnęły do bogatych mężczyzn, ale i mężczyzni do bogatych kobiet, jako jedyny nie smiał się, gdy któryś z dyskutantów, czy to z widowni czy z szanownego gremium, powiedział coś o homoseksualistach (a nawet podał przykłady z historii). Nie jeżdził po feministkach i nawet powiedział, że to zazwyczaj kobiety krytykują kobietach i on nie wie dlaczego. A na koniec walnął taką bombę (no na mnie wrażenia nie robiła, ale jak to samo powiedziała Magdalena Środa była burza)- że to wina Kościoła, że jest taka a nie inna pozycja kobiety =) Został moim guru, z każdym wypowiedzianym zdaniem poznać było, że nie wstydzi się swoich poglądów, że widzi problem dyskryminacji, a nie problem rozkrzyczanych feministek. I że świadomie mówi to, co mówi. Czasem mam wrażenie, że ludzie mówią wiele rzeczy nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Dzisiaj na proseminarium rozmawialiśmy o Babach Pruskich ( może napiszę co nieco o nich na moim umierającym blogu mediewistycznym;p, w skrocie chodzi o kamienne posagi mężczyzn, na terenach polski pólnocno- wschodniej, najprawdopodobniej o prowieniecji pogańskiej, choć znalazłam też wzmiankę, że to pokrzyżackie). Ktoś powiedziała coś tam o "starych babach" i nie wiem czemu ludzie zaczęli się śmiać. Mam poczucie humoru, ale nie uważam, żeby starsze kobiety uchodziły za przedmiot smiechu, tylko dlatego, że są stare i wygladają tak jak wyglądają. Smiech na sali wzbudziło stierdzenie, że uważało się, że od starszych kobiet można się wiele było dowiedzieć. Ja naprawdę nie wiem co w tym jest śmiesznego. Dlaczego kobieta jak jest stara od razu się ją skreśla? Nie chcę tu napisać, że inaczej się traktuje meżczyzn, bo traktuję, ale przecież nie chodzi o to, żeby pokazywać sytuacje kobiet, jako ofiar bo maja gorzej. Nie bądźmy ofiarami.
14:55, rudakrzyzaczka , Feministycznie.
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 marca 2007
Podoba mi się pomysł, jeszcze bardziej podoba mi się pomysł założenia bloga stopfanatykom.blox.pl. Głos radykalnych feministek, a tak naprawdę głos mnie i innych kobiet, które chcą mieć równe szanse. Także głoś wszystkich ludzi, którym nie podoba się, że w debacie króluję wszechobecna propaganda "upiornej dynastii romanorydzów", (hehe, całkiem dobre te określenie). Ja rozumiem, że mój światopogląd nie jest światopoglądem wszystkich ludzi w Polsce, ale chciałabym żeby inni nie narzucali swoich poglądów całemu państwu, które powinno być świeckie. Nie wiem czy jest- wczoraj wieczorem oglądałam panoramę i na 4 obejrzene przeze mnie newsy- 3 były o kościele Katolickim. Sama jestem osobą wierząca, ale jest moja prywatna sprawa. W wiadomościach w telewizji publicznej wolałabym usłyszeć i zobaczyć szersze spectrum spraw, które się w danym dniu wydarzyły. Jeśli popełniłabym aborcję, to jedyną osoba, która powinna się do tego wtracać ewentualnie powinnien być ojciec dziecka, jesli by się poczuwał. A przede wszystkim ja sama odpowiedziałabym przed swoim własnym sumieniem i Bogiem, a nie tabun 20 kilku latków z LPR, którzy nigdy się nie dowiedzą o macierzyństwie. Ciekawe czy tak chętnie rezygnowaliby z własnego życia. Właśnie- ojciec. Dlaczego w debacie o aborcji nie pojawia się problem odpowiedzialności ojca. Hallo, ktoś to dziecko/płód musiał zrobić!! Nie wzięło się z kapusty. Pokutują za nami jakieś dziecięce wyobrażenia, że dziecko spada z nieba, przynosi je bocian albo znajduję się w kapuście, by potem nagle znaleść się w brzuchu matki. Już wtedy nie ma nic o roli mężczyzny. Dlaczego kobieta decyduję się na aborcję? Nie dlatego, że jest przeszkodą na drodze jej kariery, choć pewnie i takie przypadki się zdarzają. Na zdrowych zmysłach- taka kobieta przeważnie jest stabilna finasowo i stać ją na opiekunkę czy przedszkole. Ile płodów, czy jak kto woli dzieci z tzw. wpadki wylądowało w spalarnii odpadów medycznych? Wina zawsze jest po stronie kobiety, a gdzie świadomość tego, że często to chłopak namawią ją do aborcji? Świadomie, dając nawet kasę, czy nieświadomie, po prostu odwracając się od niej. Co robi taka samotna, opuszczona kobieta, która nagle staję w takiej sytuacji? Czemu wtedy nikt jej nie pomaga? Czemu w szkołach się nie mówi o prezerwatywach, czemu się nie refunduję tabletek antykoncepcyjnych? Czemu nie widzi się w tym winy ojca- który zrobił swoje, wsztrzyknął co się da i "bye bye baby". Życie nie jest czarno- białe. A kobieta nie powinna być karana za swą kobiecość i postawiona niżej niż nowo poczęty zarodek tylko dlatego, że tak sobie życzy prawicowa strona naszej władzy. Zapis o zmianach niczego nie zmieni. Aborcje były i będą, a więcej dzieci na pewno dzięki temu nie będzie się rodzić.

"Kobieta rodzi się jako istota wolna...1798" panowie i panie.
16:30, rudakrzyzaczka , Feministycznie.
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 marca 2007
Dziś przegląd filmów w "Orle". Obejrzałam dwa z trzech. Pierwszy z nich "Niebieskoocy" w reżyserii Bertram Verhaag. W zasadzie to jest zapis eksperymentu, który prowadziła Jane Elliot, znana amerykańska trenerka warsztatów różnościowych oraz rozmów z nią, w których przedstawia swoją historię. Zaczęło się od śmierci Martina Lutera Kinga, a w zasadzie prześladowań Murzynów i nierównego ich traktowania. Elliot przeprowadziła wtedy w swojej szkole, gdzie była nauczycielką, warsztaty z młodymi uczniami, za które spotkały ją prześladowania i obraźliwy wówczas przydomek "wielbicielki czarnych". Ów ekeperyment, to właśnie owe warsztaty przeprowadzone w latach 90 na grupce ludzi- nauczycieli, policjantów, praconików społecznych. Porusza on kwestie rasizmu i uprzedzeń. Skoro powodem ciemnej i jasnej skóry, tak jak brązowych czy niebieskich oczu, jest zawartość melaniny. "Wobec osób o niebieskich oczach Elliott stosuje pseudonaukową teorię mającą tłumaczyć ich niższość, testy na inteligencję, które są stronnicze kulturowo oraz jawną dyskryminację. Widzimy jak, w ciągu zaledwie kilku godzin przebywania w atmosferze takiego reżimu, dorosłych ludzi opanowuje przygnębienie i roztargnienie, mają trudności z wykonaniem najprostszych poleceń". Potwierdzają to także warszaty prowadzone w szkole podstawowej. Dzieci po stronie uprzywilejowanej są radosne, pełne energi, po stronie gnębionej smutne, apatyczne, tracące wiarę w swoje możliwości (skoro ciągle słyszą, że robią źle, że się nie starają? a że się zmienia im reguły to już inna sprawa). I zastraszane. I to wszystko w ciągu kilku godzin, ze swiadomością, że to się skończy jak wszyscy pójdą do domu. A jak się czują osoby skazane na dyskryminację przez całe swoje życie? Jaki jest ich poziom wściekłości? Jak ciężko im walczyć o lepsze jutro, gdy ciągle się je krytykuję, pokazuję swoją wyższość, traktuję jak dzieci bez własnego zdania? Mechanizm, który pokazałą Elliot jest przerażający. Czasami każdy z nas się pewnie zastanawiał, dlaczego ludzie zamknięci w gettach, w obozach koncentracyjnych II wojny światowej, gułagach, dyskryminowani, dlaczego oni, mimo, że było ich więcej, nie potrafili się przeciwstawić. Dopiero teraz zrozumiałam jak wielkiej to trzeba siły, jak aparat ucisku dba doskonale oto, by uciskana jednostka czuła się stłamszona i mało wartościowa. Dlaczego najpierw trzeba zabić godność. Z drugiej strony pokazuję nam na jakich pseudonaukowych tezach i stereotypach się opieramy. Gdy opowiadała brązowookim, że "Błekitki" są mniej inteligentne, brudne, że trzeba je traktować jak dzieci, z niższością, smiać się tylko z nich, nie z nimi, że to wszystko jest cechę ich koloru oczu, brzmiało to smiesznie. Jednak dla wielu ludzi, kolor skóry jest właśnie takim wyznacznikem, a przecież zależy od tej samej melaniny!! Celem warsztatu nie było sprawdzanie ludzkich zachowań, ale jak podaję podręcznik do warsztatów "Niebieskoocy", "ale nauka poprzez doświadczenie, refleksja nad mechanizmami dyskryminacji i naszą rolą, oraz ewntualna późniejsza zmiana postawy". Zapamiętała też jeden tekst dotyczący kobiet- "Kobiety przestańcie się wdzięczyć. Uczcie się, zdobywajcie kompetencie. Bo jak będziecie już stare, to mogą wam powiedzieć: nie znam twoich kompetencji, bo znałem/am tylko twój urok". Stanęła w opozycji do obrazu kobiety- kobietki, ślącej uśmieszki i pocałunki, jako ładnego dodoatku do kolacji. I zdecydowanie miała rację. Jest miejsce na słodkie słowa w stylu "kwiatuszku, kochanie, misiaczku", ale tylko wtedy gdy mówi ci to bliska osoba, a nie szef czy kolega z pracy w stylu "Kochanie, podaj papiery, zrób kawę" etc.
Drugi film- "Killing us softly3" to zapis wykładu Jean Kilburne, autorki dwóch poprzednich części, gdzie analizuje ona pozycję kobiet w reklamie i zmiany jakie zaszły od 20 lat (jej pierwszy film powstał w 1979). Porusza ona w zasadzie kilka problemów: trywializacje seksu, pornografizację zdjęć, ideał kobiety niemożliwy do osiągnięcia, uprzedmiotowienie ciała, małe dziewczynki jako obiekt pożadliwości, inne sposoby pokazywania mężczyzn, infaltynizacja przemocy wobec kobiet. Czasami reklamy aż rażą głupotą, czasami do tego dochodzi humor, czasami robi się przykro, że wciąż tak jest i że to nie żaden wymysł feministek, którym się nudzi. Szczególnie zapamiętałam jeden przykład. Zaczęło się od tekstów o piersiach w stylu twój biust jest za duży, za mały, zbyt szeroki, zbyt wąski, zbyt sterczący, zbyt obwisły etc. A skończyło się: przynajmniej włosy możesz mieć idealne. Konluzją było, że gdyby pojawiła się reklama w stylu: twój penis jest za mały, za duży, zbyt gruby, krzywy, 2 calowy, koślawy- przynajmniej dzinsy możesz mieć dobre, uznane byłoby to za wulgarne. I taka jest racja. Momentami miałam wrażenie jednak, że film ten zaczyna przypominać teksty niektórcy dziewczyn: "nie chcę brać tabletek antykoncepcyjnych, bo to jest oddanie się facetowi na zawołanie". Tak jakby zapominało się, że istnieje na to przyzwolenie społeczne. Niektórym kobietom nie przeszkadza to, że są akurat tak przedstawiane, wdzięczą się dalej. Albo czasami doszukiwało się drugiego dna- może zabronimy aktów, bo tam kobiety też są chude etc. Momentami miałam takie wrażenie, że film zmierza w tym kierunku. Ale przede wszystkim poruszał ważne tematy- brakowało mi tylko reklam, gdzie domeną kobiet jest sprzątanie i kuchnia, bo Kilbourne skupiała się na nagości i propagowaniu stereotypów kobiet- kokietek ideało o rozmarze xxs.
Trzecim filmem był "I had an abortion"- zapis rozmów kobiet, które dokonały aborcji, ale nie zostałam już na nim. Trochę meczy mnie ten problem, bo pokazuję się albo czarną, albo biała legendę. Albo heroizmem jest aborcja, albo bohaterska z nią walką. A może jakiś złoty środek- nie chwalić się ani jednym, ani drugim. Może szczypta normalności, pomoc psychologiczna...Zresztą już o tym pisałam wcześniej.


23:06, rudakrzyzaczka , Feministycznie.
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 marca 2007
Cały dzisiejszy dzień spędziłam biegająć od jednych ćwiczeń na drugie, z wykładu na wykład. Najpierw spotkało mnie wysłuchanie o stanie badań nad grobem Kopernika (wiecie, że Kopernikowi w młodości ktoś złamał nos?) i nad tym dlaczego szukano w ogóle pod tym ołtarzem. Bardzo interesujące i ciekawe. W ogóle potomków Kopernika mamy już dopracowane do XVIII wieku. To wszystko po to, by porównać DNA i w 100% potwierdzić, że to Kopernik. Narazie idzie to to opornie, ale jest szansa. Podobno w Uppsali jest jakaś pani profesor, która będzie się starała uzyskać DNA z dzieł, które należały do niego. Nie znam się na tym, ale podobno kogoś tam zidentyfikowała po guziku, z którego go zabili.
Drugi był o feministycznej historii sztuki (FHS). I doszłam do wniosku, że feministką- teoretyczką, upatrującą się wszędzie analogii kobiecych i uciśku to ja nie jestem=) Owszem interesuję mnie rola kobiet w przyszłości, ich historia i status. Dlatego, że to bardzo dobrze pokazuję społeczeństwo. Niemniej jednak studia gender nie były by dla mnie. Chodzi o to, że nie podoba mi się tworzenie jakiś nowych dziedzin, bo to wszystko podkreśla inność kobiety. A mi chodzi o równouprawnienie, nie te mityczne ("chcesz równouprawnienia, idź do kopalnii"), po prostu równość a nie podkreślanie inności. Mam wrażenie, że to czasem nadmierne dorabianie idelogii. Weźmy ten przykład. Pani doktor Iza Kowalczyk (bohaterka ostaniego reportażu gazety.pl o nauczaniu religii) omawiała kobiece malarstwo XIX wieczne na podstawie kilku ważnych dla FHS pozycji. I powiedziała, że tak naprawdę kobiety nie mogły, choć chciały malować czegoś innego niż przykazane im postacie kobiet, oczywiści ubrane, w teatrze, w parku, spędzające czas na nicnierobieniu. Jednak kłóci mi się to z emancypacją. Skoro same założyły w 1881 r. Ligę Malarej i Rzeźbiarek po to, by walczyć o prawo do przyjęcia do Akademii Nauki, co samo w sobie było rewolucyjne (ówcześni artyści uważali, że czynny udział kobiet w sztuce spowoduję uszuszenie ich macicy, i seksualne ciągoty, szczególnie akty były niepożądane). Skoro XIX wiek to wiek sufrażystek, zrzucania staników i walki o prawa dla kobiet, to jakoś dziwna wydaję mi się ta teza. Nie jestem jednak historykiem sztuki, więć to nie jest wiążąca opinia.

Zmęczona już jestem. Tak w ogóle. I idę chyba spać.
22:30, rudakrzyzaczka , Feministycznie.
Link Komentarze (1) »
czwartek, 08 marca 2007
Pogubiłam się w tym wszystkim trochę. I mimo, że uważam się za feministkę, nie podoba mi się tendencja, która robi z tego święta pierwszy front o wyzwolenie kobiet obu frontów. Feministki- aktywistki krzyczą, i dobrze-bo poruszają ważne tematy, ale czasami wygląda to tak, jakby faktycznie powstawała "3 płeć". Druga strona atakuję je, wytykająć im brak kobiecości, włosy pod pachami, nienawiść do facetów. A strona prokatolicka- widzi w nich co najmniej diabła wcielonego, atakuje krzyżami i hasłami w stylu "obrony życia poczętego".

Ja pójdę dzisiaj na toruńską manifę, chociażby dlatego, że mam prawo do zgromadzeń jako obywatelka i wyrażania tego co mi sie nie podoba. A nie podoba mi się to, że jacyś ludzie, w przewadze męskiej decydują o moim życiu prywatnym, o tym czy mam urodzić czy nie. Tak, chodzi o aborcję, o atak na "życie poczęte" (swoją drogą jakoś jako samodzielne pojęcie dziwnie brzmi). Ja sama nie miałabym siły na to, żeby dokonać aborcji. Nie potrafiłabym. Niemniej jednak idę za standardami medycznym- środowiska medyczne przedwczesne zakończenie ciąży przed 22 tygodniem nazywają poronieniem . I każda kobieta ma prawo sama decydować co z tym zrobi. A państwo powinno jej zapewnić odpowiednią opiekę medyczną i psychologiczną, a nie w dyskusji operować emocjami i oskarżać ludzi o morderstwo. Życie nie jest łatwe, czasem potrafi ostro dać w dupę i nie wystarczy dobre słowo pana ministra czy pani Sobeckiej, która powie, że planuję 3-letni urlop macierzyński. Bo po tym urlopie pracodawca powie ci, że nie ma już dla ciebie miejsca. Krzykiem nic się nie zrobi, pokazywaniem drastycznych zdjęć też. Dlatego podoba mi się droga, którą idzie część Kościoła- pomoc psychologiczna, materialna, poszukiwanie alternatywy, ale nie nachalne emocję. Kobiecie powinno dać się legalny wybór, bo aborcja i tak będzie. Łatwiej tym organizacją kościelnym działałoby się gdyby nie lęk przed karą więzienia, jaka teraz jest i społecznym ostracyzmem. Wpisywanie do konstytucji ochony życia poczętego to zbędny przepis, który otwiera drogę do całkowitego zakazu aborcji- zmuszania kobiet do śmierci w imię życia jej płodu (a co będzie jak ukształtowany z tego człowiek w przyszłości okaże się seryjnym mordercą? tak właśnie wyglądają argumenty emocjonalne, strzeżmy się ich, bo łatwo manipulują innymi), po gwałcie. A może i zakazie zapłodnienie in vitro, które daję dzieci tym, którzy chcą a nie mogą.
To są moje argumenty za pójściem na manifę. Jestem feministką, ale czuję się kobietą, golę się pod pachami, dbam o siebie, ba nawet się maluję, nie brak mi seksu, lubię facetów, nie lubię szczebioczących kobiet gadających ciągle o lakierach i modzie, ale lubię kupować sobie nowe ciuchy, zrobię Maćkowi śniadanie, bo go po prostu kocham.I przede wszystkim chcę być sobą. I by każdy człowiek miał równe szanse, bez względu czy jest mężczyzną czy kobietą. Lubię Dzień Kobiet, bo znam tło historyczne tych wydarzeń. I niech ono będzie czasem do dyskusji, ale nie przedmurzem wielkiej wojny. Niech czujemy się kobietami- katoliczkami, ateistkami, aktywistkami, mamami wyzwolonymi, mamami- ikonami, bohaterkami rodzącymi dzieci w obliczy nawet swojej śmierci czy heroiczkami decydującymi się na aborcję. Tylko niech decydujemy o tym same.

Wszystkiego najlepszego Wam wszystkim, bez względu na poglądy. I czasem więcej poczucia humoru. I dystansu.
13:45, rudakrzyzaczka , Feministycznie.
Link Dodaj komentarz »
adopt your own virtual pet!



statystyka