środa, 09 maja 2012
Uwierzysz, że to już 7 miesięcy minęło? I że chcę więcej i więcej? I że śmieszne wydają mi się te moje poszukiwania, z miejsca na miejsce, od osoby do osoby. Z chwilowego poczucia szczęścia do następnego poczucia?
Monotematycznie mam ochotę krzyczeć: kocham, kocham i chcę więcej- dawać i dostawać.

Z rzeczy przyziemnych: dużo pracy i brak czasu. Kto kradnie ten czas???

Protokolantką byłam na obronie pracy doktorskiej mego ulubionego już pana doktora, sąsiada niedoszłego. Cieszę się!!! Bardzo. Mam nadzieje, że teraz się już wszystko ułoży. Może będą miała nieograniczony dostęp do najlepszych cukierków ever, czyli litewskich migli?? :)

Nad jeziorem byłam. Pięknie było. W lesie też :)


20:23, rudakrzyzaczka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 marca 2012
Miał być tutaj zupełnie inny post, o wiośnie, o tym co mi się z wiosną kojarzy, o muminkach, o miłych rzeczach, które się wokół dzieją. A tymczasem dziś czarne chmury...
takie chmury, że płakać się chce, przytulić się i płakać...
Powodem tychże uczuć jest nie kto inny jak ma rodzona S. To, że chciałabym pomóc. To, że mówienie jest trudne. Ale jeszcze trudniejsze jest mówienie czegokolwiek do kogoś kto jak ściana jest i tylko odbija, to co się do niej mówi. I wzmacnia to krzykiem. A ja naprawdę chciałabym porozmawiać. Chciałabym miło spędzać czas. Chciałabym pomagać. Ale nie tak: ty mówisz- ty żądasz. Ty bierzesz i jedyne co oddajesz to negatywne uczucia.

Nie umiem pomóc. I chyba jedynym wyjściem będzie się uodpornić. Zobojętnieć. Bo nie umiem pomóc =((
23:40, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 marca 2012
Lubię prezenty. Bardzo. I dawać, i dostawać. I dostawać, i dawać. Sama nie wiem co bardziej :) Szczególnie lubię takie prezenty trafione, bo oczywiście cieszę się z każdej pary skarpetek, i z każdej książki, ale radość ma większa, jeśli to akurat TE skarpetki, i TA książka. Sztuka dawania takich prezentów jest niezwykle trudna. Trzeba umieć słuchać. Ludzie często dzielą się swoimi potrzebami, ale przeważnie nie w bezpośredni sposób. Należy więc wyłapywać te małe wspominki, uśmiechy czy zachwyty, by zaskoczyć i nie rozczarować. Najprzyjemniejsze podziękowanie to szczery uśmiech.
Półeczka w moim niemiecki pokoju już jest zapełniona- niektóre pachną bardzo intensywnie, niektóre tylko w wyobraźni. Niektóre to takie egoistyczne prezenty- bo dla mnie. Cieszę się, że będę mogła je Wam dać.


Zakupiłam sobie ekologiczny szampon przeciwłupieżowy bez SLS i innych świństw. Nie mogę patrzeć już na moje włosy, a w zasadzie skórę, woda tutaj jest okropna i do tego szampon, który zazwyczaj nie powodował żadnych skutków ubocznych, nagle zaczął. Zakupiłam też kredę do oczu, nie wiem po co, bo przecież nie umiem malować sobie równej linii. Oraz kilka innych, ale takich prawdziwych prezentów, co by zachwyciły pewną panie, która nie chce  się przyznać, że na początku kwietnia ma urodziny :)

PS. A na deser zjadłam przepyszne organiczne lody waniliowe, które przyozdobiłam pomarańczami, bananem i czekoladą. Mnia, Mniam.
18:51, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 marca 2012
Ach, nagle przyszła mi ochota na kasze mannę- taką gęstą, polaną sokiem ze słoiczka z jagodami. Hmmm.... trzy najwspanialsze śniadania dzieciństwa: wspomniana kasza, babcine zacierki z mlekiem i babciny chleb z jajkiem. Nikt na świecie nie potrafi zrobić tak chleba z jajkiem jak moja babcia. Kto jadł ten wie!! Mniam, mniam.
Ostatnie moje dni przez wyjazdem do Niemiec były dość chaotyczne- nieregularne posiłki, raczej na mieście, zero gotowania. Nie chciałabym tego powtórzyć, dlatego obok bieżącego gotowania, obmyślam co by tutaj zjeść w pierwszym tygodniu kwietnia. Tym bardziej, że po przyjeździe zaraz do pracy idę a pracy jeść trzeba. Niestety odgrzewane potrawy nie zawsze tak samo smakują na drugi dzień. A tak to wygląda w pracy- gotuję dzień wcześniej i odgrzewam w mikrofalówce. Najbardziej denerwuję mnie redukcja sosów, które uwielbiają się wchłaniać. W niedzielę po przyjeździe będę gotowała rosół i już się wprosiłam do panny Misi na miłe spędzenie czasu. Mam nadzieje, że to nie tylko rosół był powodem tak szybkiej decyzji :) Bardzo, bardzo się cieszę!!

Ach, dzisiaj zrobiłam 30 kilometrów rowerem. I mała poprawa- ścieżka rowerowa wzdłuż Menu ma nie 200 a 600 km!! Jak tutaj pięknie. Pierwszy raz w życiu (a przecież mieszkałam prawie na wsi) widziałam zająca. Z królikami to nie ma problemu, cały Toruń jest ich pełen, i to w samym centrum. A zająca nigdy nie widziałam. I od dziś kocham zające- to naprawdę duże, fantastyczne zwierzaki. Głupia taka jakaś :)
21:54, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 marca 2012
Postanowiłam wykorzystać moje wczorajsze internetowe marnotrawstwo czasu i sporządziłam listę rzeczy do realizacji w kwietniu- wiecie: tu posprzątać, tam umyć okna, nie jeść przy komputerze (dobrze, że na liście jest dopisek "od kwietnia") czy wymienić wszystkie kosmetyki na te bez SLS i kupić maść z witaminą A. Oczywiście na większość wpadłabym bez inspiracji blogowym życiem, ale warto mieć w zanadrzu wytłumaczenie czego szukam na blogach innych.

Żeby nie było zapisałam też: spacerować i się wczoraj na ów spacer udałam- 7 km wzdłuż Menu, tęskniąc za tym i owym i rozważając dlaczego nie można by w ten sam sposób zagospodarować Wisły między Toruniem a Bydgoszczą albo chociaż między Toruniem a Złotorią. Ścieżka rowerowa wzdłuż Menu ciągnie się ponad 200 km. Jeśli nie więcej. Mogłam źle zrozumieć oprowadzającego mnie Volkera, który mówił po angielsku z akcentem niemieckim. Ten fragment, który przeszłam dodatkowo miał równolegle przeprowadzoną drogę dla pieszych, ławeczki i place zabaw. Nie była jakoś przesadnie zadbana- ot wycięto krzaki, zostawiając te, w których żyją ptaki, wokół rosną te same co w Polsce obrzydliwe topole, wylano asfalt na ścieżkach (choć na rowerowej miejscami była wylana taka masa specjalnie dla tego typu ścieżek, nie wiem jak się nazywa, ale wiadomo o co chodzi). Świetne miejsce na spacery!! Może zamiast wielkiej wspaniałej sali koncertowej, którą już widzę jak zapełnimy i wielkimi wydarzeniami kulturalnymi, i ludźmi (ha, był ktoś kiedyś na koncercie naszej toruńskiej orkiestry symfonicznej?? Z setka osób na nie chodzi), dofinansować infrastrukturę spacerową: ścieżki piesze i rowerowe, oznaczenia, ożywić Bulwar?? Ach, marzenia. Ale gdy ostatnio próbowałam dostać się na Bulwar ze Starówki, trzeba było przebiegać między samochodami. Kierowcy tylko bywają grzeczni, niestety. Pasy są miejscami niewidoczne, a i nawet jak są to ciężko przez nie przejść. No i tak marzyłam sobie o tym, że Bulwar jest zamknięty dla ruchu samochodowego albo chociaż zrobione są lepsze ciągi komunikacyjne- z szerokimi pasami, ze spowalniaczami (one mają jakąś fachową nazwę, ale nie pamiętam teraz :)).

Nowa ja, bo dziś zakupiłam ostatnią odzieżową sztukę- nową sukienkę. Zakup celowy, bo na święta u B.



U bliskich mi osób dużo się dzieje dobrego!! Ach tak się cieszę Bajkowo- Czarkowymi zmianami pracowniczymi (pracowymi??). W przyszłym roku może będziemy tańcować na ichniowym ślubie :) Kolejna uroczystość, na którą będę mogła kupić sukienkę. Ach ta próżność!! Na Michalinowe ogrodowe wesele, na które nie mogę się już doczekać plan na strój już mam. Tylko mego B. muszę ścigać z uszyciem. A jutro będę rozmawiać z Panem, co mówi po angielsku z włoskim akcentem :) Ciekawe jak mi pójdzie?

PS. Volker po ostatnim spotkaniu ze mną postanowił kupić dla Polskiej Misji Historycznej rower!! Co za szalony człowiek :)) Będę więc miała okazję pojeździć po wurzburskich ścieżkach rowerowych.
21:08, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 marca 2012
Słońce i temperatura powyżej 20 stopni były prostą zachętą do wyjścia z domu. Co prawda, celem nie był spacer po winnicach (taki może jutro, ale coś się zachmurzyło lekko), a raczej szoping. Konsumpcjonizm pełną gębą ze mnie wyłazi.
Było ciepło, ale dla mnie, która jeszcze tydzień temu chodziła w czapce i wełnianym kominie, lekkim szokiem było spotykanie ludzi w krótkich spodenkach i japonkach. Ludzie wylegli. Tutaj co już zauważyłam poprzednim razem w weekendy ludzie lubią spędzać czas na powietrzu- centrum i urokliwe okolice Menu idealnie się do tego nadają- można piknikować na trawie, grać w gry, rozmawiać, biegać, jeździć na rowerze. Po prostu cieszyć się życiem i to bez względu na wiek. O ile w Toruniu Bulwar zapełniony jest studentami/młodzieżą i matkami z dziećmi, to tutaj nad rzeką można spotkać wszystkich od 0 do 100 lat. Dziwi mnie tylko bałagan panujący miejscami- po prosty syf. Ja się źle czuję w syfie, gdy pełno śmieci wokół mnie, a dziś wielu osobom to nie przeszkadzało. Miejscami było też za głośno. Szukałam raczej spokojnego miejsca, gdzie można było posiedzieć na trawie i łapać atmosfer. Ale może to objaw typowo polskiego narzekania?? A może nie mieszkajmy w to nacji. Niektórym to po prostu nie przeszkadza.



Zaopatrzyłam swoją szafę w trochę kolorów, bo po ostatnim przeglądzie zauważyłam, że panuję w niej czerń. Buty z przygodami- zdążyłam z nimi dojść i się okazało, że mają dziurę. Na szczęście wymienili mi je bez problemu. Spacerując przyglądałam się ludziom, zastanawiając się jak wyglądają ich szafy, co lubią i czy maja kompleksy. Takie przyziemne sprawy.





21:46, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 marca 2012
Po pierwsze- nie mogę słuchać Volbeat'u. Uwielbiam, uważam że są niesamowici. Ale niestety dotarło do mnie, że niosą zbyt duży balast emocjonalny. Ufff, co za maniera na blogu!! Trochę to nawet zabawne. Nie żebym miała ochotę płakać w poduszkę. Czytałam ostatnio kilka moich poprzednich egzaltowanych wpisów z czasów pana K. i śmiałam się. Nie mam żalu. Ani do siebie, ani do nikogo. Ale tej kapeli niestety słuchać nie mogę. Tak to bywa z pewnymi piosenkami. Intensywnie słuchane bardzo szybko nabierają emocji, których jestem pełna. A gdy te emocje z jakiegoś powodu zmieniają się, te poprzednie zostają w piosenkach. I dlatego powoduje to taki dysonans. Nie będziemy zatem słuchać Volbeatu.

Po drugie. Obserwuję. Niemcy mnie zachwycają. Zdaję sobie sprawę, że może to być zachwyt pozorny. Póki co raczej zachwycam się miejscem, tworzonym przez ludzi, ale jednak miejscem. Oglądam okna, kamienice, drzwi, ogrody, ukradkiem zaglądam do mieszkań. Może kiedyś powstanie coś z szerszego.

Po trzecie, czytam. Odłożyłam wszystko dla Henrego Millera, którego dostałam od mojego lubego.

Po czwarte, zanosi się, że święta spędzę poza domem. U B. wiecie, że nigdy nie spędzałam żadnych świąt poza rodziną??

Zjadłam dziś dwa mufiny, wypożyczyłam kurs niemieckiego, próbowałam coś zeskanować w bibliotece, ale mi nie wyszło, tęskniłam, odprowadziłam pana doktora K. na pociąg, zjadłam niemieckiego wursta. Ot dzień jak codzień :)

23:04, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 marca 2012
Ruda znów ruszyła w świat. Tym razem tropem trzech muszkieterów (a w zasadzie czterech) i Orlando Bluma. Wypatrywałam zeppelinów, ale się niestety nie pojawiły :)



Kto oglądał ten wie. Ostatnimi czasy na którymś z wieczorów filmowych oglądaliśmy ten film. Oprócz tego, że mi się najzwyczajniej w świecie podobał- prosty, zabawny z przygodami w tle, podziwiałam w filmie nic innego jak piękne miasto Wurzburg i okolice (między innymi Bamberg). Dziś spacerowałam po nim po raz kolejny :)
Jednym słowem: biblioteki, pyszne jedzenie i pyszne piwko. Tylko tym razem troszkę oszczędniej trzeba. Ach niestety, trzeba sobie odpuścić wycieczki po sklepach (noo, ale buty muszę przywieźć :P)
20:35, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 02 marca 2012
Bliżej 30 w końcu. Jeszcze tylko dwa dni i kolejny rok do przodu. Tymczasem moje kochanie zabrało mnie na kolację do Royal India- było pyszne jedzenie, pyszne wino i w ogóle było pysznie.



Od jakiegoś czasu zabieram się za Henry Miller'a. Jestem zachwycona tym co było pomiędzy nim i Anais Nin. Spotykałam się z nimi w opowieściach Anais i wydaję mi się jakbym go bardzo dobrze znała, a przecież nie przeczytałam niczego co napisał. W końcu egzemplarz trafił na moją półkę. Dziękuję B.

Cudownie jest kochać. O tak, zdecydowanie polecam to wszystkim na wszyyyyystkie smutki. Nic sensownego nie przychodzi mi już do głowy.

23:18, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 lutego 2012
Z czasem pewne smutne niegdysiejsze rzeczy wydają się nawet zabawne. Ktoś kto był dla Ciebie całym światem, stał się owym światem dla kogoś innego. I dobrze Ci z tym. Z czasem zapomina się o pewnych emocjach, które towarzyszyły nam w życiu.
Czytam, nie porównuje, nie szukam. Było minęło i trzeba cieszyć się tym co obok.

W Warszawie byłam, i było zabawnie, miło, towarzysko. Tylko B. mi brakowało, ot.
20:45, rudakrzyzaczka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79
adopt your own virtual pet!



statystyka